W marcu 2026 roku polską premierę miał pierwszy robot myjący okna od MOVA, czyli model N1. Od tego czasu doczekaliśmy się sporej obniżki, więc czas sprawdzić, czy w promocyjnej cenie to dobry zakup.
Spis treści
Jakiś czas temu wspominałem o wprowadzeniu na nasz rynek myjki MOVA N1 – wtedy sprzęt kosztował 899 zł i już przy takiej kwocie wydawał się atrakcyjną ofertą, a przy tym MOVA daje 3 lata gwarancji.
Teraz cena urządzenia po raz kolejny spadła, pora więc sprawdzić, jak MOVA N1 radzi sobie na typowych oknach i drzwiach na taras.
Nie mam wielkich przeszkleń, a posiadane okna to zwykłe, dwuszybowe konstrukcje mające 20 lat, więc nie znajdziemy na nich super powłok ułatwiających czyszczenie – to po prostu zwykłe szyby.
Wcześniej sprawdzaliśmy inne roboty, jak Liectroux HCR-10 (starszy typ z dwoma padami obrotowymi, które w teorii mają zapewniać nieco lepszą ścieralność brudu, ale za to nie wchodzą w narożniki) czy Alfawise WS-960. Najciekawszą konstrukcją był kwadratowy Hobot S6 Pro, choć wad też miał sporo.
Mimo, iż minęło sporo czasu od testu ostatniego robota do okien to specjalnie dużego postępu nie widać w tej kategorii. MOVA N1 to nic innego, jak nieco uboższa wersja Dreame C1 Station – nie ma stacji dokującej, która zasila sprzęt do 180 minut, bez potrzeby podpinania pod gniazdko.
Co ciekawe Dreame wycofało C1 z rynku szybko, a teraz z czymś podobnych przychodzi siostrzana MOVA, więc sprawdźmy, jak ten sprzęt się spisuje w rzeczywistości.
Ile kosztuje MOVA N1?
MOVA N1 ma cenę sugerowaną 1099 zł, lecz w samym sklepie producenta mamy ten model za 699 zł, a w sieciówkach jak Media Expert po 749 zł. Dostępne są dwie wersje kolorystyczne – biała i czarna, z czego jasna ma złote wstawki.
Producent sprzedaje szmatki po 2 sztuki za 89 zł oraz detergent o pojemności 1 l za 129 zł. Ceny akcesoriów są wysokie, zwłaszcza detergentu, który jest bardziej zalecany do stosowania niż woda kranowa i ma minimalizować ryzyko powstawania smug oraz dawać lepsze efekty mycia.
Parametry MOVA N1
- Moc urządzenia: 72 W;
- Maksymalna głośność pracy: ok. 72 dB;
- Zbiornik na detergent lub wodę: 120 ml;
- Wydajność na 1 zbiorniku: do 32 m2 powierzchni;
- Obszar roboczy szmatek: 21,5 cm × 21,5cm;
- Maksymalna powierzchnia czyszczenia: 2×3 m;
- Pokrycie powierzchni mytej: ponad 90%;
- Martwa strefa mycia: 4 mm przy rantach;
- Ilość trybów pracy: 6 – głębokie, szybkie, dokładne, krawędziowe, punktowe, ręczne;
- Spryskiwacze: po dwa na przód i tył;
- Waga: 1,3 kg;
- Siła ssania: 8000 Pa;
- Długość linki zabezpieczającej: 4 m;
- Długość przewodu zasilającego: 6 m;
- Wbudowany akumulator lub UPS: tak, do 30 minut;
- Wymiary: 21,5 cm długość i szerokość, 5,9 cm wysokość;
- Pranie szmatek: ręcznie lub w pralce;
- Komunikaty głosowe: Tak, 15 języków do wyboru.
Co w zestawie?
Wraz z urządzeniem dostajemy świetną instrukcję szybkiego startu, jak i pełną instrukcję obsługi. Sprzętem możemy sterować pilotem (baterie w zestawie) lub z intuicyjniej z aplikacji na smartfony MOVAhome. Jest też linka zabezpieczającą, zasilacz z przedłużaczem, dwie ściereczki myjące i 100 ml detergentu do mycia okien.
Konstrukcja i jakość wykonania
MOVA N1 to jeden z mniejszych, kwadratowych robotów myjących okna. Większość mi znanych konstrukcji ma 23-25 cm długości i szerokości, a tu mamy tylko 21,5 cm.Wysokość jest już w miarę standardowa – to niecałe 6 cm.
