Sprawdzamy nową frytkownicę beztłuszczową marki MOVA – tym razem z pojedynczą komorą. Jest ładna i ma dużą moc w stosunku do pojemności – i to z grzaniem góra/dół. Czy warto ją kupić?
Spis treści
Hitem marki MOVA była ich pierwsza frytkownica MOVA FD10 Pro z super wydajnym układem grzania góra, dół i promiennikiem podczerwieni zamiast zwykłej grzałki.
Potem wprowadzili świetny model 2-komorowy MOVA FD20 Pro, frytkownicę szklaną z dwoma misami MOVA AF20 Pro i grill domowy z funkcją air fryera MOVA IG20 Pro.
Niedawno do sprzedaży trafiły dwa kolejne modele – ulepszona wersja pierwszej frytkownicy MOVA FD10s Pro i właśnie testowana MOVA FD10 Pro Max. Sprawdzam, czy to sprzęt wart zakupu. A może jednak starsze bardziej się opłacają?
Ile kosztuje MOVA FD10 Pro Max?
Cena sugerowana nowego modelu to 429 zł, ale w obecnej promocji spadła do 299 zł, a to już całkiem niezła kwota jak na air fryera z grzaniem góra/dół, okienkiem i Wi-Fi.
Kupując bezpośrednio w sklepie marki MOVA możesz liczyć na 3 lata gwarancji zamiast standardowych 2 lat, a dodatkowo dzięki programowi lojalnościowemu zbierasz punkty, które wymieniasz na rabaty lub nagrody.
Specyfikacja i zestaw sprzedażowy
Parametrowo mamy tu naprawdę dobry model. Oferuje dużą moc w stosunku do pojemności i to z grzaniem góra/dół. Wymiary są kompaktowe, a względem poprzedniego modelu FD10 Pro mamy lepszą emalię ceramiczną, 200 W większą moc i kosz można myć w zmywarce (a nie tylko samą tackę grilla).
W zestawie dostajemy wewnętrzną, perforowaną tackę grilla i kompletną instrukcję obsługi w języku polskim.
Parametry MOVA FD10 Pro Max:
- Pojemność misy: 6 l;
- Zakres temperatur termostatu: 40-230 stopni (skala co 5);
- Ilość dostępnych programów: 12;
- Moc: 2000 W (1700 W grzałka górna i 300 W dolna);
- Timer: 1-60 minut;
- Przeznaczenie: dla 3-4 osób (realnie 1-3);
- Wymiary wewnętrzne kosza: szerokość i głębokość 22,5 cm, wysokość 12,5 cm;
- Wymiary płyty grilla: 21,13 cm x 21,13 cm;
- Ilość miejsca na wysokość w koszu z płytą grilla: 11 cm;
- Powłoka nieprzywierająca: 2 warstwowa emalia ceramiczna wolną od PFOA;
- Programator z ustawieniem temperatury, czasu i programu;
- Funkcje smart: zdalne sterowanie w apce MOVA – łączność po Wi-Fi;
- Czyszczenie: płyta grilla jak i kosz mogą być myte w zmywarce;
- Waga urządzenia: ok. 6 kg.
- Wymiary urządzenia: 37,2 głębokości z uchwytem, 25,8 cm szerokości i 33,4 cm wysokości.
Co warto wiedzieć o MOVA FD10 Pro Max?
Pierwsza kwestia, którą trzeba omówić to drobne zamieszenia, jakie powstało w ofercie air fryerów MOVA. Pod oznaczeniem FD10 mamy aktualnie trzy frytkownice o pojemności 6 l:
- MOVA FD10 Pro – pierwszy model o mocy 1800 W, zakresie temperatur 50-230 stopni C, sterowaniu od góry;
- MOVA FD10s Pro – bryła jak w FD10 Pro, czyli sterownik jest od góry, ale moc to 2000 W i zakres temperatur to 40-230 stopni C;
- MOVA FD10 Pro Max – nazwa sugeruje jakby to była nadal ta sama konstrukcja, tylko z większą pojemnością. Nic bardziej mylnego – to zupełnie inny sprzęt z panelem sterowania przeniesionym z góry na front, mocą 2000 W, temperaturami 40-230 stopni C i jeszcze jedną poważną zmianą.
Jeśli szukasz dla siebie frytkownicy beztłuszczowej, to pewnie słyszałeś/aś o premierze nowego modelu Tefal Easy Fry Infrared EY8328, który to wykorzystuje promiennik podczerwieni zamiast zwykłej grzałki górnej.
