Roborock RockMow Z120 AWD LiDAR / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Roborock RockMow Z120 AWD LiDAR robi wrażenie jakością wykonania oraz przemyślaną konstrukcją obu modułów koszących i napędu 4×4. Czy ma jakieś wady? Czy warto kupić tego robota koszącego? Czas to sprawdzić!
Spis treści
Czas na test kolejnej bestii wśród robotów koszących. Po serii testów maluchów (Sunseeker S4, TerraMow V1000 i eufy C15) wracamy do robotów dużo droższych, wyposażonych w napęd na wszystkie koła i przeznaczenie na dużo większe trawniki.
Roborock RockMow Z120 AWD LiDAR to prawdziwy rodzynek w ofercie tej marki – jedyny model flagowej serii Z1 wyposażony w LiDAR i kamery, reszta opiera nawigację o pozycjonowanie satelitarne RTK + kamery.
Roborock zapowiadał trzy serie robotów koszących od dawna. Pierwszy raz pokazał prototypy na targach IFA we wrześniu 2025 roku, a chwilę później relacjonowaliśmy premierę robotycznych kosiarek z imprezy w Monachium. Roboty wykonywały tańce symultaniczne i przygotowano pokazy dla prasy – już wtedy roboty RockMow robiły wrażenie, zwłaszcza seria Z1.
Konkurencja na rynku robotów koszących jest ogromna. Rządzą marki chińskie, a stare legendy muszą gonić nowych liderów. Roborock jako producent znany z robotów sprzątających mógł wykorzystać swoje doświadczenie z konstruowania systemów nawigacji i rozpoznawania przeszkód, ale wszedł na rynek najpóźniej – Dreame, MOVA i Ecovacs sprzedają roboty już od kilku lat, a Mammotion i Segway Navimow co roku zaskakują innowacyjnością oraz designem.
Przed Roborockiem nie lada wyzwanie. Przyznam, że na ten test czekałem chyba najbardziej ze wszystkich premier robotów koszących na 2026 rok, ale też muszę zaznaczyć, że poprzeczka postawiona jest bardzo wysoko – Segway Navimow X420 był dla mnie ogromnym i pozytywnym zaskoczeniem.
RockMow Z120 AWD LiDAR o przeznaczeniu na 2000 m2 trawnika kosztuje minimum 11 649 zł. W kilku ofertach sprzedawcy dodają gratis oryginalny daszek do stacji – w mojej ocenie to obowiązkowe akcesorium, choć nie koniecznie musi być oryginalne.
Tu od razu trzeba wspomnieć, że Roborock dla swoich sprzętów ogrodowych ma osobną stronę – nie znajdziesz robotów koszących na stronie głównej z robotami sprzątającymi czy odkurzaczami pionowymi i myjącymi.
To na podanej wyżej stronie znajdziesz spis wszystkie materiałów eksploatacyjnych – dwie wersje daszku (mat lub połysk) po 699 zł, dwie wersje ostrzy – standardowe po 89 zł lub z podwyższoną wytrzymałością za 110 zł (po 12 sztuk), nowy zestaw 4 kół do jazdy w trudnym terenie za 500 zł, przedłużacz do ładowarki akumulatora o długości 10 metrów za 139 zł i oczywiście wart zakupu boczny moduł koszący krawędzie PreciEdge za 550 zł.
Niestety, w przeciwieństwie do innych urządzeń firmy Roborock, nie kupisz robotów koszących ani akcesoriów do nich bezpośrednio w ich sklepie, a jedynie przez dealerów – wyszukiwarkę najbliższych znajdziesz na ich stronie i przykładowo najbliższy mnie autoryzowany sprzedawca jest w Lesznie i jest jedynym w Wielkopolsce.
Ze sklepów internetowych z wysyłką na cały kraj mamy znane firmy specjalizujące się w sprzedaży robotów koszących: RKserwis, skoszone.pl czy studionarzędzi.pl.
Pod względem dostępnych technologii nawigacyjnych, ten model jest najbardziej niezależnym robotem i jedynym w serii Z1 wyposażonym w LiDAR, więc z tym sensorem nie ma innych wariantów na większe lub mniejsze trawniki.
Pozostałe modele serii Z1 mają ten sam zespół przednich kamer, ale zamiast LiDARu pozycjonowanie RTK za pomocą fizycznej anteny montowanej w okolicy stacji – lub jak zapowiada Roborock, opcji przejścia na nowszy system nRTK, czyli pozycjonowanie sieciowe, nie wymagające fizycznej anteny, bardziej odporne na zakłócenia i ułatwiające znalezienie dobrego miejsca na montaż.
Takich modeli mamy trzy wersje różniące się przeznaczeniem na trzy wielkości trawników dzięki zastosowaniu coraz to większych baterii, a za tym idzie dłuższy czas pracy i oczywiście wyższą cenę.
Dostępne warianty Roborock RockMow serii Z1:
Nieco może dziwić, dlaczego mamy wybór trzech modeli wyposażonych w kamery i RTK, a już wersji z kamerami i LiDARem wcale – tylko jeden robot na 2000 m2.
Robot dotarł do mnie świetnie spakowany i zabezpieczony, a w kartonie (poza nim) znalazłem: stację ładowania bez daszku, ładowarkę, przedłużacz do ładowarki o długości 10 metrów, 6 plastikowych kołków mocujących stację, klucz impulsowy do tych kołków, 1 komplet zapasowych noży ze śrubkami mocującymi i ściereczkę do przecierania kamer i LiDARu.
