Segway Navimow X420 / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Sprawdziłem podstawowy model z flagowej serii Segway Navimow X420, czyli robota koszącego z napędem AWD i niezależnym zawieszeniem. To prawdziwy potwór!
Spis treści
Po teście świetnych robotów koszących Segway Navimow H215 i H206 przyszła pora na prawdziwego potwora – podstawowy model z flagowej serii Segway Navimow X420, czyli na teren do 2000 m2 powierzchni, z napędem AWD, niezależnym zawieszeniem i sporą szerokością koszenia.
X420 pokazuje, w jakim kierunku idą roboty większości liczących się producentów, a trzeba zaznaczyć, że Segway jest w ścisłej czołówce pod względem sprzedaży – według danych firmy, dostarczyli już ponad 400 000 robotów do gospodarstw domowych.
Segway to firma z Chin, ale o rodowodzie amerykańskim. Pewnie każdy kojarzy świetne dwukołowce ze stabilizacją żyroskopową Segway PT, które miały zrewolucjonizować transport indywidualny w miastach, lecz z uwagi na sporą wagę i wysoką cenę nie zawojowały rynku – ostatecznie Segway został przejęty przez chińskiego Ninebota, a produkcję dwukołowców PT zakończono w 2020 roku, skupiono się na hulajnogach i właśnie robotach koszących.
Chińska firma produkuje roboty w dwóch zakładach w Changzhou i Nantongu, gdzie pod koniec kwietnia 2026 roku wyprodukowano milionową sztukę – właśnie z serii X. Dodatkowo firma zapowiada też otwarcie nowej linii produkcyjnej w Malezji, która ma produkować roboty na rynek amerykański i europejski.
Od premiery w styczniu obserwuję ceny robotów Segway i model X420 jest praktycznie cały czas w stałej cenie sugerowanej 10 899 zł u autoryzowanych sprzedawców, specjalizujących się w sprzedaży robotów.
Od 5 maja można zakupić X420 o 400 zł taniej w Neonet i al.to – drobna obniżka, ale jednak to kilka stów w kieszeni. Jak na razie mieliśmy jedynie promocje z gratisowym daszkiem do stacji.
Za granicą ceny są zbliżone do naszych – na rynku niemieckim robot X420 kosztuje 2 499 euro, czyli niecałe 10 600 zł.
W serii X od Segway Navimow znajdziemy jeszcze dwa inne, droższe modele wyposażone w większe baterie, więc przeznaczone na jeszcze większe tereny. Cała seria X to:
Dla zobrazowania wielkości robotów serii X od Segway, podstawiłem obok niego TerraMow V1000 i Sunseeker S4, a także dwa modele Segway Navimow H215 i H206 – X420 to kawał maszyny.
Eksploatacja nie jest droga. Wymieniać trzeba noże – zestaw 12 sztuk ze śrubami, czyli jeden komplet to koszt ok. 90 zł, jeśli kupimy oryginalne (zamienniki dostaniesz już od 40 zł). Wspomnę też, że na naszym rynku dostępne są dwie wersje: w czarnej obudowie i w jaśniejszej o kolorze szarym.
W zestawie z robotem jest wszystko, co potrzeba na start. Robot jest gotowy do pracy, noże są zamontowane.
Stacja jest nietypowo krótka – ma styki ładowania i najazd tylko na przednie koła, więc nie zajmuje dużo miejsca na trawie, w zestawie ma 6 kołków mocujących. Mamy też długi przewód przedłużający zasilanie do ładowarki i 20 kołków mocujących przewód w trawniku (ewentualnie można go wkopać).
Robot w Polsce korzysta z nRTK, ale jeśli masz problem z sygnałem sieciowego pozycjonowania, to w zestawie jest też antena GNSS z masztem do podłączenia pod stację – realnie to zbędny dodatek w większości krajów UE. Na zapas mamy 36 ostrzy ze śrubkami mocującymi, czyli trzy komplety na zmianę, kartę powitalną i instrukcję szybkiego startu.
Jak widać parametry należą do jednych z najlepszych na rynku i realnie to 2026 rok przyniósł nam wysyp robotów o takiej konstrukcji – z napędem na wszystkie koła, zero skrętnością i przeznaczeniem na duże obszary, w tym o sporych nachyleniu terenu, nawet o nieregularnej powierzchni.
Seria X4 od Segway Navimow to roboty koszące kolejnej generacji, pod każdym względem lepsze od tego, co znamy z poprzednich serii tego i innych producentów.
