Niedawno w sprzedaży pojawił się DJI Romo P – nietypowy robot sprzątający od firmy znanej głównie z produkcji dronów. Sprawdziliśmy, czy warto kupić ten sprzęt.
Spis treści
Zakończenia w kategorii robotów sprzątających nie zdarzają się często. W 2023 roku do takowych zaliczyłem premierę EZVIZ RS2, a w 2024 roku debiut Narwal Freo Z Ultra. Miniony rok nie obfitował w oszałamiające nowości, może z wyjątkiem pierwszego robota z ramieniem robotycznym, który potrafi sprzątać po nas skarpetki i papierki (Roborock Saros Z70).
Pierwsza połowa 2025 roku to premiery niskich robotów – jak Dreame X50 Ultra czy MOVA V50 Ultra z opuszczaną kopułką radaru do 8,9 cm oraz prawdziwych rekordzistów z wysokością 7,98 cm w postaci serii Saros od Roborocka (Saros 10R i Saros 10).
Druga połowa 2025 roku, po wrześniowych targach IFA to wysyp robotów z mopem rolkowym (jak iRobot Roomba Max 705 Combo, Dreame Aqua10 Roller Ultra, MOVA Z60 Roller Ultra), a także wypasione roboty ze stacjami zmieniającymi pady myjące, w zależności od rodzaju powierzchni czy pomieszczenia (Dreame Matrix 10 Ultra, MOVA Mobius 60).
To również czas, kiedy poznaliśmy pierwsze informacje dotyczące planowanego wprowadzenia do sprzedaży robotów sprzątających od firmy słynącej z produkcji dronów, czyli DJI. To przykuło naszą uwagę, bo technologie dronowe dotyczące nawigacji i unikania przeszkód można przecież z powodzeniem wykorzystać i zaimplementować w robotach sprzątających.
Czekaliśmy więc z niecierpliwością na europejską (i polską) premierę robotów DJI Romo, co nastąpiło pod koniec października 2025 roku. Nie zdziwiło nas też to, że flagowy i najdroższy model wyprzedał się jeszcze w grudniu, mimo kosmicznie wysokiej ceny i nietypowego designu.
Ile kosztuje DJI Romo P? Czym różni się od modeli S i A?
Flagowy model DJI ma w Polsce cenę sugerowaną 8499 zł, ale bywa często przeceniany. Aktualnie kupisz go za 7329 zł (np. w Media Expert). Dodam, że w najlepszych promocjach w grudniu zeszłego roku spadał do 6469 zł.
Każda z tych cen czyni go jednak najdroższym robotem sprzątającym na polskim rynku, przebijając nawet takie konstrukcje, jak MOVA Mobius 60, Dreame Matrix 10 Ultra czy Roborock Saros Z70.
Roboty DJI występują w trzech wersjach:
- DJI Romo P – aktualnie za 7329 zł, przeźroczysty robot i stacja, światło UV do dezynfekcji worka w stacji, środek dezodoryzujący podłogi w stacji, dwa rodzaje szczotek w zestawie;
- DJI Romo A – aktualnie za 5369 zł, robot przeźroczysty, stacja biała, bez dezynfekcji worka światłem UV, bez środka dezodoryzującego do podłóg, dwa rodzaje szczotek w zestawie;
- DJI Romo S – aktualnie za 4669 zł, robot i stacja białe, bez dezynfekcji worka światłem UV, bez środka dezodoryzującego do podłóg, jeden rodzaj szczotek w zestawie.
Różnica w cenie między wersją białą S, a przeźroczystą P jest ogromna, a realnie tracimy mało znaczące światło UV (trudno zweryfikować jego skuteczność) i opcję dozowania drugiego detergentu w stacji. Wygląda więc na to, że podstawowy model DJI Romo S będzie najbardziej opłacalnym wyborem.
Wszystkie potrzebne akcesoria i materiały eksploatacyjne kupimy u polskich dealerów DJI, choćby DJI ARS, ale też w największych sieciówkach, jak Media Expert czy x-kom.pl.
Za 3 worki do stacji zapłacimy 99 zł, za oba rodzaje detergentów 69 zł (za sztukę), dwa filtry EPA lub dwa komplety mopów to koszt 129 zł, dwie szczotki boczne kosztują 89 zł, a szczotki główne obu typów to koszt 99 zł. Całość można też kupić w dużym zestawie za 629 zł (cztery komplety mopów, zestaw szczotek, dwie szczotki boczne, dwa worki i dwa filtry).
Na AliExpress pojawiają się też sporo tańsze zamienniki – już za 115 zł kupimy zestaw sześć worków, sześć szczotek bocznych, sześć filtrów, sześć mopów i komplet szczotek głównych. Akcesoryjnie DJI oferuje też rampę CP.CR.00000033.01 ułatwiającą pokonywanie progów o wysokości do 4 cm – cena 109 zł.
Specyfikacja i zestaw sprzedażowy
Wraz z robotem dostajemy drugi zestaw szczotek głównych – bazowy wariant to silikonowy do dywanów, a drugi ma paski włosia i gumy – typowo do podłóg twardych.
Mamy też dwa wkłady z detergentami (dezodoryzujący i czyszczący) oraz komplet instrukcji obsługi. Zabrakło zapasowego worka na kurz do stacji, filtra EPA, czy choćby jednego kompletu szczotek bocznych – zestaw startowy jest po prostu biedny.
Parametry są typowe dla robotów z pierwszej połowy 2025 roku – mamy wysoką siłę ssania, długi czas pracy, przedni zespół sensorów z kamerami i 3-punktowym lidarem. Cieszyć może szybkie ładowanie robota i spore zbiorniki wody w stacji.