Specyfikacja Roborock Z120 AWD LiDAR:
Analizując specyfikację robotów serii Z1 widać, że Roborock chciał stworzyć sprzęty o dużej dzielności terenowej – napęd na wszystkie koła, skrętność w miejscu, a z drugiej strony nie chciał przesadzić z wielkością, zachować kompaktowe rozmiary, co sprawia, że łatwiej Z1 wjechać w ciasne zakamarki i tam manewrować.
Pierwsza kwestia to nawigacja – Roborock Z120 AWD LiDAR jest jedynym modelem serii Z1 pozbawionym anteny RTK, a zamiast dostał radar laserowy LiDAR. Skanuje on ogród w 360 stopniach, analizuje 200 000 punktów na sekundę i ma zasięg wiązki do 70 metrów.
Dodatkowo z przodu ma dwie kamery analizujące przestrzeń przed robotem – to do nich należy wykrywanie mniejszych przedmiotów, węży ogrodowych, zwierzaków czy ludzi. Roborock chwali się dwoma certyfikatami TUV Rheinland dotyczącymi bezpieczeństwa naszych danych: ETSI EN 303645 i Protected Privacy IoT Service.
Dzięki zastosowaniu radaru laserowego robot może pracować w nocy, choć wiadomo – nie jest to zalecane z uwagi na wszelkie żyjątka aktywne nocą w naszych trawnikach (u mnie głównie żaby i ropuchy). W apce można ustawić godziny, w których robot ma przerywać pracę, przykładowo zakończy koszenie do 19:00, a do roboty wróci rano po 8:00.
Napęd to pełne AWD – mamy cztery silniki (po jednym w każdym kole), standardowy bieżnik, przednie koła są mniejsze, tylne większe, a przednie mogą skręcać w obu kierunkach prawie pod kątem 90 stopni, więc robot może zawracać tak, że tył obraca się w miejscu.
Dzielność terenowa pozwala na pracę na skarpach do 80% spadku – niestety tego nie sprawdzę, mam jedyną małą skarpę przy altanie, ale to jakieś 40%. Na szczęście w sieci jest już kilka testów z pracy tego modelu na skarpach, zarówno wzdłuż, jak i w poprzek.
Robot ma mieć zdolność do pokonywania przeszkód przechodnich do 8 cm wysokości – to bardzo dobry wynik, pozwalający na przechodzenie przez krawężniki, czy inne wysokie ranty.
Kosisko ma regulację wysokość z poziomu aplikacji w zakresie 20-70 mm i co ciekawe, z dokładnością do 1 mm. Podobnie, jak w Segway Navimow X4 kosisko ma adaptacyjną zmianę położenia, dostosowuje się do układu terenu, dając w efekcie zawsze równo skoszony teren.
W kosisku zamontowano 6 typowych ostrzy standardowych, można też stosować drugie o większej wytrzymałości. Talerz kosiska jest plastikowy, ale zabezpiecza go drugi, metalowy – ciekawe rozwiązanie.
Z boku można zamontować moduł PreciEdge, czyli dodatkową tarczę z trzema ostrzami do dokładniejszego cięcia na krawędziach – producent twierdzi, że zostawia tylko 3 cm martwej strefy koszenia, gdy robot porusza się wzdłuż budynków czy murków. Koszt modułu dla serii Z1 to min. 550 zł – taniej nie znalazłem.
Wśród zabezpieczeń antykradzieżowych mamy nadanie własnego kodu pin, głośny alarm po podniesieniu robota, a także lokalizowanie go na mapie. Dodatkowo w robocie jest miejsce na trackery innych firn, choćby Apple FindMe.
Warto też wiedzieć, że część funkcji z opisu robota na stronie producenta ma adnotacje, że pojawią się w przyszłości w ramach aktualizacji. Do takich należy automatyczne mapowanie terenu z AI, koszenie we wzory, czy przejeżdżanie przez niskie przeszkody bez zatrzymywania się (stan na połowę lipca 2026 roku).
Z uwagi na zdolność pracy na terenach do 2000 m2, ten model jest wręcz skrojony pod mój ogród i ma możliwość pracy we wszystkich czterech strefach. Poprzednio, pierwszym robotem, który zmapował cały ogród i pracował dosłownie wszędzie, był Segway Navimow X420 i według jego map trawnika do koszenia jest 1747 m2, a Roborock dodał do tego jeszcze kilka metrów – 1774 m2.
Baza robota stała na frontowym trawniki, z tego miejsca wcześniej pracował robot Parkside, oba modele firmy TerraMow S800 i V1000, MOVA 1000 czy Segway Navimow H215. Robot zaczął pracę 28 maja i do połowy lipca przepracował ponad 72 godziny, przejechał w tym czasie 13 468 m2.
Przedni trawnik (mający według Z1 803 m2) jest w najlepszym stanie: nie ma nierówności, a jedyne przeszkody do ominięcia to duża rabata na środku, 3 hortensje i 2 latarnie, a jedyny obszar niebezpieczny to 3 schodki z trawnika do altany, gdzie choćby oba roboty TerraMow parę razy spadły, do czasu wyznaczenia im w tym miejscu wirtualnej granicy.
Boczny trawnik jest bardzo długi – ma 50 m i zwęża się od garażu do wjazdu, ma pełno roślin do ominięcia, w tym stojących w rzędzie wzdłuż płoty, gdzie szerokość przejazdu w kilku przypadkach spada do 50 cm. Do ominięcia są 2 latarnie ogrodowe i 4 hortensje. Między strefą boczną a frontową jest droga kamienna, ale dla robota 4×4 nie stanowi ona żadnej przeszkody.
Tył ogrodu to dwie strefy, gdzie nie mam typowego trawnika posianego, tylko uprawione to, co samo wyrosło. 500 m2 to obszar wokół warzywnika i sadu oddzielonego niskim płotkiem i nasadzeniami, a wśród przeszkód jest huśtawka i kilka roślin w donicach.