Po pierwsze jest to robot z napędem na wszystkie koła, więc radzi sobie w bardzo trudnym terenie, pokonuje progi i przeszkody o wysokości do 7 cm i może kosić na skarpach o nachyleniu do 84%. Te parametry robią wrażenie.
Napęd na wszystkie koła to nie wszystko – robot ma przednie koła skrętne w obu kierunkach niezależnie, co sprawia, że maszyna jest zero-skrętna, zawraca praktycznie w miejscu, więc z łatwością wychodzi z ciasnych przestrzeni.
Koła są tu tak zaprojektowane, aby nie niszczyć trawy przy skręcaniu i zawracaniu – faktycznie nie zauważyłem żadnych problemów w tej materii. Dodatkowo robot ma świetny system kontroli trakcji TCS, który nie pozwala na zakopanie się robota czy utknięcie na nierównościach.
Kosiska mają też adaptacyjną zmianę położenia, więc dostosowują się wysokością do nierówności terenu, zawsze kosząc na wskazaną wysokość.
System nawigacji opiera się na sieciowym pozycjonowaniu nRTK, więc nie ma potrzeby montowania anten, sygnał nie ucieka, brak problemów z zakłóceniami. Do tego robot ma dookólne kamery RGB i czujniki ToF, ale nie został wyposażony w radar LiDAR.
Taki zestaw czujników i pozycjonowania, wsparty dobrym oprogramowaniem daje naprawdę świetnie efekty pracy. Omijanie przeszkód działa świetnie, robot rozpoznaje ponad 200 rodzajów obiektów i sprawnie je omija.
Jeśli ciekawi Cię, jak ewoluowały systemy nawigacji w robotach koszących, opisałem to w teście robotów Segway Navimow serii H. Tam też opisałem kwestię bezpieczeństwa zwierząt i dzieci przy pracy robotów koszących, więc żeby się nie powtarzać, sprawdź też ten link.
Jedyną różnicą jest fakt, że nie ma w serii X LiDARu, więc przy ewentualnej pracy w nocy spada zdolność do wykrywania i omijania małych przedmiotów, w tym małych żyjątek w naszym trawniku. Co prawda, producent nazywa serię X „night ready” z uwagi na zastosowanie czujników ToF i wizji nocnej kamer RGB, ale to nie to samo co skanowanie wiązką lasera.
Z uwagi na projekt z dwoma kosiskami po 6 noży każde, o szerokości łącznej 43 cm, robot kosi bardzo blisko rantów i ma jeden z najszerszych obszarów roboczych za jednym przejazdem – robot porusza się na 5 cm od ścian i dużych przeszkód, minimalizując martwą strefę koszenia, a tam, gdzie możne najechać na granicę, można ją zniwelować całkowicie dzięki funkcji EdgeSense w aplikacji.
Mapować możemy ręcznie sterując robotem jak zdalnie sterowanym samochodzikiem z naszego smartfona lub zdać się na automapowanie, które u mnie się nie sprawdziło.
Dzięki GeoSketch masz w aplikacji generowanie map z rzeczywistym rzutem z góry – to praca trzech panoramicznych kamer i czujników ToF oraz oprogramowania, daje dokładne mapy, z wyznaczonymi granicami i opcją podziału ich na strefy, a także pełną edycją.
Producent twierdzi, że system rozpoznawania przeszkód wykrywa większe obiekty z odległości 5 metrów, omija z 1 metra. Za to nocna wydajność systemu Night Vision Sensing to 1,8 metra. Segway wyróżnia wiele rozpoznawanych obiektów i zwierząt: psy, koty, zające, sowy, konie, jeże, plecaki, zabawki, piłki, książki, opony, piły łańcuchowe, projektory, balony, oświetlenie ogrodowe, trampoliny, krzesła i dziesiątki innych.
Na mapach możemy wyznaczyć do 120 stref i przypisać do nich konkretne parametry koszenia, ustalić obszary zakazane zarówno dla koszenia, jak i działania kamer w robocie. Opcji jest mnóstwo.
Robot ponoć nie przekracza 68 dB hałasu, ale szczerze pisząc, nie wiem jak ktoś zmierzył tak wysoki poziom głośności – realnie jest znacznie ciszej, co sprawdziłem miernikiem w sekcji praktycznej.