Tefal chwali się, że to model inny niż wszystkie, jakby byli pierwsi z takim rozwiązaniem, a przecież właśnie to MOVA FD10 Pro mająca premierę na początku 2025 roku, była pierwsza na polskich rynku z tym rozwiązaniem, tylko… producent zapomniał się tym pochwalić. 😉
Właśnie zastosowanie promiennika podczerwieni sprawiło, że FD10 Pro ma tak dobrą wydajność i krótkie czasy przygotowania potraw. Niestety, mimo faktu, że w opisie marketingowym testowanego modelu FD10 Pro Max pokazywany jest promiennik, to nie jest prawdą – mamy zwykłą grzałkę o mocy 1700 W, więc na dolny element grzejny zostaje 300 W. Nie zmienia to faktu, że 2000 W w 6 l frytkownicy z grzaniem góra/dół to aż nadto wystarczająca moc.
Przed rozpoczęciem gotowania i smażenia w nowej frytkownicy MOVA, trzeba dokładnie umyć kosz i wkładkę grillową, a wewnętrzne ścianki urządzenia można przetrzeć lekko wilgotną szmatką, zostawić do pełnego wyschnięcia.
W instrukcji obsługi znajdziemy sporo przydatnych informacji. Warto zacząć od listy wskazówek, jak prawidłowo korzystać z MOVA FD10 Pro Max:
- Nie przepełniaj kosza, aby zapewnić równomierne gotowanie.
- Dodaj nie więcej niż 2 łyżki oleju, aby uzyskać większą chrupkość.
- Użyj oleju w aerozolu, aby równomiernie nanieść olej.
- Potrawy o wysokiej zawartości tłuszczu mogą ociekać olejem – opróżnij kosz po
- gotowaniu, aby ograniczyć dymienie.
- Osusz żywność marynowaną w płynie, aby uniknąć rozprysków i dymu.
- Większość mrożonek można smażyć powietrzem.
- Jednolity rozmiar i grubość ułatwiają równomierne gotowanie potraw.
- Mniejsze kawałki gotują się szybciej niż większe.
- Gotuj potrawy w małych partiach, aby szybciej uzyskać lepsze rezultaty.
- Jeśli to możliwe, unikaj układania w stosy i układania warstwowego.
- Większość pakowanych produktów spożywczych nie wymaga dodatku oleju.
- Mrożone przekąski smażą się dobrze w powietrzu – ułóż je tak, aby tworzyły jedną
- warstwę.
- W połowie gotowania wstrząśnij lub przewróć na drugą stronę warstwę żywności, aby
- zapewnić równomierne gotowanie.
- Wrzuć produkty domowej roboty, takie jak frytki, z odrobiną oleju, aby uzyskać chrupkość.
- Świeże warzywa osusz przed posmarowaniem olejem i smażeniem powietrzem.
- Aby uzyskać lepszy smak, usuń folię lub papier pergaminowy.
W dalszej części znajdziemy tabelkę opisującą dokładnie 12 programów – jaką mamy domyślną temperaturę, zakres jej zmiany, domyślny czas, zakres zmiany czasu i zalecaną wagę potrawy. Co ważne, wszystkie programy pozwalają na regulację temperatury i czasu w pełnym zakresie, bez ograniczeń.
Zazwyczaj sekcję o sterowaniu zdalnym z aplikacji podpinam pod rozdział z tym, jak sobie sprzęt radzi w praktyce lub gdy funkcji jest mnóstwo, tworzę osobny rozdział. Tu nie ma o czym pisać, dlatego tylko informacyjnie – w teorii można podpiąć frytkownicę pod apkę MOVA, co w praktyce daje powiadomienia o końcu pracy i to tyle.
Reszta funkcji po prostu nie działa. Niby mamy kilkadziesiąt przepisów z podziałem na kategorie, ale nic się w zazwyczaj nich nie wyświetla, a nawet gdy nawet mamy przepis na szaszłyki czy frytki, klikanie w nie niczego nie pokazuje. Może MOVA to poprawi w przyszłych aktualizacjach, ale na dzień, gdy kończyłem miesięczne testy frytkownicy, apka dla tego modelu jest bezużyteczna.
Fajną sprawą jest to, że tym razem zastosowano lepszą emalię nieprzywierającą, bazującą na dwóch warstwach powłoki ceramicznej, bez PFOA, czyli kwasu perfluorooktanowego, bardziej znanego pod nazwą teflon.
Kolejny duży plus względem starszego modelu, to możliwość mycia w zmywarce nie tylko wkładki grillowej, ale też całego kosza, choć trzeba wiedzieć, że woda wleci między szybki i mogą (tak jak u mnie) pozostać jej ślady.