Ostatnia strefa to sad – jest najmniejsza, ma 115 m2 i aby do niej trafić robot musi przejechać przez furtkę 80 cm szerokości.
Teren nie jest specjalnie trudny, ale ma trochę przeszkód terenowych, wąskich przejazdów, mocno zróżnicowaną jakość trawy i ze sporą ilością małych szyszek – nie jest to równy, prostokątny trawnik golfowy.
To temat banalnie prosty. Masz dwie opcje – zaczynasz od montażu stacji kierując się skróconą instrukcją z opakowania lub możesz najpierw odpalić robota i podłączyć go pod apkę Roborock – wtedy to aplikacja podpowie każdy krok.
Stację zamontowałem blisko domu i krawędzi trawnika, przytwierdzamy ją 6 kołkami z plastiku, podłączyłem przedłużacz, a na końcu zasilacz – kabla starczyło, żeby poprowadzić go wzdłuż muru, na taras i jedyne gniazdko po tej stronie ogrodu.
Jedyne, czego mi zabrakło w zestawie, to kołków mocujących przewód zasilający w trawie, tak aby nie ryzykować jego przecięcia przez robota – na szczęście mam ich sporo od robota Parkside.
Następnie podłączyłem robota pod apkę – miejsce, w którym stoi robot znajduje się w zasięgu domowej sieci Wi-Fi, robot od razu po włączeniu został odnaleziony przez apkę i po potwierdzeniu, połączony z domową siecią. Po tym procesie pojawiła się propozycja aktualizacji softu z wersji 02.11.82 do 02.20.42 – warto wykonać przed dalszą pracą z robotem, bo ściągała się i instalowała jakieś 8 minut.
W kolejnych krokach apka chce, żeby nadać kod pin kosiarce i pokazuje, jak i gdzie prawidłowo zainstalować stację. Teren powinien być płaski, najlepiej w zasięgu sieci Wi-Fi, a wokół stacji nie powinno być żadnych przeszkód na odległość 2 metrów – realnie to może być nawet i 1 metr luzu – Z1 jest cwany i radzi sobie.
Apka zaleca, aby do pierwszego koszenia trawa nie była wyższa niż 6 cm, mamy czytelną instrukcję przykręcenia stacji do podłoża, a następnie podłączenia jej do sieci. Stacja ma własny wskaźnik LED – gdy świeci na zielono, wszystko jest ok, gdy miga, robot ładuje się a kolor czerwony to jakiś problem.
Kolejny krok to aktywacja eSIM – mamy bazowo pakiet danych na 3 lata, dlatego u mnie pokazuje, że wygaśnie 28 maja 2029 roku. Dalej to już mapowanie, mamy info o usunięciu z trawy wszelkich przeszkód zabawek, narzędzi ogrodowych.
Robot zamienia się w zdalnie sterowany samochodzik – mamy utrzymać odległość do 6 metrów i objechać robotem strefę na jej granicy, następnie możemy nanieść strefy zabronione, czyli w moim przypadku objechałem wszystkie rabaty czy latanie. Jeśli uznamy, że strefa jest ok, możemy przejść do wyznaczenia kolejnej, dodając kanał do nowej strefy.
Sterowanie robotem z aplikacji jest wygodne i dobrze pomyślane, robot nieźle trzyma podczas jazdy linię prostą i reaguje na polecenia. Pierwszą wyznaczoną strefą był tył, potem sad, ze ścieżką między nimi, następnie strefa frontowa i na koniec boczna.
Strefę boczną z tylną połączyłem jedną ścieżką, a z frontową trzema. Początkowo stacja robota stała przy garażu, a gdy tylko zwolniło się miejsce po TerraMow V1000 z frontu, przeniosłem ją na front – w apce jest procedura zmiany położenia stacji i działa dobrze.
Ręczne mapowanie jest dobrze pomyślane, robotem steruje się łatwo i ani razu nic mi się nie wysypało, a trzeba brać pod uwagę, że to pierwsze miesiące Roborocka w kategorii robotów koszących – zaskakująco dobrze wypada mapowanie jak na świeżaków.
Jak już wspomniałem, w przyszłości pojawi się mapowanie automatyczne z AI, ale jak dotąd, jedyna firmy, która zrobiły to dobrze to TerraMow i eufy.
Z1 przejechał u mnie od 28 maja do 15 lipca 13 859 m2 w ramach 75,2 h pracy i w tym czasie sprawdziłem go wielu scenariuszach koszenia i praktycznie w każdym możliwym zadaniu, na jakie pozwolił mój trawnik.
Mimo, iż jest to pierwsza generacja flagowej serii Z1 od Roborocka, sprzęt sprawia wrażenie naprawdę dopracowanego konstrukcyjnie i przemyślanego, a jedyne braki, czy niedociągnięcia wynikają tylko z oprogramowania, więc mogą zostać w przyszłości poprawione lub uzupełnione.
Wydajność koszenia jest niezła, choć nie wybitna – daleko Z120 do możliwości, jakie oferuje Segway Navimow X420 przeznaczony też na 2000 m2, ale i tak jest nieźle.
Robot potrafi skosić w godzinę do 200 m2 trawny na terenie otwartym i do 150 m2 w trudniejszych warunkach, gdzie trzeba manewrować między roślinami. Wydajność na 1 cykl baterii to maksymalnie 375 m2 w moim przypadku może gdyby sprawdzić ten parametr na idealnie pustym i prostym trawniku, dobiłby do 400 m2.