Po raz pierwszy miałem okazję zmapować cały obszar wymagający koszenia, więc wreszcie wiem, ile to dokładnie jest metrów. Robot bazowo pracował za domem i garażem, na terenie, który nie ma zrobionego trawnika i nie jest wyrównany – do koszenia jest to co samo wyrosło i się w miarę uprawiło, następnie dodałem drugą strefę w postaci sadu, do którego robot musiał dostać się przez wąską furtkę.
Następnie cały przedni trawnik i boczny. Do przejazdu na wąski trawnik wyznaczyłem 3 ścieżki przez drogę z kamienia, która dla wielu modeli z napędem na tył jest sporym problemem. Łącznie aplikacja pokazuje, że wszystkie obszary do koszenia mają 1747 m2 trawnika, czyli do 2000 m2 maksymalnego obszaru mapowania jest jeszcze drobny zapas.
Segway podesłał na tyle wcześnie swoje roboty, że te rozpoczęły pracę na jeszcze nieprzygotowanym do sezonu trawniku, dopiero mniej więcej w połowie testy trawniki zwertykulowałem, nawiozłem nawozem wiosennym i zwalcowałem, dlatego zdjęcia przedstawiają trawnik w różnym stanie – przed i po tych zabiegach.
Praca robota koszącego to mulczowanie trawy, a nie jej zbieranie, co jest ogromną zaletą. Trawnik sam się nawozi krótkimi, ściętymi końcówkami trawy – jeśli robot jeździ często, to wręcz nie widać, że w trawniku leży nieco ściętej trawy, staje się ona naturalnym nawozem. Od kiedy używam robotów koszących na frontowym trawniku, wygląda on znacznie lepiej i z roku na rok jest mniej suchej trawy do usunięcia po zimie za pomocą wertykulatora.
Co do utrudnień terenowych, to frontowy trawnik ma lewą część mocno pochyloną, na granicy 45%, gdzie choćby robot Parkside z Lidla czasem potrafi zsunąć się poza obszar koszenia. Połowa rantu trawnika to kamienne ścieżki i droga, a druga połowa to oddzielenie trawy od włókniny z korą lub kamykami plastikowym obrzeżem.
Na środku dużego trawnika jest owalna rabata, wzdłuż drogi są 2 lampy na kamiennej podstawie i 3 hortensje odcięte plastikowym obrzeżem z kamyczkami. W jednym miejscu znajdują się też schody do altany – to miejsce, w którym niejeden robot nie ogarnął przestrzeni i zsunął się na schody.
Boczny trawnik, tak jak wspomniałem jest bardzo nierówny, ma sporo rabat, 2 latarnie, 4 hortensje i pełno innych nasadzeń utrudniających manewrowanie, powodujących, że roboty testowane w 2025 roku potrafiły utknąć w ich obszarze. Z tyłu domu jest sporo nierówności, zwłaszcza przy rabatach, czy za garażem.
Nie jest może to jakiś hardcorowy teren dla robota, ale na pewno nie można go nazwać gładkim i prostym. Łącznie robot pracował w ramach czterech stref koszenia jako pierwszy z testowanych modeli, objął całą powierzchnie trawy do koszenia, a nie tylko wycinek.
Robot ma super szybki montaż bez przewodów ograniczających, latarni, znaczników czy anten RTK. Na początek sparować trzeba robota z aplikacją – ma ona świetny konfigurator i prowadzi przez montaż i dostosowanie parametrów pracy za rączkę, krok po kroku, wszystko wyjaśniając czytelnymi grafikami.
Połączenie z apką zajmuje ok. 30 sekund. Jeśli to możliwe, robot może połączyć się z domową siecią Wi-Fi (jak u mnie), ale jeśli odległość od stacji do routera jest zbyt duża, to żaden problem – robot ma wbudowany moduł 4G z kartą sieciową. Dodatkowo dostajemy od razu komunikat o objęciu naszego obszaru zasięgiem sieciowego nRTK, bez potrzeby montażu anten.
Stacja dokująca jest znacząco krótsza od tych znanych mi z innych robotów. Pokrywa sobą mniejszą powierzchnię trawnika – na ok. 46 cm długości. Za to jest dość szeroka, ma ok. 66 cm i tylko 29 cm wysokości modułu zasilającego ze stykami ładowania.
Zaprojektowano ją tak, że robot wjeżdża tylko przednimi kołami na najazd. Z tyłu mamy dwa złącza – jedno pod fizyczną antenę RTK, która w większości miejsc w Polsce jest totalnie zbędna – nie montuj jej, korzystaj z nRTK, czyli pozycjonowania sieciowego, które jest totalnie bezproblemowe.