Fajnie, że na górnej powierzchni mamy przemyślany uchwyt i duży przycisk startu i końca pracy. 2-sekundowe przytrzymanie go, powoduje przyssanie się urządzenia i tak samo zdejmujemy go z szyby.
Front i tył zawierają po dwa spryskiwacze, wytwarzają drobną mgiełkę, więc żeby ich nie zatkać trzeba stosować detergenty niskopieniące, będące gotowymi roztworami na bazie wody – takie, jak oryginalny środek marki MOVA.
Najwięcej dzieje się od spodu – narożniki to specjalne rolki i czujniki przyssania, warto o nie zadbać i po zakończeniu pracy sprawdzać, czy nie wymagają czyszczenia.
Ramę stanowi rzep do którego przyczepiamy szmatkę. W zestawie są dwie, można używać ich dwustronnie, choć jedna ma nieco dłuższe frędzle materiału niż druga, obie tak samo dobrze przyczepiają się do rzepów.
Środek to kratka wentylatora, który odpowiada za przyssanie sprzętu do powierzchni szklanej, naklejka znamionowa, naklejka z info o potrzebie zwilżenia szmatki przed rozpoczęciem pracy oraz dioda wskazująca stan urządzenia – niebieski oznacza, że wszystko jest ok.
Po bokach myjka ma dwie gumowe gąsienice, za pomocą których przemieszcza się po szybach.
Jakość wykonania jest bardzo dobra, plastiki sprawiają wrażenie mocnych, wszystko jest spasowane jak należy, nic nie trzeszczy, nie ugina się, choć realnie prawdziwym testem jakości i wytrzymałości będzie pierwszy upadek tego sprzętu.
Na szczęście MOVA N1 jest objęta na okres gwarancji 3-letniej ubezpieczeniem od uszkodzeń tego typu – tak twierdzi opis producenta na jego stronie, choć szkoda, że nigdzie nie precyzują warunków tej oferty.
Za to szmatki są przeciętnej jakości – raczej nie będą super wytrzymałe, nitki z nich się sypią już po paru użyciach, więc warto zaopatrzyć się w większy zapas. Szkoda, że za 2 sztuki trzeba płacić 89 zł.
Głośność pracy tego sprzętu nie należy do najniższych, silnik ssący odpowiadający za trzymanie N1 na szybie generuje 72,2 dB przy odległości pomiaru ok. 60 cm, a gdy oddalimy się na 4 metry, to hałas spada do 67,3 dB. To standardowy poziom dla myjek okiennych tego typu i raczej trzeba je zaliczyć do sprzętów, które mogą przeszkadzać w prowadzeniu rozmowy, czy oglądaniu telewizji.
Producent twierdzi, że urządzenie ma 1,3 kg wagi. Z zalanymi do pełna zbiornikami wody, waga pokazała 1,427 kg – to naprawdę lekki sprzęt.
Wraz z urządzeniem dostajemy 4-metrową linkę zabezpieczającą, zakończoną karabińczykiem, z drugiej strony już przywiązaną do robota. Zasilacz ma 2,8 metra, przedłużacz ok. 3 metry, a z robota wystaje ok. 20 cm kabla, więc łącząc wszystko, mamy łącznie 6 metrów zasięgu zasilania.
Urządzenie nie pracuje bez podłączenia do sieci, a wbudowany akumulator to jedynie backup dla podtrzymania urządzenia na szybkie, gdyby padło zasilanie z sieci – ponoć działa do 30 minut.
Mycie okien z MOVA N1
Robot oferuje 6 trybów pracy: głębokie, szybkie, dokładne, krawędziowe, punktowe, ręczne. Wybieramy je z poziomu aplikacji, gdyż bazowo robot ma tylko 1 przycisk, włącz/wyłącz, który startuje przyssanie się sprzętu do szyby i włączenie trybu szybkiego.
Apkę z robotem łączymy po Bluetooth, zasięg pracy to jakieś 4-5 metrów. Główny pulpit robota to duża grafika pokazująca jak przyczepić go na szybę, a gdy już pracuje, mamy animację poruszania się. Pod nią są tryby pracy wspomniane wyżej, ze świetnym opisem każdego z nich – tłumaczenie jest na dobrym poziomie.
Na samym dole mamy przycisk startu i pauzy pracy. Z boku jest też tryb sterowania zdalnego – możemy z poziomu pilota lub wirtualnych strzałek na ekranie smartfona samemu sterować kierunkiem pracy robota.