To przekłada się na konkretny czas pracy dla danej strefy:
Sumarycznie na skoszenie całego terenu 1774 m2 robot potrzebował 14 h i 37 minut, na co złożyć musiałoby się od 4 do 6 doładowań baterii. Dla porównania podobnie wyceniony Segway Navimow X420 na ten sam obszar potrzebował 2 doładowań baterii pracę wykonał w 7-8 godzin, czyli prawie dwa razy szybciej.
Robotem sterujemy głównie z aplikacji, gdyż panel w samym urządzeniu nie ma zbyt wielu funkcji – poza dużym przyciskiem stop jest start pracy, ok i powrót do stacji, a wyświetlacz jest segmentowy, pokazuje procent naładowania baterii i stan łączności po BT i Wi-Fi, nie ma żadnych poważniejszych funkcji.
Segway Navimow X420 i Dreame A3 AWD Pro mają kolorowe ekrany dotykowe, pozwalające na zmianę podstawowych parametrów pracy, a Roborock poszedł w prostsze rozwiązanie.
Bazowo mamy w robocie kosisko o szerokości 24 cm – to więcej niż w większości modeli, które testowałem, standard to raczej 18-20 cm, ale jak na robota AWD za ponad 10 000 zł to skromna wartość. Jest jednak jedno logiczne uzasadnienie – Roborock stworzył robota o dużej dzielności terenowej, ale w kompaktowym rozmiarze – nie chciano najwyraźniej tworzyć takich potworów, jak Segway, Dreame czy Mammotion.
Z jednej strony mogłoby to przełożyć się na zdolność wciskania w wąskie obszary i koszenie tam, gdzie inne roboty 4×4 nawet nie wjadą, ale z drugiej sprawia, że wydajność koszenia jest po prostu słabsza.
Koszenie liniowe wypada w tym modelu bardzo dobrze. Robot trzyma linię, jedzie równo z lekką zakładką koszenia na obszar już skoszony (nie ma opcji regulacji szerokości zakładki w aplikacji).
To, co może się podobać, to delikatność dla trawy. Robot wykonuje nawroty zero skrętne, co jest bardzo delikatne nawet dla suchej trawy w złej kondycji, a przy tych suszach mam sporo takich obszarów, zwłaszcza na bocznym trawniku. Przez cały test, nie znalazłem ani jednego obszaru, który Z120 zniszczył czy przeorał kołami.
Robot z uwagi na napęd 4×4 nie ma żadnych problemów z przejazdami między strefami po wyznaczonych ścieżkach. Do pokonania ma drogę z kamienia polnego, bardzo nierówną, gdyż składa się z ułożonych w zaprawie połówek kamieni. Na gifie widać, że trzyma linię prostą i manewr wykonuje szybko oraz dynamicznie, tak jak to powinno wyglądać w każdym robocie.
Koszenie wokół obrzeża z kamieniami, Roborock RockMow Z120 AWD LiDAR / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Koszenie wokół roślin, rabat i latarni ogrodowych wypada różnie. Przy niektórych hortensjach robot jeździ bardzo blisko plastikowego obrzeża oddzielającego trawę od rośliny, a przy innych utrzymuje spory dystans nawet 40 cm – nie bardzo wiem, z czego to wynika, bo strefy wokół nich ma wyznaczone bardzo blisko obrzeża.
Wokół latarni ogrodowych jeździ świetnie – nie nanosiłem ich na mapę jako stref zabronionych, więc objeżdża je tak, że połowa robota jedzie po podstawie, a połowa kosi rant.
Mimo wystarczającej ilości miejsca, robot nie chce kosić między roślinami, a płotem, Roborock RockMow Z120 AWD LiDAR / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Mnóstwo przestrzeni, a robot i tak nie wjedzie, Roborock RockMow Z120 AWD LiDAR / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Niestety, najgorzej wypada kwestia wjazdów w wąskie przestrzenie. Jak widać na zdjęciach, mapach i gifach, Roborock Z120 ani razu nie wjechał między murek ogrodzenia a roślinę, mimo iż ma w większości przypadków mnóstwo miejsca – sam jest szeroki na niecałe 48 cm, a omijał przestrzenie mające nawet 80 cm szerokości.
Nie znalazłem informacji, w jakich wąskich ścieżkach Z1 może pracować – producenci zazwyczaj to podają, ale nie Roborock. Za każdym razem robot dojeżdżał do granicy zwężenia rośliny z murkiem, zatrzymywał się i rozpoczynał objazd wokół.
Za to nie miał żadnych problemów z przejazdem przez wąską furtkę 70 cm szerokości, aby trafić z trawnika tylnego do sadu i po zakończeniu pracy, wrócić przez nią do stacji. Tu ewidentnie do dopracowania jest soft.
Robot nie wykorzystuje swojej największej zalety – jest jednym z najmniejszych modeli z napędem 4×4 na rynku, więc taki sprzęt kupuje się po to, żeby wciskał się tam, gdzie Dreame A3 czy zwłaszcza Segway X4 nie zmieszczą się, a realnie obszar skoszony nie różni się od tego w X4.
Montaż modułu bocznego PreciEdge, Roborock RockMow Z120 AWD LiDAR / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Koszenie na krawędzi w trybie SmartBeta, Roborock RockMow Z120 AWD LiDAR / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Dodatkowy moduł instaluje się dość łatwo, trzeba odkręcić jedną osłonę kosiska (2 śrubki), następnie maskownicę gniazda modułu bocznego (4 śrubki) i wcisnąć moduł PreciEdge oraz przykręcić 4 śrubkami – gotowe. Robot od razu sam wykrywa moduł i pojawia się w aplikacji możliwość wyboru 1 z 2 strategii koszenia na krawędziach, gdzie to SmartBeta daje najbliższe koszenie krawędzi.