Drugie złącze to zasilanie – mamy w zestawie krótki zasilacz 2 metry, ale też długi przedłużacz 10 metrów, więc spokojnie damy radę podłączyć stację pod zasilanie oddalone o kilkanaście metrów. Fajnie, że w zestawie jest też 20 kotw do kabla – u mnie przydały się do przytwierdzenia przewodu do trawnika, na drodze do gniazdka.
Apka prowadzi nas krok po kroku przez montaż stacji i na jednym z etapów pokazuje, że jeśli kabel zasilający prowadzimy w trawniku, to należy użyć dołączonych do zestawu kotw, aby uchronić go przez uszkodzeniem w trakcie koszenia.
Po podłączeniu robota do apki oraz przejściu przez konfigurację (i przy naładowanej baterii), dostaniesz powiadomienie o aktualizacji oprogramowania – w trakcie testu wszystkie roboty wielokrotnie się aktualizowały, więc widać, że Segway pracuje nad poprawkami i ulepszeniami.
Kolejny krok po zainstalowaniu aktualizacji to generowanie mapy. Mamy dwie opcje – generowanie automatyczne lub ręczne, sterując robotem zdalnie, jak samochodzikiem RC.
Spróbowałem mapowania automatycznego i nie ma ono w moim przypadku większego sensu – mocno szarpie krawędzie, zamiast poprowadzić je liniowo. Co prawda apka informuje, że automatyczne mapowania działa dobrze głównie na bardzo prostych układach trawników, ale spodziewałem się po tej funkcji czegoś więcej.
Ręczne mapowanie jest super proste – sterujemy dwoma drążkami na ekranie, objeżdżamy granicę mapy, a po zamknięciu obwodu, możemy przejść do wyznaczenia stref zakazanych, stref z wyłączonym systemem VisionFence czy ustawieniem wzoru koszenia.
Jeśli wyznaczymy więcej stref koszenia, możemy dodać między nimi kanały komunikacyjne, po których roboty będą się przemieszczać. Z uwagi na napęd AWD, sporą dynamikę poruszania się i wygodnie zaprojektowane sterowanie w apce wirtualnymi drążkami, „jazda” robotem to wręcz przyjemność i zabawa, przypominająca dzieciństwo, gdy dostało się pierwszy samochodzik sterowany radiowo. 😀
Tu trzeba przyznać, że każdy etap jest instalacji i konfiguracji jest znakomicie opisany w apce. Obstawiam, że każdy, kto potrafi wymienić samodzielnie żarówkę w lampie lub zawiesić obraz na ścianie, poradzi sobie z tym tematem – wystarczą podstawowe umiejętności manualne i czytanie poleceń ze zrozumieniem.
Za łatwość instalacji i szybkie generowanie dokładnych map należy się Segway Navimow niemal maksymalna ocena. Do poprawienia jest jeszcze tryb automatycznego generowania map, za to ręczny działa perfekcyjnie.
Testuję X420 od końca marca i już na wstępie przyznam, że to pierwszy robot, który naprawdę sprawia wrażenie produktu dopracowanego i przemyślanego – zrobił na mnie ogromne wrażenie, a w konsekwencji, gdybym miał dziś kupić robota na cały teren, to wybierałbym jedynie wśród modeli AWD o szerokim obszarze koszenia.
Wydajność koszenia jest tu naprawdę dobra i zgodna z deklaracjami producenta. Robot na jednym cyklu baterii potrafi pracować do 110 minut, co przy terenie bez wielu przeszkód i zakamarków, przekłada się na skoszenie ok. 700 m2. Taki wynik pozwala na raz skosić dwie strefy za domem i garażem wraz z sadem.
Na skoszenie frontowego trawnika o ok. 800 m2 powierzchni, minimalnie brakuje prądu w ogniwach. Przykładowo kosząc po skosie, czyli najbardziej wydajnie jak się da, robot mając skoszone 90% strefy frontowej, miał jeszcze 20% baterii.
Bazowo robot wraca do stacji gdy stan baterii spadnie do 15%, ale w aplikacji można zmienić wartość na 5%, 10% lub 20% – obstawiam, że przy ustawieniu 5%, robot dałby radę całą przednią strefę skosić na raz.
Realnie na skoszenie całego terenu, czyli tych niecałych 1800 m2 trawnika, robot musi dwa razy wracać do stacji na doładowanie, które faktycznie trwa ok. 75 minut – niektóre specyfikacje podają 60 minut, ale to nie jest prawdziwy parametr.