Specyfikacja DJI Romo P:
- Model robota: CR8E;
- Model stacji: CS8E;
- Siła ssania: 25 000 Pa;
- Przepływ powietrza: 20 l/s;
- Moc robota: 55 W;
- Moc stacji: ładowanie 55 W, opróżnianie 635 W, suszenie z ładowaniem 110 W, samooczyszczenie z gorącą wodą 1100 W;
- Siła ssania stacji: 20 000 Pa;
- Nawigacja: 3 punktowy LiDAR;
- Omijanie przeszkód: podwójne kamery z obiektywami fisheye + diody doświetlające;
- Wielkość zbiornika kurzu w robocie: 260 ml;
- Wielkość zbiornika wody w robocie: 164 ml;
- Pojemność wkładu ze środkiem czyszczącym: 400 ml;
- Pojemność wkładu ze środkiem dezodoryzującego: 200 ml
- Zużycie na 1 przemycie mopów środka czyszczącego: 0,6 ml (wystarczy na 666 cykli);
- Zużycie na 1 przemycie mopów środka dezodoryzującego: 1,2 ml (wystarczy na 166 cykli);
- Docisk mopów do podłoża: 12 N (1,2 kg);
- Wymiary robota: 35,1 cm średnicy i 9,8 cm wysokości;
- Waga robota: 4,4 kg;
- Pokonywanie progów: do 2 cm wysokości lub z akcesoryjną rampą do 4 cm;
- Pojemność baterii 5000 mAh (72 Wh, 14,4 V);
- Czas pracy: do 3 h;
- Czas ładowania: 2,5 h;
- Głośność pracy: do 65 dB;
- Kompatybilność Wi-Fi: 2,4 GHz i 5 GHz;
- Filtracja: EPA E11 z filtrem wstępnym z siateczki;
- Wymiary stacji: 45,3 cm szerokości, 42,5 cm głębokości i 44 cm wysokości;
- Pojemność zbiornika wody czystej: 4 l;
- Pojemność zbiornika wody brudnej: 3,2 l;
- Pojemność worka na kurz: 2,4 l;
- Waga pustej stacji: 10 kg;
- Dodatki: dezynfekcja światłem UV worka na kurz, trójstopniowa redukcja hałasu.
To, co może dziwić biorąc pod uwagę wysokie ceny robotów DJI Romo to fakt, że mają kilka braków funkcjonalnych względem flagowych konkurentów z 2025 roku – zwłaszcza takich marek, jak Roborock, Dreame, MOVA i Ecovacs, ale o tym w następnym rozdziale.
Jakość wykonania i konstrukcja
Konstrukcyjnie mamy tu typowego robota odkurzająco-mopującego, ale z kilkoma pomysłami DJI i niestety kilkoma brakami – zarówno technologicznymi, jak i softowymi.
Robot to krążek mający 35,1 cm średnicy, o wysokości 9,8 cm, ale bez kopułki z obrotowym radarem LiDAR. Ten jest punktowy i przeniesiony w zderzak, osadzony między dwie kamery typu fisheye, nad diody doświetlające LED.
Trochę dziwi, że mimo braku kopułki z radarem robot ma aż 9,8 cm wysokości – zmieści się oczywiście pod meblami z niszą 10 cm, ale flagowce konkurencji zeszły w 2025 roku do 8,9 cm (Dreame i MOVA), a nawet 7,98 cm (Roborock).
Od góry mamy płaską, przeźroczystą obudowę z fajnie pokazanymi podzespołami, choćby widocznymi silniczkami mopów, rurami czy filtrem EPA. Na górnej płycie mamy też przyciski startu i pauzy pracy oraz powrót do stacji, a także mikrofony.
Spód robota to trzy sensory wysokości, czujnik wykrywający dywany, dwie szczotki boczne (z czego jedna jest wysuwana do boku) – obie montowane na śrubki.
Zespół szczotek głównych jest wzorowany na rozwiązaniu z Roborocków – dwie oddzielne szczotki z otworem pośrodku. Do wyboru mamy wałki silikonowe lub z paskami włosia i gumy. Pierwsze dedykowane są dla dywanów i wykładzin, a drugie do podłóg twardych.
Mają nie mieć problemów z plątaniem włosów, ale niestety włosy z kurzem potrafią zwijać się w kulkę między szczotkami – nie blokują przepływu, ale jednak wymagają co kilka cykli zaglądnięcia pod robota i usunięcia takich śmieci. Roborock zakończył swoje szczotki dzielone okrągłymi wypustkami i dzięki temu nie ma wspomnianego problemu – tu mamy płaskie zakończenie.
Z tyłu mamy dwa pady obrotowe, z czego jeden wysuwa się do boku w celu minimalizowania martwej strefy mycia przy meblach i ścianach. Namaczane są w trakcie pracy z wewnętrznego zbiornika wody, a z uwagi na swoją grubość, mają wysoką chłonność. Dobrze dobrano też ich materiał – przypomina ten z Roborocków bez funkcji automatycznego zdejmowania padów – mają grube frędzle, a materiał nie jest tak śliski, jak w Dreame i MOVA.
Wszystkie koła są gumowane, podobne jak przedni zderzak, w którym kryją się wszystkie sensory. Z obu boków mamy sensory śledzenia ścian i przeszkód, a tył to wysoko umieszczone styki ładowania, czujnik podczerwieni, otwór uzupełniania wody w robocie i dostęp do zbiornika, którego klapka robi też za otwór opróżniania w stacji.
Super, że filtr EPA został zabezpieczony filtrem wstępnym z siateczki – nie zapycha się tak mocno, jak filtry w Roborockach, MOVA i Dreame.
Co do jakości wykonania to muszę przyznać, że jeszcze tak dobrze zrobionego robota nie widziałem – użyte do budowy plastiki, spasowanie i dbałość o szczegóły wykończeniowe to najwyższa liga. Inżynierowie z DJI przebili nawet dotychczas najlepszego w mojej opinii Roborocka.
DJI Romo P to najlepszy pod względem jakości wykonania robot, z jakim miałem kiedykolwiek styczność – dotyczy to też stacji dokującej.
Kwestią dyskusyjną pozostaje design – mi osobiście bardzo podoba się przeźroczystość obudowy i pokazanie w ciekawy sposób podzespołów wewnętrznych, podpisanie niektórych z nich, czy dodatkowe podświetlenie okolic tacki myjącej szmatki. To jednak zdecydowanie kwestia indywidualnego podejścia.
Jak odkurza DJI Romo P?
Nowy robot DJI oferuje trzy poziomy mocy: cichy, standardowy i maksymalny, a w trybie samego odkurzania dodatkowo tryb turbo, więc realnie maksymalną moc 25 000 odpalimy tylko w 1 z 4 trybów.
Robot potrafi odkurzać, odkurzać przed mopowaniem i odkurzać wraz z mopowaniem jednocześnie, jest też tryb samego mopowania.
Z ulepszeń softowych mamy wykrywanie dywanów ze wskazaniem strategii ich sprzątania dla każdego osobno, możliwość wskazania ilości powtórzeń do dwóch lub automatycznie (robot sam decyduje), a także wskazania zagęszczenia trasy: szybko bez krawędzi, standardowo z krawędziami (zakładka na pół) i szczegółowo – zakładka na 1/3 po brudnym i 2/3 po czystym z objazdem krawędzi na koniec.