Moduł składa się małej tarczy obrotowej i dwóch ostrzy. Faktycznie, gdy robot jedzie wzdłuż murków czy budynków. pod które podchodzi trawa, zostawia jakieś 3-4 cm martwej strefy koszenia. Moduł aktywuje się tylko w trybie koszenia krawędzi, przy normalnym koszeniu nie obraca się – za główne koszenie odpowiada kosisko z 6 ostrzami.
To, czego mi brakuje w apce, to możliwości szerszego wyboru tego jak daleko na krawędzi robot ma pracować – najlepiej ma to pomyślane TerraMow i eufy, gdzie apka daje możliwość ustawienia jazdy od -15 cm do +15 cm od granicy. Oczywiście można też poprawić same granice i lekko przesunąć je o 20-30 cm, aby robot kosił jeszcze dalej, ale to dodatkowa robota.
Przez cały test robot ani razu nie zakopał się, a mam za garażem dwa miejsca ze sporą ilością piasku, gdzie choćby Dreame A3 AWD Pro zakopywał się podczas każdego koszenia, więc musiałem mu wydzielić ten obszar jako zabroniony.
Roborock Z120 ma mocny napęd na każdego koło, choć bieżnik nie należy do specjalnie terenowych, zwłaszcza ten przedni. Według strony Roboocka można dokupić koła z lepszym bardziej agresywnych bieżnikiem – mi wystarczy podstawowy, ale na trudniejszy teren może będzie trzeba doinwestować.
Bawiąc się funkcją zdalnego sterowania spróbowałem zakopać robota w piachu i po paru próbach udało mi się to zrobić. Robot wymagał małej pomocy, ale i tak jakieś 90% roboty w odkopaniu się wykonał samemu. Ma dość ciekawą strategię uwolnienia się – wykonuje ruch obrotowy.
Jedynie co mnie nieco martwi, to stan przednich kół – jak widzisz na zdjęciu, mają już nieco poszarpany bieżnik, zwłaszcza w porównaniu z kołami tylnymi – obstawiam, że przednie koła będą wymagały wymiany po 2. sezonie i szczerze pisząc nie wiem, na czym je sobie tak wytarł.
Wykrywanie i omijanie węży ogrodowych, Roborock RockMow Z120 AWD LiDAR / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Robot znakomicie wykrywa ludzi i koty na swojej trasie, a strategia ich ominięcia to zmiana kierunku jazdy o 180 stopni: nie próbuje objechać wokół.
Omijanie przedmiotów małych wypada różnie – robot w teście ominął konewkę i piłkę o średnicy 25 cm, ale totalnie zignorował piłkę tenisową, mimo iż jej żółty kolor na zielonej trawie jest silnie kontrastowy.
Najgorzej wypadł test węży ogrodowych – Roborock Z120 ich nie widzi i przejeżdża. Przy ustawieniu wysokości koszenia 35 mm ani razu nie uszkodził ostrzami powierzchni węży, ale jednak fajnie byłoby poprawić system rozpoznawania i omijania – TerraMow i Eufy robią to znacznie lepiej, Segway też.
Z uwagi na nawigację opartą o radar laserowy, robot może pracować w nocy, choć trzeba mieć świadomość, że zdolność wykrywania i omijania niedużych przeszkód spada dramatycznie – noc to jedyny przypadek, gdzie robot wjechał w roślinę i utknął na jej kilku podtrzymujących, wołając przez aplikację o pomoc.
Dioda doświetlająca jest dość mocna, ale widać, że algorytm rozpoznawania nie jest jeszcze dopracowany.
Robot nie ma żadnych problemów z wyjazdem i powrotem do stacji, a ustawiłem ją niezgodnie z zaleceniem instrukcji – wzdłuż granicy, a nie prostopadle do niej.
Jedyne co mi się nie podoba, to stała ścieżka powrotu do stacji ze strefy bocznej i prawej strony obszaru strefy frontowej, przez co już po 7 tygodniach pracy widać lekko wyjeżdżoną ścieżkę przez koła robota – w apce brakuje opcji włączenia zmiennej ścieżki powrotów do stacji, konkurencja już to potrafi.
To, co trzeba pochwalić to edycję mapy. Robot ma dwa menu – edytuj i dodaj, gdzie z łatwością dodamy nowe strefy koszenia, strefy zabronione, ścieżki czy strefy, w których robot ma ograniczyć działanie kamer.
W drugim menu mamy opcję korygowania granic – można je przesunąć bez potrzeby robienia mapy na nowo i możemy oznaczyć typ granicy. Główna to zwykła, a obszar zagrożenia to granice wzdłuż schodów, basenów, urwisk itp. To tu też możemy podzielić i scalić strefy, zmienić ich nazwy, usunąć je lub zmienić lokalizację stacji ładującej.
Czego zabrakło? Na pewno „pracy w pudełku”, czyli możliwości wyznaczenia w danej strefie, mniejszej strefy prostokątnej/kwadratowej, do koszenia na drobnym wycinku lub koszenia punktowego – inne marki to mają i czas z tego korzystam.
Nie ma też opcji koszenia we wzory – napisy, czy kształty – dla mnie to zbędne, ale prawie wszyscy konkurencji z robotami AWD to mają.
Zdalne sterowanie robotem jest banalnie proste, mamy wirtualny drążek sterowniczy, robot reaguje natychmiastowo (łączność po BT), a w trakcie takiej zabawy można włączyć kosisko i kosić ręcznie tam, gdzie robot automatycznie nie chciał wjechać, choćby wokół stacji dokującej. Szkoda jedynie, że nie mamy podglądu pod obraz z kamer.