Czas koszenia jest tu świetny – producent podaje, że na otwartych trawnikach (jak u mnie) robot na godzinę kosi ok. 450 m2 terenu i to jest faktycznie prawdą.
Wydajność koszenia minimalnie spada na bocznych trawniku, z uwagi na sporo przeszkód w postaci roślinności. Czas pracy zależy też od wybranego trybu – te około 450 m2/h robot osiąga w trybie wydajnego koszenia – porusza się najszybciej, w standardowym jest to ok. 350-400 m2/h, a w cichym, gdzie głośność obniża się o ok. 3 dB, robot kosi ok. 300 m2/h.
Skoszenie całego ogrodu, czyli niecałych 1800 m2 zajmuje mu ok. 7 h, gdzie niecałe 5 h to koszenie, a ok. 2 h to doładowanie w stacji w ramach 2 cykli, przy ustawieniu powrotów do stacji przy stanie baterii 15%. Dla porównania małe roboty z poprzednich testów koszą w 5-7 h sam przedni trawnik mający ok. 800 m2.
System koszenia sprzyja tak dobrej wydajności – mamy 43 cm szerokości koszenia, a to już parametr zbliżony do małych kosiarek spalinowych czy akumulatorowych. Ma to nie tylko zaletę wydajności, ale też zmniejsza ilość śladów kół na trawie i daje jeszcze równiejsze cięcie.
X420 korzysta z dwóch małych kosisk mających po 6 ostrzy. Każde z kosisk ma dodatkową osłonę od spodu, a spód robota jest tak zaprojektowany, aby kierunkować trawę pod ostrza.
Zasięg noży obu kosisk do rantów obudowy to ok. 9 cm, więc nie mamy tu projektu minimalizującego martwą strefę koszenia przy krawędziach stref poprzez przesunięcie kosiska, jak to jest w robotach Segway Navimow serii H, które też ostatnio testowałem.
Za to aplikacja Navimow oferuje funkcję EdgeSense, czyli możliwość wyboru koszenia bliżej krawędzi. Co prawda opcja ta jest nadal w fazie beta, ale w mojej ocenie działa już dobrze.
Możemy wybrać jak bardzo robot ma się zbliżać do krawędzi – ostrożnie, standardowo i ekstremalnie, gdzie ostatnie ustawienie to mniej więcej zakładka na pół – połowa robota jedzie po trawie, a druga po obszarze za nim. U mnie sprawdza się to świetnie wszędzie gdzie mam kamienne ścieżki – robot nie zostawia trawa na krawędziach.
W miejscach, gdzie robot jest ograniczony przeszkodą na rancie – jak roślinnością, ogrodzeniem, murkami itp., to martwa strefa koszenia jest już znacząca i wymaga użycia podkaszarki.
Robot mieści się w wąskich kanałach łączących strefy, Segway Navimow X420 / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
To, co zaskakuje bardzo pozytywnie, to zdolność do pokonywania bardzo wąskich ścieżek. Jak widać na mapach, z tyłu domu ustawiłem dwie strefy, gdzie drugą jest sad z warzywnikiem, odgrodzony od reszty ok. metrowej wysokości ogrodzeniem (mój pieseł rasy border collie podjadał marchewki, pomidory, maliny i wszystko inne, co uznał za już dojrzałe).
Wjazd to furtka z 70 cm przestrzeni między słupkami i robot nie ma problemu, żeby się tam zmieścić, a następnie wykonać ostry skręt do lewej i wjechać na trawę pod sadem. Co prawda nie robi tego na raz, musi się kilka razy poprawić, ale skuteczność jest 100%.
Skoro to robot z napędem 4×4 to nikogo raczej nie zdziwi fakt, że naprawdę trudno go unieruchomić czy zakopać w trudnym terenie. Nawet, gdy jedno koło wisi w powietrzu, czy wpadnie w dół całą osią, to pozostałe koła mają na tyle dobrą trakcję, że wyciągną robota z każdego problemu.
Mam jeden spory dół za garażem – robot nie miał problemów z wjechaniem do niego i wyjazdem. Do tego stopnia, że zderzakiem nieco go wyrównał i rozbił po kilku przejazdach bryły piasku. Trakcja w X420 jest genialna, podobnie jak niezależne zawieszenie na każdą stronę
Ani razu nie miałem problemów z wjazdem czy wyjazdem ze stacji, robot robi to na swój dość nietypowy sposób, wykonując lekkie ruchy do prawej i lewej jakby pozycjonował się na markery wokół styków ładowania. Zawsze po powrocie działało ładowanie, mimo iż stacji nie zamontowałem równo – jest nieco pochylona w kierunku robota, gdyż taki jest tam grunt.