Możemy też ustalić, jak często robot ma wracać do stacji na opróżnianie zbiornika kurzu, ale bez precyzyjnego wskazania interwału. Mamy tryb automatyczny (przed każdym zadaniem), ręcznie (sami decydujemy), zaplanowane (o konkretnej godzinie).
Pierwszy poziom mocy sprawdzi się na podłogach twardych przy codziennym odkurzaniu, gdy brudu nie ma zbyt wiele, Drugi poziom to tryb najbardziej uniwersalny, poradzi sobie już z rozsypanymi elementami na podłodze. Poziom trzeci warto odpalić, gdy zabrudzeń faktycznie jest więcej, a dodatkowy tryb turbo z siłą ssania 25 kPa przyda się do zadań specjalnych, sprzątania punktowego w strefach czy odkurzania dywanów z krótkim włosiem i niskim rantem.
Głośność pracy robota nie należy do specjalnie wysokich – DJI nieźle go pod tym względem zaprojektowało:
- Cichy – 53,2 dB
- Standardowy – 55,7 dB;
- Maksymalny – 57,8 dB;
- Turbo – 64,1 dB;
- Opróżnianie w stacji – 63,6 dB;
- Mycie mopów w stacji – 60,9 dB;
- Suszenie mopów w stacji – 41,8 dB;
Pomiary wykonałem miernikiem dźwięku Voltfract SL-100 i pokazują, że DJI Romo P to jeden z cichszych flagowców na naszym rynku. Wrażenie robi zwłaszcza głośność opróżniania zbiornika kurzu do dużego worka w stacji. Także kultura pracy tego modelu jest na wysokim poziomie: nic nie trzeszczy, zero piszczenia.
Robot pod względem systemu odkurzania jest mocno inspirowany modelami Narwala i Roborocka. Mamy specjalny projekt dwóch dzielonych szczotek zawieszonych tylko z jednej strony – przez obracanie się, włosy zsuwają się z nich do centralnej przestrzeni.
O ile to rozwiązanie z wypadku robotów konkurencji działa bardzo dobrze, tak zaglądając do DJI po 2-3 cyklach zawsze na środku znajdowałem kulkę z włosów.
Jak wspominałem już wcześniej, to kwestia zakończenia szczotki – te w DJI mają płaskie zakończenie, szczotka z Narwala jest ścięta na końcu, a te z Roborocka mają zaokrąglenie. Sprawdziłem oba zestawy szczotek z DJI Romo P i problem jest w obu.
Nie jest to na szczęście znaczący problem, bo otwór odprowadzania kurzu nadal jest częściowo drożny, ale jednak fajnie by było, gdyby włosy nie plątały się w kulę między szczotkami. Nisza zespołu szczotek głównych ma szerokość roboczą 15,3 cm.
Robot z uwagi na wysokość 9,8 cm wjedzie pod meble z niszą ok. 10 cm, pod warunkiem że ustawimy mu w apce maksymalny zasięg, a nie unikania niskich prześwitów.
Wymiary robota są raczej dziwne – nie ma tu niczego, co mogłoby powodować taką wysokość – 9,6-9,8 cm mają roboty z wystającą na górze kopułką radaru laserowego lub roboty z mopem rolkowym. Te, które kopułki nie mają lub mogą ją obniżać, są obecnie niższe niż Romo P. To kwestia, nad którą warto popracować w następnej generacji.
Z uwagi na możliwość instalacji dwóch rodzajów szczotek, sprawdziłem obie. Usypałem dwie ścieżki z makaronu, bułki tartej, ryżu, cukru, mąki, płatków owsianych, herbaty i kawy ziarnistej.
Na pierwszy ogień poszły szczotki do podłóg twardych z paskami miękkiej gumy i włosia. Z uwagi na obecność dwóch szczotek bocznych, jeśli robot nie najedzie na większe zabrudzenia centralnie, jedna ze szczotek bocznych może nieco rozrzucić śmieci, ale w kolejnych przejazdach je zbierze.
Jak widać na gifie robot zebrał niemal wszystkie zabrudzenia, zostało tylko trochę mąki w fudze między kafelkami, ale to też sprzątnął w przejeździe drugim na krzyż.
Zbieranie dużych elementów szczotki do podłóg twardych, DJI Romo P / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Gorzej poradził sobie wariant ze szczotkami silikonowymi i wcale nie oznacza to, że są gorsze od tych do podłóg twardych. Po prostu robot mniej więcej między herbatą liściastą a płatkami owsianymi wykrył nieistniejącą przeszkodę i zawrócił. Przez obecność dwóch szczotek bocznych nieco elementów wystrzelił do boku poza obszar sprzątania, więc finalnie można uznać, że zebrał większość wysypanych zabrudzeń, choć nie wszystkie.
Problem wykrywania przeszkód, które nie istnieją to popularny błąd w robotach różnych marek, ale tu pojawia się zaskakująco często – ciemniejsza fuga między jasnymi kafelkami czy ciemne sęki w deskach modrzewiowych są rozpoznawane jako przeszkody i oznaczane na mapie, co powoduje ich ominięcie przez robota.
To należy poprawić aktualizacjami lub możesz po prostu wyłączyć system polepszający efekty omijania przeszkód oraz wykrywanie dywanów – wtedy problem znika.
Niestety to najgorszy punkt w kwestii zarówno odkurzania, jak i mycia podłóg. Weźmy za przykład mój stary dywan shaggy: robot mając włączone standardowe wykrywanie i omijanie przeszkód, a także wykrywanie dywanów z ich odkurzaniem przy włączonej maksymalnej mocy, uznaje ranty dywany za przeszkodę i nie chce na niego wjechać.
Jak w końcu to zrobi, to wykonuje dziwne ruchy i dopiero jak wyjedzie poza obszar rantów bliżej środka materiału, to zacznie go odkurzać liniowo. Coś tu ewidentnie skopano w oprogramowaniu, ale to też pewnie kwestia, którą można poprawić aktualizacjami.
Sprzątanie dywanów, ale też stref wykazuje jeszcze jedną wadę. Robot mają wyznaczoną strefę, wjeżdża najpierw na sam środek strefy, zatrzymuje się na sekundę i dopiero jedzie na krawędź i zaczyna sprzątać liniowo, na koniec jeszcze objedzie wskazaną strefę wokół.