Głośność pracy wypada tu wybitnie dobrze. Roborock Z120 ma dwa tryby prędkości poruszania się – standardowy i wydajny. W standardowym głośność pracy to 50,1 dB z odległości pomiaru 60 cm, a w wydajnym 51,8 dB.
Z odległości 5 metrów robot w obu trybach przestaje być słyszalny – w standardowym 38,6 dB, a w wydajnym 39,4 dB. Roborock Z120 należy do jednych z najcichszych robotów ze wszystkich testowanych.
Różnica w prędkości poruszania się między trybem standardowym i wydajnym nie jest specjalnie duża, co też udowadnia różnica w głośności. Segway Navimow X420 i Dreame A3 AWD Pro mają jednak znacznie bardziej zróżnicowane poziomy prędkości i przy maksymalnym ustawieniu wręcz zasuwają – zwłaszcza Dreame.
Sprawdziłem, jak Z1 wypada pod względem zużycia prądu. Podczas ładowania najwyższy prąd to 144,2 W, a najniższy to 11,1 W. Na naładowanie baterii 6 Ah od 15% do 85% w trakcie koszenia pobrał z magazynu 0,109 kWh, czyli to koszt jakiś niecałych 13 groszy zakładając, że 1 kWh kosztuje 1,15 zł. Za to ładowanie 15-100% to zużycie 0,1324 kWh, czyli ok. 15 groszy. Zużycie prądu na dobę bezczynności to 0,266 kWh, czyli jakieś 3 grosze.
Robot skosić wszystkie 4 strefy 1774 m2 musi 6 razy wracać do stacji na doładowanie 15-85% i na koniec jest praktycznie rozładowany, więc wykonuje ładowanie 15-100%. Na taki cykl roboczy robot potrzebuje 0,7864 kWh i pracowałby u mnie w sezonie co 3 dzień, od 1 kwietnia do 31 października, czyli jakieś 71 dni, co przełożyłoby się na zużycie 55,834 kWh prądu.
Pozostałe 143 dni stałby w stacji bezczynnie, na co zużyłby 38,038 kWh (143 dni razy 0,266 kWh dziennie). Finalnie można założyć zużycie prądu na sezon 94 zł, czyli ok. 108 zł licząc 1,15 zł za 1 kWh.
Do tego trzeba doliczyć koszt wymiany ostrzy co 130 h, czyli co 2 miesiące, więc 3 razy w sezonie – koszt 12 sztuk 2 komplety to 89 zł za standardowe lub 110 zł za wzmocnione, jeśli masz moduł boczny PreciEdge to on potrzebuje dodatkowo 2 ostrza, ale zużywają się wolniej niż te główne.
Warto też wiedzieć, że ostrza tego typu da się ostrzyć, choć musi to być precyzyjna robota.
Łączny koszt eksploatacji Roborocka Z1 na sezon to ok. 108 zł w prądzie i 2x 89-110 zł za 24 sztuki potrzebnych ostrzy, czyli suma to min. 286 zł, maks. 328 zł w zależności od zakupionych ostrzy oryginalnych. Próbując szczęścia z zamiennikami, zbijesz koszt ostrzy do ok. 40 zł za zestaw 30 sztuk, ale z ich jakością i trwałością może być różnie.
Jak widać koszt pracy robota koszącego nie jest specjalnie duży, zwłaszcza gdy porównany go do kosztu użytkowania traktorka ogrodowego o napędzie spalinowym – olej, filtr powietrza, filtr paliwa, świecie, benzyna to nieco większy wydatek, choć cena zakupu sensownego traktora będzie podobna do robota Roborock Z120 AWD LiDAR i jednak traktorek jest bardziej wielozadaniowy – mój wykorzystuję do ciągnięcia dwóch przyczepek (czasem na raz), walcowania trawnika i nawożenia.
W apce mamy blokadę bezpieczeństwa, którą należy włączyć na czas czyszczenia lub transportu robota, ale zabrakło opcji ustawienia na mapie obszaru konserwacji robota, więc aby nie nosić 21 kg robota, możemy jedynie zdalnie nim podjechać kran.
Robot ma obudowę zabezpieczoną zgodnie ze standardem IPX6, więc można czyścić go z węża ogrodowego pod lekkim ciśnieniem, ale nie powinno się używać myjek wysokociśnieniowych.
Robot nie gromadzi w sobie dużych ilości trawy, a jak nawet coś większego się pojawi, to warto najpierw użyć szczotki z szorstkim włosiem, a dopiero w drugiej kolejności użyć węża – zabrudzenia odpadają z łatwością.
Można też dokupić specjalny środek do czyszczenia robotów i kosiarek – popularny jest środek od Laboratorium Pani domu, choć bardziej polecam Grimsholm – oba w cenie ok. 35 zł za 500 ml.
Trochę więcej roboty jest modułem bocznym PreciEdge, bo ma kilka zakamarków, w które chodzi trawa, ale realnie doczyszczenie robota nie zajmuje więcej niż 5 minut. Stację można przepłukać z węża, uprzednio odpinając ją od kontaktu i zostawiając następnie do wyschnięcia.
Na zimę należy robota dokładnie przeczyścić i przechowywać w temperaturach powyżej 5 stopni dla trwałości baterii, choć najlepszy scenariusz, to trzymanie urządzenia pod prądem, ale to nie jest takie łatwe – trzeba mieć miejsce.
Można też skorzystać z usług zimowego przeglądu, czyszczenia, a nawet przechowywania robota przez profesjonalne serwisy, których pojawia się coraz więcej w Polsce.