Jak MOVA FD10 Pro Max radzi sobie w praktyce?
Na początek kwestia wymiarów wewnętrznych. Kratka grilla ma 21,1 na 21,1 cm, a sam kosz to 22,7 cm głębokości i 22,5 cm szerokości. Z wkładką grillową ma wysokość wewnętrzną 11,6 cm, a bez niej 13,3 cm. Grzałka górna nie jest zabezpieczona dodatkową kratką, więc warto uważać, żeby potrawa nie przekracza tych 13 cm wysokości bez kratki i 11 cm z nią.
Stosunek mocy do pojemności 2000 W vs 6 l jest świetny i rozkłada się na 1700 W grzałkę górną i ok. 300 W grzałki dolnej lub nieco mniej – coś tam musi też zużywać wentylator.
W przeciwieństwie do poprzednika nie ma tu promiennika podczerwieni – zainstalowana zwykłą grzałkę spiralną o dużej powierzchni. Czy to spory minus? Raczej nie – smażenie jest równie wydajne i szybkie, a z uwagi na powierzchnię grzałki i wentylator, bardzo równomierne.
Okienko w koszu i oświetlenie to już standard dla dobrych frytkownic – nie musimy otwierać sprzętu, tracić temperatury, aby zobaczyć, w jakim stanie jest nasza potrawa. Szkoda jedynie, że oświetlenie tak szybko się wyłącza i trzeba je ponownie odpalać dedykowanym sensorem na panelu sterowania.
Przy miesięcznym użytkowaniu tego modelu praktycznie codziennie, to, co najbardziej mnie zachwyciło to głośność pracy. Niezależnie od wybranego trybu, zadanej temperatury czy czasu pracy, głośność nigdy nie przekracza 52 dB, przy pomiarze z 30 cm, miernikiem dźwięku Voltcraft SL-100.
Gdy oddalimy się na 2 metry, spada poniżej 42-43 dB, czyli do poziomu cichej zmywarki, czy pracującego wentylatora piekarnika lub płyty indukcyjnej. FD10 Pro Max to jedna z najcichszych frytkownic na rynku.
Ważną kwestią jest też fakt, że cała komora wewnętrzna to metal, a urządzenie nie generuje plastikowego smrodu, jak to ma w swoim zwyczaju większość frytkownic. Każdą frytkownicę po wyjęciu z opakowania i przemyciu wygrzewam w maksymalnej temperaturze ok. 30 minut. Dosłownie w pierwszych minutach lekki zapaszek był, ale zniknął i już więcej się nie pojawił.
Urządzenie ma tak zaprojektowaną wentylację, że gorące powietrze/para jest odprowadzane tyłem do góry, a kratka wentylacyjna to element maksymalnie dystansujący sprzęt od ściany/okna.
Panel sterowania dobrze zaprojektowano, dotykowy jest tylko pas sensorów na dole, same ikonki programów mogą jedynie migać i zmienia się je jednym sensorem.
Mamy osobny włącznik oświetlenia komory – zaprojektowano je dość eko – szybko się wyłącza. W każdym programie możemy dowolnie zmieniać temperaturę i czas pracy w pełnym zakresie 1-60 minut i 40-230 stopni C.
MOVA w swoich opisach podaje, że frytkownica korzysta z algorytmów AI, że niby ma rozpoznawać składniki i dobierać parametry, ale szczerze pisząc, nie wiem skąd im się to wzięło. Mamy tu po prostu listę programów dedykowanych pod konkretną potrawę z predefiniowanymi ustawieniami i nic więcej. Nie ma tu programu AI, dodatkowych czujników, jedynie standardowy NTC, który pilnuje stabilności zadanej temperatury.
Sprawdziłem, jak wyglądają kwestie temperatur – po 20 minutach grzania pustek komory w 230 stopniach C wyjąłem misę i sprawdziłem temperaturę kratki grillowej – 214 stopni C i temperatura szybko spadała – już po kilku sekundach, kolejny pomiar dał wynik 205 stopni C, więc można uznać, że faktycznie ten model uzyskuje okolice 230 stopni C.
Przy takim grzaniu temperatura okienka według pirometru Benetech GT313D to 77,1 stopnia C – da się dotknąć, raczej nikt nie uzna jej za bardzo gorącą, czy taką, którą można się oparzyć.
Frytkownicę trzeba mocno pochwalić za równomierność grzania i brak potrzeby mieszania potraw, co jest przydatne zwłaszcza w przypadku frytek. Podczas miesięcznego testu, zrobiłem kilka fotek tego, co w frytkownicy MOVA przygotowywałem.