Opcje to włącznik spryskiwaczy – należy go wyłączyć, gdy chcemy myć okna w temperaturze poniżej 5 stopni – tak informuje apka. Tu też jest świetny tryb czyszczenia gąsienic – włączamy, gąsienice zaczynają się obracać, przykładamy do nich ściereczkę i w parę sekund są czyste.
Ustawienia to skrót do zakupu materiałów eksploatacyjnych, który nie działa – pokazuje się komunikat „bądź na bieżąco” zamiast sklepu z ofertą. W info o robocie mamy wersję oprogramowania i numer seryjny, dalej jest aktualizacja softu – moja sztuka pracowała z V2.0.11.
W monitach głosowych zmienimy język (jest polski) oraz głośność. Na końcu mamy sekcję pomocy, wyślij opinię, zasady ochrony prywatności, udostępnianie robota innym domownikom i usuwanie sprzęt z aplikacji.
Sterować możemy też pilotem, baterie są w zestawie. Mamy od góry przyciski czyszczenia dogłębnego, czyli w dwóch kierunkach, czyszczenie szybkie, czyli tylko w 1 kierunku, czyszczenie gąsienic, manualny włącznik spryskiwaczy, tryb krawędziowy, punktowy i najbardziej dokładny. Na środku są strzałki ze środkowym przyciskiem start/stop.
Działanie urządzenia sprawdziłem na kilku oknach – wysokich, wyjściowych na taras, a także zwykłych oknach w pokojach, salonie i kuchni. Okna miały sporo kropek zaschniętych od deszczu i podlewania, a okna na taras odcisków palców, śladu po nosach kotów oraz smugi.
Robota należy najpierw zabezpieczyć przed upadkiem, służy do tego 4-metrowa linka – przewieszam ją przez karnisz i zapinam karabińczyk o mocowanie boczne zasłon. Następnie wystarczy nacisnąć 2 sekundy włącznik i przyssać sprzęt do szyby, a ten startuje pracę, lecz w trybie szybkim, można zmienić w apce na dowolny inny.
Szkoda, że robot nie zapamiętuje wybranego ostatnio trybu i zawsze wraca do szybkiego. Z 6-metrowym kablem zasilającym mamy naprawdę spory zasięg, a jeśli potrzebujesz jeszcze więcej, zawsze można go przedłużyć dowolnym przedłużaczem. Linkę zabezpieczającą też można przedłużyć.
Sprawdziłem na początek 3 tryby pracy: szybki, głęboki i dokładny. W trybie szybkim robot ma mniejszą zakładkę i myje horyzontalnie, usuwa lekkie zabrudzenia. W trybie głębokim wykona dodatkowo mycie góra/dół i zagęszcza sobie trasę – to moim zdaniem najlepszy tryb do codziennego działania. Tryb dokładny dodatkowo dorzuca objazd krawędziowy.
Okna były ostatnio raz myte w czerwcu, więc nieco brudu na nich się nazbierało. Robot mył dwa razy z zewnętrz – raz ściągając brud w trybie szybkim i drugi raz z nową szmatką w trybie głębokim. Efekt jest lepszy niż w poprzednio testowanych robotach.
Zero smug, ściągnięte wszystkie ślady zaschniętych kropel wody, usunięte 90% odcisków palców, czy nosów kotów, zostały jedynie kropki po owadach – to wymaga już ręcznego szorowania.
Dobrze dobrany jest materiał szmatek, trzeba jednak pamiętać, aby jedynie lekko je zwilżyć, a nie moczyć – mają mieć zdolność do wchłaniania wody, w przeciwnym razie sporo kropel poleci z urządzenia w trakcie pracy po szybie.
MOVA ma naprawdę dobry detergent – nie zostawia smug, a usuwa sporo brudu. Bazuje na wodzie zdemineralizowanej, ale także zawiera:
- niejonowe środki powierzchniowo czynnych, które odpowiadają za emulgowanie tłuszczu i brudu (w tym odcisków palców oraz osadów),
- rozpuszczalnik, czyli najprawdopodobniej lekkie alkohole lub glikole, obniżające napięcie powierzchniowe, przyspieszają odparowanie płynu i rozpuszczają brud organiczny,
- wzmacniacze czyszczenia, czyli regulatory pH, wspomagają odrywanie cząstek kurzu i pyłków,
- konserwanty – chronią płyt w zbiorniku robota przed rozwojem flory biologicznej,
- zapachy – dla mnie wręcz nie do wyczucia.