Roborock bardzo często aktualizuje oprogramowanie – przestałem liczyć już po 4. aktualizacji. Finalnie test kończyłem z wersją oprogramowania w robocie V02.22.48 i wersją aplikacji to V4.68.04.
Apka Roborock ma wysoką średnią 4,7/5 z setek tysięcy ocen, ale dotyczą one głównie robotów sprzątających, a nie koszących, więc nie ma co się nimi przejmować.
Główny pulpit apki to podgląd pod nasze urządzenia, menu powiadomień, sklep z akcesoriami i ustawienia profilu/aplikacji, choćby z motywem ciemnym.
Gdy wejdziemy w robota, widzimy na środku dużą, powiększalną mapę z opcją obracania. Nad nią jest nazwa robota, skróty do edycji mapy, ustawień i sterowania zdalnego. Pod nazwą jest status łączności BT, Wi-Fi i procentowy wskaźnik baterii, a całość rozwinąć można do podmenu Stan robota.
Pod mapą mamy wybór sposobu koszenia: krawędziowy, po całości i po wybranych strefach. Preferencje to personalizacja ustawień koszenia, jest też start/pauza pracy i powrót do stacji.
Preferencje koszenia można ustawić na dwa sposoby – ogólnie lub dla każdej strefy osobno. Możemy wybrać wydajność koszenia efektywną lub standardową co zmienia prędkość poruszania się robota. Niżej jest suwak z wysokością koszenia od 20 do 70 mm co 1 mm.
Kierunek koszenia ustawimy na trzy sposoby – automatyczna zmiana kierunku, niestandardowy, czyli sami ustalamy, optymalny dla wydajności. Ostatni punkt to włącznik przycinania obrzeża z modułem PreciEdge i wybór tego, jak blisko krawędzi ma kosić – bezpiecznie lub Smart Beta, W tej drugiej robot najeżdża na rant, aby nie zostawiać martwej strefy koszenia.
Zarządzanie mapą to opcja jej edycji lub dodawania nowych elementów. Edycja pozwala na korygowanie granicy, ustalanie typu granicy (obszar zagrożenia, główna), podział lub scalanie stref, nazywanie ich, przenoszenie lokalizacji stacji dokującej i usuwanie.
Menu dodaj to tworzenie nowych stref, wskazywanie stref wykluczonych, tras między strefami i obszarów niskiego wykrywania, czyli ograniczenia pracy kamery.
Menu sterowania zdalnego pozwala na jazdę robotem sterując wirtualnym drążkiem na ekranie, można też włączyć koszenie i kosić ręcznie robotem, ale nie ma tu podglądu pod widok z kamery.
Ustawienia zawierają od góry mapy z etapami koszenia i dokładnymi statystykami oraz podsumowaniem – świetnie je pomyślano, są czytelne i klarowne.
Dalej mamy harmonogramy, gdzie ustawimy kiedy, co i jak robot ma kosić automatycznie, bez naszej ingerencji – ustawia się je bardzo prosto i intuicyjnie.
Kolejne menu to konserwacja z informacją kiedy i jak zadbać o dane elementy w robocie: spód robota przepłukać co 50 h, wymiana ostrzy co 120 h, wymiana ostrzy w PreciEdge co 120 h, akumulator do wymiany, gdy wydajność spadnie poniżej 70% i czujniki kosiarki do czyszczenia co 50 h.
Dalej mamy menu zabezpieczenie przed deszczem – włączymy czujnik deszczu i wskażemy jak szybko po zakończeniu opadów, robot ma wrócić do pracy (od razu, 3 h lub 8 h po).
W menu Tryb Przyjazny dla dzikiej przyrody włączymy godziny, w których robot ma nie pracować. Unikanie przeszkód ustawimy jako zrównoważone lub czułe, włączymy unikanie widocznych przeszkód na trasie, unikanie widocznych przeszkód wzdłuż granicy, inteligentne wstrzymanie pracy, gdy robot wykryje człowieka i wznowienie jej, gdy się oddalimy. To tu też włączymy robienie zdjęć przeszkodom i dodawanie ich do mapy.
Ochrona i zabezpieczenie przeciw kradzieżowe to włącznik blokady bezpieczeństwa do przewozu lub konserwacji robota, alarm podnoszenia, alarm przeciw kradzieżowy, jeśli robot zostanie wyniesiony poza obszar wirtualnego ogrodzenia – ustalamy w metrach od 10 do 100 m. Tu też włączymy blokadę panelu sterowania w robocie przed dziećmi, sprawdzimy pozycję robota na mapie i zmienimy kod pin.
Dalej mamy ustawienia sieci z opcją dodania większej ilości sieci Wi-Fi z automatycznym przełączaniem się oraz info o danych komórkowych. Głos kosiarki to wybór języka komunikatów głosowych (jest polski) i poziom głośności.
Więcej ustawień to wybór formatu daty i jednostek miar, info o produkcje to podgląd pod numer seryjny i wszystkie wersje softu, a na końcu mamy udostępnianie robota innym domownikom, sekcję aktualizacji oprogramowania i usuwanie sprzętu.
To wszystko, co na połowę lipca 2026 oferuje apka Roborock. Względem Segway Navimow czy Dreame oraz MOVA ma jeszcze sporo braków – choćby nie pozwala na wyznaczanie prostokątnych stref koszenia, nie ma koszenia we wzory, nie pozwala na podgląd obrazu przednich kamer. Na szczęście Roborock aktualizuje ją bardzo często i dodaje kolejne opcje.