Kawałki kurczaka w panierce panko z sezamem – 16 minut, 190 stopni C i były gotowe, a realnie czas zależy od grubości mięsa – tu kawałki były dość grube. Do tego kuskus perłowy i brokuły.
Frytki na dwa sposoby – raz zwykłe cienkie frytki McCain bez żadnych dodatków, a drugi raz frytki Super Long Aviko z przyprawą do frytek i batatów. W obu przypadkach było to 450 g wrzucone na 1 raz, temperatura 200 stopni C, czas 20 minut i to w zupełności było wystarczające, dla przygotowania chrupiących frytek – jeśli wolisz bardziej miękkie jak w Macu, to 15 minut maksymalnie.
Ryba mintaj w panko – 210 stopni C i dosłownie 6-8 minut w wstępnie nagrzanej frytkownicy. Rybka wyszła soczysta, nie wysuszona, bez dodatku tłuszczu, do tego frytki McCain.
Regeneracja pieczywa – z uwagi na fakt, że mieszkam 5 km od najbliższego sklepu, bułki na śniadanie kupuję dzień wcześniej lub mrożę zapas i rano odświeżam na tosterze lub właśnie we frytkownicy. 3 minuty wystarczą, chyba że lubi się bardziej chrupiące to 4 – tu trzeba mocno pilnować czasu, bo po 5 robi się już skorupa.
Odgrzanie kilku kawałków pizzy z poprzedniego dnia – warto pokropić małą ilością wody, dosłownie 4-5 minut, jeśli pizza nie jest specjalnie gruba i gotowe. Znacznie szybciej niż w piekarniku, a jak widać dwa duże kawałki z pizzy 50 cm średnicy jako tako się mieszczą.
Naleśniki z farszem z mięsem mielonym, papryką i cukinią. Tu potrzeba już nieco niższej temperatury – 160 stopni C i procesu ok. 16-18 minut. Z uwagi na grzanie też od dołu, nie potrzeba ich przewracać w połowie.
Na deser do popołudniowej kawy kupiłem ciastka francuskie z czekoladą, a najlepiej smakują na ciepło, więc jakieś 4 minuty w 200 stopniach C wystarczyły, aby czekolada wewnątrz się roztopiła.
Kawałki piersi kurczaka w panierce nacho cheese (te jaśniejsze) i chilli crunch (te ciemniejsze) od Franky’s Red Hot z Dino. Uwielbiam obie panierki, choć skład mają niezbyt fajny, to jednak kurczak w nich obtoczony smakuje mega.
Ten model nie posiada dodatkowych funkcji parowych, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby na rozgrzane dno wylać jakieś 50-100 ml wody, co przełoży się na większą wilgotność w koszu, bardziej chrupką skórkę i soczysty środek mięs, czy ryb.
Czy warto kupić MOVA FD10 Pro Max?
Nowa frytkownica to kolejny ciekawy model o pojemności 6 l z oferty marki MOVA – aktualnie takich air fryerów mają trzy do wyboru, wszystkie z okienkiem, grzaniem góra dół i szerokim zakresem temperatur.
Pro Max mocno różni się od zwykłych Pro wyglądem i kolorystyką, a także umieszczeniem panelu sterowania na froncie, zamiast od góry. Stracił też promiennik podczerwieni, dostał grzałkę i ma też lepszą emalię ceramiczną w koszu i na wkładce grillowej.
Do dużych zalet trzeba zaliczyć dobrze działające sensory, możliwość mycia kosza i wkładki w zmywarce, duże okienko do podglądu z oświetleniem, szeroki zakres temperatur, timer, 12 programów i porządną jakość wykonania oraz spasowania.
To, co zachwyca to bardzo niska głośność pracy, a to, co kompletnie nie wyszło, to aplikacja do sterowania zdalnego. Po miesiącu zabawy tym sprzętem i kilkudziesięciu cyklach, mogę z czystym sumieniem polecić MOVA FD10 Pro Max, jedynie nie nastawiają się na sensownie działające funkcje smart.
|
ZALETY
|
WADY
|
To również warto przeczytać!
Na blogu testowaliśmy wiele frytkownic beztłuszczowych – zachęcamy do lektury tych recenzji, jeśli szukasz solidnego i wartego polecenia sprzętu.
Ceny MOVA FD10 Pro Max
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.





































































Dodaj komentarz