Inne roboty nie wjeżdżają na środek strefy, czyli samo centrum brudu, który ma zostać usunięty i zaczynają sprzątanie od objazdu wokół, a dopiero potem wypełniają obszar jeżdżąc trasą S.
DJI wszystko zrobił odwrotnie: nie dość, że sprzątania obwodowe jest na końcu, to jeszcze robot na początku sprzątania strefowego wjeżdża na sam środek wyznaczonej strefy, czyli w samo centrum brudu z działającymi obiema szczotkami obrotowymi i rozrzuca go na boki. Roborock, Narwal, Dreame i MOVA robią to po prostu lepiej.
Co do ulepszeń softowych, robot w teorii może wykrywać dywany, oznaczać je na mapach, zwiększać moc po wjeździe na dywan, ignorować takie powierzchnie lub przejeżdżać bez sprzątania.
Dzięki wysuwanej szczotce bocznej na specjalnym ramieniu robot może dokładnie sprzątać narożniki i funkcja ta działa tak samo dobrze, jak w Dreame oraz MOVA i lepiej niż w Roborocku – robota poprawnie wysuwał szczotkę za każdym razem, gdy trafiał do narożnika, obojętnie, z czego ten ostatni się składał (tak ścian, jak i mebli czy mieszanych).
Robot nie ma funkcji zaznaczania na mapie zasłon czy firan w celu ich ignorowania – miękki materiał przez radary laserowe traktowany jest jak przeszkoda, więc większość robotów na rynku nie sprząta pod nimi. DJI Romo P nie jest tu wyjątkiem.
Robot w zespole przednich sensorów ma też diodę doświetlającą LED. Działa automatycznie, odpala się już w lekko przyciemnionych obszarach czy podczas pochmurnych dni i pozwala systemowi wizyjnemu na dokładniejsze rozpoznawania przeszkód – a ten działa naprawdę dobrze.
DJI szczyci się wieloletnim rozwojem systemów wykrywania i omijania przeszkód dla dronów i ponoć sporo technologii dronowych trafiło właśnie do serii DJI Romo. Przed dostaniem swojej sztuki na testy oglądałem wiele recenzji na YT z polski i zagranicy, gdzie to właśnie omijaniem przeszkód recenzenci najbardziej się zachwycali.
Muszę przyznać, że faktycznie jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Ustawiałem na podłodze pada od PS4, ozdobną dynię, pudełko zapałek z kontrastowym obrazkiem, świeczkę w szklanym naczyniu i przeźroczystą dekorację ze statkiem w środku.
Robot ominął perfekcyjnie wszystko, nawet pudełko zapałek czy butelkę i to w trybie standardowego omijania przeszkód – nie odpaliłem maksymalnej czułości pod nazwą „priorytet omijania przeszkód”.
Powyższy gif mówi sam za siebie, a jedyne, do czego można się przyczepić, to fakt że nie każdą przeszkodę robot objechał wokół – zrobił to ze świeczką, dynią butelką, ale nie z padem od PS4, ani z zapałkami – nie mam pojęcia dlaczego.
Omijanie przewodów wypadło równie dobrze: zarówno czarny, cienki przewód ładowarki telefonu, jak i gruby, biały przewód rozdzielacza został wykryty, zaznaczony na mapie i ominięty, choć szkoda, że strategia sprzątania przy takich przeszkodach polega na wypełnieniu dostępnej przestrzeni jazdą liniową S, bez objechania przeszkody wzdłuż jej krawędzi, dla dokładniejszych efektów – tak robi często konkurencja.
Ciekawie zaprojektowano sam zbiornik kurzu – umieszczono go niestandardowo prostopadle do linii szczotek głównych, a nie równolegle, a w projekcie przeźroczystej obudowy zawsze widać filtr EPA, więc wiemy, w jakim jest stanie. Zbiornik wysuwa się od tyłu, ułatwia to mała rączka, a sam zbiornik jest bardzo sprawnie opróżniany w stacji.
Filtr EPA wyjmuje się ze zbiornika kurzu poprzez otwarcie górnej klapki i co ważne, ma filtr wstępny z drobnej siateczki, więc nie zapycha się drobnymi pyłami tak mocno, jak filtry z Dreame, MOVA i Roborock – siateczka jest wypinana z filtra, obie części można umyć, trzeba pamiętać o dokładnym wysuszeniu.
Co do czyszczenia robota nie ma tu większych utrudnień – zbiornik i filtry są zmywalne, nie ma tu zakamarków z trudnym dostępem. Szczotki główne nie plączą włosów wokół siebie, zostawiają jedynie kulkę włosów między sobą, co jest łatwe w usunięciu.
Szczotki boczne czasem zaplączą parę włosów, ale głownie gdy wjedziemy w ich większą ilość – pojedyncze są kierowane pod szczotkę główną. Niestety, jeśli chcemy wyczyścić dokładnie szczotki boczne, trzeba użyć śrubokręta i tak jak taki montaż jest zrozumiały w szczotce na ramieniu wysuwanym, to już w szczotce stałej mógłby być na wcisk.
Biała obudowa od spodu czyści się łatwo, przeźroczysta też, nie zauważyłem w trakcie miesięcznego testu aby jakiś kurz, czy inny brud dostawał się pod obudowę – do końca cały robot i stacja zostały w tych obszarach czyste.
Podsumowując sekcję odkurzania, robot ma piekielnie dobre sensory i algorytm rozpoznawania przeszkód, pod względem omijania małych przedmiotów i przewodów. Do wad zaliczyć trzeba uznawanie sęków i głębokich, ciemnych fug między kafelkami za przeszkody.
Robot dobrze odkurza podłogi twarde, świetnie zbiera duże zabrudzenia, ale nie radzi sobie najlepiej z wysokimi dywanami – ich ranty uznaje za przeszkody.
Plątanie włosów w szczotki jest faktycznie minimalne, ale kłęby włosów zbierają się w formie kulki między szczotkami. Głośność pracy jest na bardzo dobrym poziomie – to jeden z najcichszych robotów na rynku, docenić trzeba znakomitą jakość wykonania, a wytknąć braki softowe.
DJI Romo P to dobry robot odkurzający, ale jak widać w prawie każdym sprawdzanym w teście obszarów zalicza jakieś braki i wpadki.
Jak mopuje DJI Romo P?