Po ponad 7 tygodniach intensywnych testów, mając jednocześnie inne roboty w tym czasie (choćby Dreame A3 AWD Pro, Sunseeker S4, TerraMow V1000, eufy C15 czy Stiga A6v), a będąc już po testach modeli Segway, w tym genialnego potwora Navimow X420, muszę przyznać, że debiut Roborocka w segmencie robotów koszących można uznać za udany.
Może nie dostajemy tak rozbudowanej aplikacji, jak w Dreame, TerraMow i Segway, może brakuje paru funkcji, a algorytmy odpowiadające za koszenie w wąskich przestrzeniach czy rozpoznawanie małych przedmiotów i węży ogrodowych należy poprawić w aktualizacjach, to jednak większość roboty Z1 wykonuje bardzo dobrze.
Robot robi wrażenie jakością wykonania, przemyślaną konstrukcją obu modułów koszących i napędu 4×4. Trochę szkoda, że w serii Z1 mamy tylko wariant z LiDARem, gdy szukasz robota AWD na większe obszary, to musisz z oferty Roborocka zdecydować się na modele z RTK (w przyszłości nRTK).
Roborocka Z120 AWD LiDAR oceniam bardzo wysoko biorąc pod uwagę dokładność i jakość koszenia, niską głośność pracy, bezproblemowe poruszanie się bez zakopywania, czy częstego wołania o pomoc. A powyższe braki i niedociągnięcia Roborock pewnie poprawi w przyszłych aktualizacjach.
|
ZALETY
|
WADY
|
Na blogu testowaliśmy:
Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że to są konkurencyjne roboty – podobna cena w okolicy 12 000 zł, napęd na wszystkie koła, zero skrętność, przeznaczenie na trawniki do 2000 m2. Realnie tak nie jest – to roboty pod inne wymagania użytkowników w mojej ocenie i inne ogrody.
Segway to wielka maszyna – ma 85 cm długości, przy 66,1 cm Roborocka, szeroka jest na 66,3 cm kontra 47,5 cm w Z1, więc nie jest w stanie zmieścić się wszędzie tam, gdzie wjedzie Roborock. Ma to też wpływ na zdolność skręcania i zawracania, więc jeśli masz sporo zakamarków w trawniku (jak u mnie w strefie bocznej czy w sadzie), to teoretycznie lepszym wyborem wydaje się Roborock.
Niestety, jak wykazał mój test, wszędzie tam, gdzie nie wjechał Segway Navimow X420 z uwagi na swoją wielkość, też nie wjechał Roborock Z120, ale przez niedopracowanie algorytmu nawigacyjnego, który nie pozwalał mu na wjazd w przestrzenie nawet o szerokości 80 cm, między murkiem a rośliną.
Dzielność terenową obu robotów oceniam podobnie, radziły sobie z piaskiem, w którym Dreame za każdym razem utknie, za to przejazd przez furtkę 80 cm szerokości ze strefy tylnej do sadu czasem sprawiał problemy X420, ale to logiczne – Z1 jest znacznie węży i mniejszy.
Z drugiej strony, na trawniki bardziej otwarte, jak moje strefy przednia i tylna, to Segway zapewni znacznie lepszą wydajność koszenia – ma jednak 43 cm szerokości koszenia, a nie tylko 24 cm, kosi deklarowane 2000 m2 w ok. 8 h, a nie 24 h, posiada baterię 10 Ah, a nie 6 ah i na 1 cyklu baterii skosi do 675 m2 trawy, w porównaniu do 375 m2 w Roborocku. Wydajność na godzinę też jest na plus w Segway – do 450 m2 trawy vs do 200 m2.
Pod względem nawigacji i sprawności poruszania się wypadają podobnie dobrze. Za to aplikacje są totalnie różne – Segway ma swoją znacznie bardziej rozbudowaną, oferuje więcej zaawansowanych funkcji, daje większe możliwości personalizacji pracy niż Roborock. Wynika to z prostej przyczyny – Roborock wszedł na rynek robotów koszących w 2026 roku, a Segway produkuje je od lat i miał sporo czasu na rozwój apki Navimow.
Kolejna różnica to gwarancja – Segway daje 3 lata na robota i 2 lata na baterię, a Roborock 2 lata na sprzęt. Roboty obu marek sprzedają ci sami autoryzowani sprzedawcy, nawet za serwis odpowiadają te same firmy, więc pod względem usuwania awarii pewnie będzie podobnie.
Roborock za to ma przewagę w darmowej, 3-letniej usłudze łączności 4G, przy tylko 1 roku w Segway.
Podsumowując, oba roboty są świetne, ale Segway jest lepszym wyborem na duże, otwarte przestrzenie – skosi je znacznie szybciej i ma bardziej zaawansowaną aplikację, zapewniającą pełno dodatkowych opcji.
Roborock mógłby sprawdzić się lepiej w bardziej skomplikowanych układach trawników, zmieścić się w mniejszych przestrzeniach i korytarzach, ale na razie i tak tego nie chce robić – to trzeba poprawić.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
Media Markt wypuścił dwa ekspresy do kawy marki własnej Koenic. Prawdopodobnie już niedługo kolejne warianty…
Dzięki technologiom AI Wash+, AI Ecobubble, inteligentnemu ekranowi i Optimal Dry i AI Dry+ nie…
JD.com, chiński gigant z branży e-commerce uzyskał wszelkie potrzebne zgody od Komisji Europejskiej na zakup…
W Media Markt mają teraz niezłą promkę - łącząc promocje można zgarnąć sprawdzony odkurzacz Dyson…
Polecany przez serwisantów ekspres De'Longhi Dinamica ECAM 350.55B doczekał się sporej obniżki w Oficjalnym sklepie…
Media Expert ma teraz promocję dla miłośników zwierzaków – kupując pralkę z funkcją usuwania sierści…