Taki środek trzeba stosować bez rozcieńczania i muszę przyznać, że spisuje się wzorowo. Niestety 100 ml z zestawu wystarczyło ledwie na dwa okna tarasowe i połowę okna w salonie. Skoro 129 zł kosztuje 1 l, to taka ilość nie starczyłaby mi na umycie N1 wszystkich okien, a co dopiero luster, czy kabiny prysznicowej.
Z ceną środka mocno przesadzili, ale Internety podpowiadają, że realnie można stosować choćby samą wodę zdemineralizowaną, taką samą jak do żelazek, lub z niewielkim (3-5%) dodatkiem alkoholu izopropylowego.
Zamienników środków do robotów myjących okna też nie brakuje, trzeba jedynie pamiętać, że muszą nadawać się do modeli ze spryskiwaczami, czyli być nisko pieniące, mieć neutralne pH i być pozbawionymi polimerów nabłyszczających.
Efekty mycia szyb są zaskakująco dobre, oceniam skuteczność na ok. 90%, a te pozostałe 10% to mocne zabrudzenia wymagające szorowania, jak wspomniane kropki po muchach.
Czy warto kupić MOVA N1?
Przyznam, że nie jestem fanem robotów okiennych, gdyż w samej technologii mycia nie zmieniło się wiele.
Liderem kategorii jest Hobot z modelami S6 Pro u SP10 iScraper, gdzie szmatki są wprawiane w drgania, dodano specjalne ściągaczki w najdroższym modelu, a ceny sięgają 2000 zł. Swoich sił próbuje też Ecovacs z modelem Winbot W3 Omni, który został wyposażony w pralkę do szmatek i kosztuje ok. 2500 zł.
Wszystkie te modele, tak jak tania MOVA N1 bazują na zwykłym przecieraniu szmatką, bez technologii samoczyszczenia na bieżąco, wymiany szmatek, osuszania, czy już totalnie niewyobrażalnego, automatycznego przesuwania się między płaszczyznami szkła.
Słaby rozwój kategorii widać też po ofertach – mamy ok. 40 robotów myjących okna do wyboru na polskim rynków, głównie od Hobot, Ecovacs, Mamibot, Karcher, Xiaomi, a także polskich marek Cobbo, Webber i Robojet. W porównaniu choćby do robotów sprzątających podłogi, to przepaść – 40 modeli vs ponad 200.
Przy takich oknach jak moje, czyli o stosunkowo niedużej powierzchni, mycie robotem wymaga częstego, co kilkuminutowego przekładania urządzenia na kolejną taflę, zmiany szmatki, dolewania drogiego detergentu. To trochę bez sensu – ręczne umycie okien lub z myjką Karchera będzie wielokrotnie szybsze.
Roboty okienne mają sens, gdy mamy duże przeszklenia, choćby tak jak teraz jest w modzie robienie całych ścian w przeszkleniu domów pasywnych, czy energooszczędnych, szczytów domów. Żeby nie brać drabiny, można tam wysłać robota.
Sprawdzą się też w codziennym przecieraniu witryn sklepowych, czy tam, gdzie nie ma jak sięgnąć, czyli od zewnętrznej strony biurowców, choć do takich zadań potrzeba raczej czegoś większego, wydajniejszego.
Względem starszych, wcześniej testowanych modeli, MOVA N1 faktycznie coś myje, dobrze usuwa smugi z fabrycznym detergentem i przeciera ślady kropel po deszczu, czy podlewania ze zraszacza wahadłowego, ale większego brudu, czy zaschniętych śladów po muchach nie usunie.
Na ogromny minus dla MOVA N1 działa wysoka cena szmatek: 89 zł za 2 sztuki i aż 129 zł za 1 l detergentu, który znika bardzo szybko. W stosunku do niskiej ceny samego sprzętu (699 zł) koszty eksploatacji są zbyt duże w mojej ocenie.
Jeśli pokładasz nadzieję w robotach okiennych, że wyręczą Cię z mycia okien, to niestety nie miej złudzeń – poziom zaawansowania tych konstrukcji jest jeszcze na zbyt niskim poziomie.
|
ZALETY
|
WADY
|
Ceny MOVA N1
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.




















































Dzień dobry.A jak Pan oce i robota myjącego z Lidla?
Źle, jak każdego robot z padami obrotowymi – rozcieracze brudu i gromadzenie go w narożnikach.