Pierwsza seria robotów DJI korzysta ze sprawdzonych rozwiązań, ale jednak robi to na swój sposób. Dostajemy dwa pady obrotowe o łącznej szerokości roboczej 26 cm, z opcją wysuwania jednego z padów do boku, lekko poza obrys robota, tak aby minimalizować martwą strefę mycia przy ścianach i meblach.
Zespół szczotek głównych może unosić się w górę do samego mopowania, ale niestety szczotki boczne już tego nie potrafią.
Ciekawie dobrano materiał mopów – chwaliłem starsze modele Roborocka za szmatki z grubymi frędzlami i nieco bardziej szorstkim materiałem niż we wszystkich Dreame, MOVA oraz nowych Roborock z funkcją zdejmowania automatycznego padów w stacji. Jeszcze grubszy materiał stosuje Narwal w modelach Freo Z10 Ultra i Freo Z Ultra, ale DJI przebił wszystkich.
Nie dość, że postawiono na lekko szorstki materiał grubych frędzli, to sięgają one do samych rantów i mają grubą, chłonną podszewkę, więc jeśli na podłodze mamy rozlany płyn, to zdolność pochłaniania Romo P będzie znacznie większa niż w konkurencyjnych robotach. W Roborocku Qrevo MaxV szacowałem, że bez większych problemów może wchłonąć bez rozcierania ok. 60 ml płynu – DJI ogarnie nawet 100 ml.
Nie zabrakło wewnętrznego zbiornika wody, który jest zabudowany – nie ma możliwości wyjęcia, ani softowego opróżniania. Woda z dodanym detergentem dozowana jest na szmatki w 3-stopniowej skali i na najwyższym z poziomów jej jest wystarczająco dla kafelków, choć moim zdaniem mogłoby też być jej jeszcze więcej.
Drugi poziom nadaje się do podłóg drewnianych, a pierwszy raczej tylko do bardzo nieodpornych podłóg lub takich, na których pojawiają się plamy od wody (podłogi cementowe).
Istnieje też „tryb niskiego poziomu resztek”, który ma zużywać minimalną ilość wody, aby redukować plamy powstające po mopowaniu – szmatki są moim zdaniem za suche do nazywania tego trybu myciem, to wręcz przecieranie minimalnie wilgotnym materiałem.
Tylko wersja Romo P ma dwa detergenty w stacji. Pierwszy to 400 ml wkład ze środkiem do czyszczenia podłóg. W zależności, gdzie spojrzeć, różnie go DJI tłumaczy na polski – jako „środek odtłuszczający podłogi, czyszczący, do usuwania plam, w tym plam z twardej wody, zapobiegający nieprzyjemnym zapachom w zbiorniku na wodę brudną”.
Ten drugi to o środek odświeżający podłogi, a opis w apce jest taki: „specjalistyczny odświeżacz do podłóg skutecznie czyści podłogi i redukuje niepożądane zapachy. Super opcją jest wskazanie, z którego detergentu chcemy korzystać. Można mopować też samą wodą, a gdy myjemy z detergentami mamy opcję włączenia ponownego mycia na koniec czystą wodą.
Detergent główny, czyli czyszczący jest dozowany w ilości 0,6 ml na jedno przemycia szmatek, choć tu w opisie nie wspomniano które – namoczenie przed rozpoczęciem cyklu, przemywanie w trakcie mopowania, czy gruntowne pranie padów po cyklu, a może w każdym z nich? Kto wie.
Drugi detergent jest dozowany w dwa razy większej ilości 1,2 ml na jedno przemycie szmatek, więc wychodzi na to, że jest to środek silniej działający. Realnie to i tak są tak skromne ilości, że nie wyczuwam ich zapachów w powietrzu za jadącym robotem, nieco może je czuć w zbiorniku wody brudnej.
Czy robią robotę? To już musiałby podlegać testowi laboratoryjnemu, w warunkach domowych nie widać różnicy, ale możliwe, że ich stosowanie zwiększa znacząco sterylność podłóg, jak i samych szmatek.
Wśród ulepszeń softowych mycia mamy możliwość wyboru trasy – szybki to jazda w kształcie litery S bez objechania pomieszczenia wokół na koniec, zakładka robota na pół, czyli połowa robota jedzie po umytej podłodze, a druga po brudnej. Takim sposobem mamy każdy kawałek podłogi przecierany dwa razy. Tryb standard to dodatkowy objazd wokół strefy na koniec mycia, też z zakładką na pół.
Jedyna opcja zagęszczenia trasy to „trasa szczegółowa”, gdzie robot robi zakładkę na trzy, czyli 1/3 robota jedzie po brudnej podłodze, a 2/3 po czystej, co ma przekładać się na czyszczenie każdego kawałka podłogi trzy razy, ale wydłuża to proces mycia.
Mamy też opcję wskazania ilości powtórzeń – 1-krotne sprzątania, 2-krotne sprzątanie i automatyczne, które działa tylko przy mopowaniu z wodą: nie ma tej opcji w myciu z odtłuszczaczem lub odświeżaczem podłóg.
Względem konkurencji braków softowych jest naprawdę sporo w kwestii mopowania. Brakuje zakładki na cztery, czyli jazdy ¼ robota po brudnym i ¾ po czystym, co daje efekt 4-krotnego mycia każdego kawałka podłóg. W odkurzaniu możemy wybrać nawet 3-krotne sprzątanie, a w mopowaniu już tylko 2-krotne i bez trybu auto – dziwne.
Skala wyboru ilości dozowanej wody to tylko trzy poziomy plus tryb niskiego dozowania, nie ma trybu dozowania dużej ilości wody. Te wszystkie braki można załatwić jedną aktualizacją…
Co do skuteczności mycia przy meblach to jest naprawdę nieźle – jeśli nie ustawimy priorytetu omijania przeszkód to robot będzie podjeżdżać tak blisko mebli z wysuniętym mopem, jak tylko się da. Niestety nie mamy tu funkcji wsuwania mopa w szczeliny podmeblowe na 4 cm, jak w innych markach – różnicę w zasięgu pracy mopów między DJI Romo P a Dreame X50 Ultra możesz zobaczyć porównując dwa powyższe gify.
Mycie wokół przeszkód, jak noga stołu, to po prostu objazd po kole: nie ma zawijania mopem wysuniętym do przeszkody, jak w Dreame, MOVA i Roborock, więc martwa strefa mycie jest mniej więcej dwa razy większa, co też widać na powyższych gifach, porównujących jak to robi DJI Romo P i Dreame X50 Ultra.
Usuwanie plamy po espresso 25 ml, pozostawionej na 24 h do wyschnięcia poszło nieźle, choć nie aż tak dobrze, jak we flagowych modelach konkurencji z padami myjącymi, a to z uwagi na brak zakładki mycia na cztery, a jedynie na trzy, więc robot miał mniejszą ilość przejazdów po plamie niż konkurencja.
Na powyższych gifach widać, że DJI przejechał z zakładką na trzy po plamie poziomo cztery razy, a Roborock Saros 10R z zakładką na cztery poziomo przejechał osiem razy, czyli miał dwa razy więcej możliwości przetarcia plamy.
Oba roboty wykonały usuwanie plamy podwójnie, więc raz wzdłuż, drugi raz w poprzek plamy. Efekt w Roborocku to jedynie małe ślady zaschniętej kawy w gresowym wzorku, a w DJI Romo P te ślady są znacznie bardziej widoczne i na górze został rant plamy z kawy.
Stacja szmatki myje bardzo skutecznie – na namoczenie potrzebuje 50 ml wody, na przemycie materiału w trakcie mopowania pomieszczeń 170 ml, a na umycie padów po zakończonym mopowaniu zużywa aż 400 ml wody. Daje nam to konkretną wydajność pracy, przy maksymalnych ustawieniach.
Jeśli założymy, że na start robot dozuje 164 ml wody do robota i zużywa 50 ml wody na namoczenie szmatek oraz 400 ml na ich umycie po mopowaniu, to potrzebując 170 ml wody na przemycie szmatek co 10 m2 mytej podłogi i coś jeszcze zużyje na uzupełnienie wody w robocie (załóżmy 30 ml co 10 m2), to 4 l wody czystej powinno wystarczyć nam na umycie 160-170 m2 podłogi.
Gdyby wody zabrakło, apka nas o tym powiadomi i poprosi o dolanie, a gdy zbiornik wody brudnej jest pełny, poprosi o jej usunięcie.
Podsumowując, efekty mycia podłóg są bardzo dobre, ale jednak w usuwaniu plam zaschniętych lepiej sprawdzają się roboty Roborock, Dreame czy MOVA i to z prostego powodu – mają lepsze softowe ulepszenia: zakładkę na cztery i mogą dozować więcej wody na szmatki w trakcie mycia. Stacja też mogłaby mieć nieco wyższą temperaturę podgrzewania wody.
Poza tymi kwestiami mamy same zalety – grube mopy z dużą absorbcją wody rozlanej z podłogi, wysuwanie mopa do boku, dozowanie wody z detergentem na szmatki, duże zużycie wody na mycia szmatek w stacji i tryby małej wilgotności mopów dla podłóg, które tego wymagają.
Jak na pierwsze podejście DJI do robotów, trzeba przyznać, że wyszło dobrze i naprawdę mało kwestii mają do poprawienia – większość można ogarnąć aktualizacjami softu.
Stacja dokująca DJI Romo P
Może się powtarzam, ale ten, kto zaprojektował przeźroczystą stację wersji Romo P powinien dostać sporą podwyżkę. Nie dość, że jak na stację wielofunkcyjną ma kompaktowe wymiary (45,3 cm szerokości, 42,5 cm głębokości i 44 cm wysokości), to realnie nie ma większych braków – w przeciwieństwie do samego robota czy aplikacji.
Stacja ma kształt podobny do robotów serii Roborock Qrevo Curv – może nie aż tak jajkowaty, ale też mocno zaokrąglony. Z tyłu mamy półprzeźroczyste zbiorniki wody, z tyłu podpięcie przewodu zasilającego, zdejmowaną do czyszczenia klapkę wylotu powietrza i wygodną wnękę do przenoszenia. Stacja od spodu ma gumowanie, więc nie ma ryzyka porysowania podłóg.
Boki są półprzeźroczyste, a od prawej strony mamy dodatkowe podświetlenie LED pojawiające się przy przemywaniu szmatek. Front stacji jest już idealnie przeźroczysty, więc od góry widać silnik stacji, kanały dolotowe, ładnie wykończone przewody i kluczowe podzespoły.
Na wielu elementach znajdziemy też dodatkowe opisy w kilku językach, choćby pojemności stacji (4 l czystej wody, 3,2 l brudnej), siłę ssania 20 000 Pa, głośność poniżej 65 dB, temperaturę przemywania szmatek (60 stopni C).
Nie zabrakło też opisu jedynego przycisku na stacji – naciśnięcie raz to włączenie robota, pauza lub kontynuowanie pracy, ale przyciśnięcie i przytrzymanie aktywuje asystenta głosowego… który nie działał u mnie w żadnym z czterech dostępnych języków (angielski, niemiecki, chiński i koreański).
Od frontu widać oba wkłady z detergentami – czyszczącym 400 ml i odświeżającym podłogi 200 ml, a także worek na kurz 2,4 l. Nisza worka jest uszczelniona, a dostajemy się do niej przez przednią klapkę.
Nisza, do której wjeżdża robot zawiera zamocowane na stałe targi z kanałami odprowadzającymi wodę do odpływu – w trakcie miesięcznego testu stan tego elementu był bliski ideału. Widać, że nic tu nie zostaje, ktoś zaprojektował go tak, aby woda odpływała do zera. Nad tarkami mamy zwór uzupełniania wody w robocie, styki ładowania i kanał odprowadzania kurzu.
Nie przesadzę pisząc, że stacja DJI Romo to najlepszy projekt na rynku ze znanych mi robotów pod względem utrzymania w czystości. Po miesiącu nie wymagała ode mnie żadnej ingerencji – znalazłem w środku dosłownie jeden włos i tyle.
Aplikacja i sterowanie
Sterujemy za pomocą aplikacji DJI Home, której nie ściągniesz ze sklepu Google Play – plik APK trzeba ściągnąć ze strony DJI i mieć włączone instalowanie aplikacji z nieznanych źródeł, inaczej Android zablokuje próbkę instalacji. Apple nie ma takich problemów i apka DJI Home jest normalnie dostępna w App Store.
Aplikacja na Androida na koniec testu to wersja 1.5.13 (15606), a wersja softu robota to 01.00.1300. W czasie testu robot pracował na wersji 01.00.0400, potem na 01.00.1100, więc widać, że sprzęt jest naprawdę często poprawiany.
Ogólnie apka działa w miarę dobrze, może mogłaby nieco szybciej reagować i krócej mielić na starcie. Jakieś poważniejsze problemy, jak samoistne wyłączenie się, pojawiło się dokładnie dwa razy.
Na początku apka chce parować się z robotem po Bluetooth, podłączamy urządzenie pod lokalną sieć WiFi, a jeśli dostępne są jakieś aktualizacje to zaproponuje ich instalacje. Apka już od początku pokazuje sporo podpowiedzi, które trzeba po prostu przeklikać.
Główny pulpit to widok naszego robota ze stanem baterii i statusem pracy, skrótami do zdefiniowanych cykli pracy, skrót do ustawień stacji, harmonogramów, statystyk, podglądu kamery, ustawień robota, jak i ustawień apki oraz konta, wraz z dostępem do sekcji pomocy.
Kliknięcie w robota przenosi nad do jego pulpitu – mamy podgląd dużej mapy, która niestety nie tworzy się tak jak u konkurencji. Jeśli mamy wydzielone pomieszczenie, które robot może objechać, zostanie uznane za pustą, otwartą przestrzeń i nie da się go wydzielić na mapie.
Na dodatek robot potrafi przekosić mapę – na planie wydaje się prosta, ale robot sprząta pomieszczenia lekko po skosie. Takie problemy ostatni raz widziałem lata temu w robotach Ecovacs i Viomi, więc trochę dziwne, że DJI tego nie dopracował na wzór konkurencji.
Pod mapą mamy skrót do jej edycji. Możemy łączyć i dzielić pomieszczenia, ale tylko, gdy da się złapać dwie granice, dlatego na moich mapach nie ma ładnie wydzielonego salonu, jadalni czy wejścia korytarzem, tylko mam po skosie trzy paski – od góry salon, następnie środkowy pasek to jadalnia z kawałkiem kuchni, korytarza i wejścia, a dolny to jakieś 95% kuchni.
Da się ustawić strefy zakazu, wirtualne ściany, zmieniać nazwy pomieszczeń, edytować i ustawiać dywany, a także wskazać strefy zwierząt.
Z prawej strony mamy zatwierdzanie pomieszczeń do sprzątania – gdy naciśniemy, wszystkie pokoje będą sprzątane, ale można też wskazać je pojedynczo. Niżej jest tryb sprzątania strefowego. Dolny pasek to start/pauza pracy, skrót do panelu sterowania stacją i personalizacji trybów pracy.
Panel stacji to od góry status wszystkich elementów – zbiorników wody czystej, brudnej, detergentów i worka (wszystkie z ładną grafiką). Niżej mamy komendę przywracania robota do stacji, opróżnianie kurzu z robota, pranie mopów i ich suszenie, a na górze można przejść do ustawień.
Tryby czyszczenia to opcja przypisania wszystkich parametrów do każdego pomieszczenia osobno lub wybór ręczny między: odkurzanie i mopowanie, odkurzanie przed mopowaniem, samo odkurzanie i samo mopowanie.
Tylko tryb samego odkurzania oferuje moc turbo, czyli czwarty poziom mocy, pozostałe łączone z mopowaniem mają trzy poziomy mocy. W odkurzaniu z mopowaniem, jak i samym mopowaniu ustawimy do dwóch powtórzeń lub włączyły dobór automatyczny, a w trybie samego odkurzania lub odkurzania przed myciem, możemy ustawić do trzech powtórzeń.
Poziomy dozowania wody mamy trzy, zagęszczenie toru jazdy jest od zwykłej trasy z zakładką x2, przez trasę szybkę, po trasę szczegółową z czymś na wzór zagęszczenia x3, choć nie zawsze zakładka jest dokładna.
Fajną funkcją jest na końcu wybór czym robot ma mopować – samą wodą, detergentem czyszczącym, czy odświeżającym, a dodatkowo w dwóch ostatnich opcjach można włączyć dodatkowe mycie czystą wodą na koniec.
Ostatni dodatek to tryb niskiego poziomy resztek, czyli zużycie małej ilości wody, aby zredukować plamy pozostające po mopowaniu, dla podłóg wymagających minimalnych ilości wody, choćby jak podłogi cementowe.
Ustawienia zaczynają się od sekcji zarządzania sprzątaniem, czyli harmonogramów pracy i planowania pracy. Dalej mamy historię sprzątania z podsumowaniem przejechanych metrów, cykli i godzin. Jest też podgląd pod mapę i opis cyklu, z dokładną ilością powrotów do stacji na przemycie szmatek.
Kolejna sekcja to zarządzenia mapami – możemy włączyć funkcję zapamiętywania map kilku pięter, wskazać właściwą mapę i przejść do jej edycji, ale to samo jest też dostępne z pulpitu głównego – skrótem pod mapą. Zarządzanie dostawami to stan podzespołów, podpowiedzi ich wymiany lub czyszczenia, a nawet linkowanie do sklepu DJI Store, gdzie kupimy wszystko, co potrzebne.
Następna sekcja to ustawienia stacji bazowej, ustawimy jak często robot ma wracać na przemycie mopów, ale tylko w formie: często, standardowo, oszczędne zużycie wody – w innych markach wybór jest precyzyjny i wskazuje, co ile minut lub metrów robot wraca. Na szczęście ustawienie często to mniej więcej co 10 m2.
Możemy włączyć funkcję mycia kuchni i toalety na koniec osobno, włączyć funkcję ponownego czyszczenia mopów, gdy stacja oceni stan wody z mycia jako zły. Odpalimy tu czyszczenie mopów w stacji w temperaturze 60 stopni C. Nazwa tej opcji może wprowadzać w błąd – mopowanie gorącą wodą – ten robot nie myje gorącą wodą podłóg, a jedynie szmatki. Ostatnia opcja to automatyczne dodawania środka czyszczącego.
Dalej ustawimy jak często robot ma opróżniać zbiornik kurzu – automatycznie, ręcznie lub planowo. Ustawimy też czas suszenia – znowu bez precyzji: energooszczędne, standardowo i silny, z czego ten ostatnio to nawet 6,5 h. Ostatnie ustawienia to włącznik automatycznego suszenia po myciu szmatek i automatyczne suszenie pojemnika na kurz i włączenie światła UV do dezynfekcji worka w stacji.
Ustawienia dotyczące unikania przeszkód to po pierwsze włącznik tej funkcji, następnie ustalenie jak robot ma je omijać – priorytet omijania przeszkód, standardowo, priorytet sprzątania. Tu też ustalimy pod jak niskie meble robot ma wjeżdżać: unikaj niskich prześwitów, standardowo, maks. zakres – i znowu sam opis słowny, bez konkretów liczbowych.
Włączymy fotografowanie przeszkód, wykrywanie cieczy i to jak ma sobie z nimi radzić: omijać, sprzątać, ignorować. Odpalimy tu też wzmocnione czyszczenie dla dużych cząstek, jak żwirek dla kota itp., ale ta funkcja działa słabo jak w u wszystkich na rynku – sęki w deskach, czy fugi w kaflach często uznaje za większe zabrudzenia i odpala sobie większą moc – bez sensu.
Ustawienia dot. dywanów to opcja przypisania tego jak robot ma sprzątać dany dywan – ciekawe, że możemy mieć różne ustawienia do każdego materiału osobno, a także ustalić jak sprzątać mają być nowo rozpoznane dywany, których jeszcze nie ma na mapie. Robot może zwiększać moc ssania i odkurzać dywan, może przejechać przez dywan bez moczenia i odkurzania, może też je ignorować, więc w trybie mopowania lub odkurzania z myciem, może moczyć dywany.
Zdalne wideo wymaga ustawienia hasła, daje podgląd pod kamerę robota, która ma szeroki kąt widzenia, diodę doświetlającą i bardzo przeciętną jakość obrazu, ale to też zależy od wielu czynników, nie tylko samej kamery. Możemy wskazać na mapie gdzie robo ma jechać, odpalić mikrofon, głośnik i tyle.
Ustawienia ogólne to funkcja nie przeszkadzać, włącznik wykrywania klifów, blokada rodzicielska, automatyczna regulacja ładowania – limituje ładowanie do 80%. Fajną opcją jest personalizacja przycisku startu pracy – można przypisać mu konkretny cykl pracy z harmonogramów, a nie tylko tryb ogólny.
Dalej mamy ustawienia głosu. Trochę to słabe, że robot nie ma polskich komunikatów głosowych, a asystent głosowy Hey Romo nie działa w żadnym z czterech dostępnych języków – jest angielski, niemiecki, chiński i koreański. Po wybraniu dowolnego z nich pojawia się komunikat, że asystent głosowy nie jest dostępny w tym języku, czekaj na aktualizacje – to po co jest ta opcja w apce, skoro nie działa?
Na koniec mamy informacje o urządzeniu, sekcję aktualizacji, przełączanie routerów Wi-Fi, udostępnianie robota innym domownikom, uruchomienie ponowne sprzętu i zresetowanie przewodnika dla początkujących.
To wszystkie funkcje aplikacji DJI Home dla DJI Romo P z początku stycznia 2026 roku.
Względem takich konkurentów, jak Roborock, Dreame, MOVA i Ecovacs, jeszcze sporo brakuje, ale widać, że producent siedzi nad softem i często go aktualizuje, więc jest szansa, że z czasem zmniejszy się dystans do lepszych aplikacji, bogatszych w opcje personalizacji i funkcje polepszające efekty mycia oraz odkurzania.
To, co trzeba poprawić to na pewno generowanie map i ich edycję, bo aktualnie jest podobnie, jak w robotach Viomi i Ecovacs z dawnych lat.
Poza tym apka ma ładne grafiki, działa w miarę płynnie, ma podstawowy zestaw potrzebnych funkcji i parę ciekawych, indywidualnych rozwiązań DJI jak personalizację przycisku startu w robocie, opcję wyboru, którym detergentem myjemy podłogi z możliwością ponownego przemycia samą wodą.
Czy warto kupić DJI Romo P?
DJI Romo P ma sporo zalet, jak jeden z najlepszych systemów wykrywania i omijania przeszkód, a do tego znakomicie myje podłogi grubymi, frędzlowatymi szmatkami, pracuje bardzo cicho i wygląda odjazdowo.
Niestety, nie obyło się bez wpadek – robot często uznaje sęki w deskach podłogowych i fugi w kafelkach jako przeszkody i stara się je ominąć. Także dywany z wysokim rantem i włosiem sprawiają Romo P sporo problemów.
Sporo braków jest w końcu w sofcie. Nie ma tylu ulepszaczy sprzątania w oprogramowaniu, co u konkurencji, choć na obronę DJI trzeba brać pod uwagę fakt, że Dreame czy Roborock dochodziły do dzisiejszego stanu funkcjonalnego ich aplikacji latami, a DJI już w pierwszej serii swoich robotów wyposażył je w więcej funkcji niż choćby roboty Narwala czy Eufy do dziś.
DJI Romo P to drogi robot z kosmicznym designem stacji, jak i jednostki sprzątającej, ma długą listę zalet, ale też wad, których większość da się rozwiązać aktualizacjami oprogramowania, a widać, że producent mocno nad nim pracuje – powiadomienia o nowych aktualizacjach przychodzą często.
To, co doceniam to opcja wyboru tego, czy chcemy myć samą wodą, czy może jednym z dwóch detergentów, opcję ponownego mycia samą wodą po myciu detergentem, dobrze pomyślane harmonogramy i scenariusze pracy oraz konfigurowalny przycisk startu pracy na robocie
Po miesięcznym teście w warunkach domowych przyznam, że polubiłem się DJI Romo P, lecz przy aktualnym stanie oprogramowania, brakach funkcjonalnych i bardzo wysokiej cenie nie mogę dać mu wyższej oceny niż 7,5. Jeśli braki softowe zostaną uzupełnione, ocena może mocno podskoczyć.
|
ZALETY
|
WADY
|
To również warto przeczytać!
Jeśli szukasz robota sprzątającego, warto zerknąć na nasz TOP-10 najlepszych robotów sprzątających.
Szukając natomiast dobrego odkurzacza koniecznie sprawdź naszą listę najlepszych pionowych odkurzaczy bezprzewodowych.
Zachęcam również do zerknięcia na maniaKalny TOP-10 najlepszych odkurzaczy na polskim rynku oraz zestawienie najlepszych odkurzaczy piorących.
Ceny DJI Romo P
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
























































































































Centrum Pompidou wśród robotów 🙂 ale czy ten dizajn jest warty swojej ceny?
Aktualnie poszybował nawet powyżej 10 933 zł w Media Expert 😀
Nawet te najniższe 7000 zł z ceneo.pl to totalny kosmos…