Już o tym wspominałem, ale roboty Navimow mają najlepiej zaprojektowane ręczne mapowanie terenu. Drążki wyświetlane na ekranie – jeden do jazdy do przodu, drugi do skrętów – są piekielnie precyzyjne i robot na ich ruch reaguje natychmiastowo.
Jeszcze żadnych robotów nie prowadziło mi się tak wygodnie i precyzyjnie, a X420 to już totalnie odjechana zabawka podczas mapowania.
W zależności od tego, jak mocno wysuniemy lewy drążek w górę, robot przyspiesza – jeszcze nie spotkałem się z tak wysoką prędkością maksymalną robota podczas sterowania ręcznego, wręcz trzeba na prostej przyspieszyć krok za tą bestią.
Wygodnie objeżdżamy sobie rant każdej ze stref, wyznaczamy w nich strefy zabronione – u mnie były to latanie osadzone na podstawie z kamieni i rabaty wokół roślin, które oddzielone są od trawy obrzeżem plastikowym i wypełnione kamyczkami.
Między strefą frontową a boczną dodałem dwa kanały przejazdu, a między tylną za domem a boczną – dodatkową trzecią. Robot inteligentnie z nich korzysta, optymalizuje ścieżkę przejazdu.
Super, że w edycji mapy możemy łączyć strefy, poprawiać granicę, gdy coś się w ogrodzie zmieni, ale szkoda, że to tu, głęboko zaszyto opcję ustawienia kierunku koszenia – bazowo robot zmienia kierunek co każde koszenie automatyczne, ale to w tym menu możemy to ustawić samodzielnie.
Mamy też opcję wyboru wzorów koszenia – pieski, kotki, serca, butelki, ale nie ma opcji ustawienia własnego kształtu. Druga opcja to litery lub liczny z alfabetu angielskiego – robot może w kilku cyklach wykosić nam na trawie jakiś wyraz, przykładowo nazwę firmy czy coś dowolnie innego.
Postawiłem przed jadącym robotem dwie mniejsze przeszkody – płaski but i piłkę. But wykrył praktycznie go dotykając zderzakiem i następnie zawrócił. Piłkę za to wykrył z większej odległości i zawracając delikatnie trącił.
Przy większych przeszkodach – jak stacja dokująca robota Terramow V1000, ominął ją bez dotykania. W połowie testu, na tylnym trawniku pojawiła się dla robota nowa przeszkoda – ułożone w pionie 80 płyt betonowych do konstrukcji warzywników podwyższonych.
Robot też je sprawnie omijał, choć zdarzało mu się je dotknąć – delikatnie, ale jednak omijanie tych przeszkód nie było bezstykowe. Wystawiony na trawę grill ominął perfekcyjnie i co ciekawe, poradził sobie nawet z tacką grillową z aluminium, którą porwał wiatr i zostawił na trawie.
Jak już wspominałem, dla bezpieczeństwa wszelkich żyjątek działających w naszym ogrodzie w nocy, nie zaleca się nocnych koszeń, ale nie jest to niemożliwe.
Przykładowo popularne roboty TerraMow i ich klony od eufy po prostu nie koszą po zmroku, gdyż mają nawigację opartą tylko o kamery i czujniki ToF.
Segway Navimow X420 ma też ma ten rodzaj czujników i kamer, ale dodatkowo poruszanie się i lokalizację w terenie wspiera nRTK, więc koszenie nocne jest tu możliwe – wystarczy je włączyć w ustawieniach.
Gdy tylko warunki oświetleniowe pogorszą się, robot odpala dwa przednie ledy – jak na robota są dość mocne i pomagają X420 wykrywać przeszkody. Przyznaję, że z włączonymi ledami ten model wygląda jeszcze bardziej kozacko 😀
Pod względem sterowania trzeba wiedzieć, że 90% funkcji, zwłaszcza mapowanie mamy w aplikacji i bez niej będzie ciężko sprawnie współpracować z robotem. Z drugiej strony, jeśli jest się mało smartfonowym, to wielu sprzedawców specjalizujących się w sprzedaży robotów oferuje usługę instalacji i konfiguracji robota, a nawet instruktarz.
Jeśli ktoś wykona mapę za Ciebie i wszystko ustawi, to z poziomu panelu na robocie, włączysz koszenie, wyślesz robota do stacji, włączysz tryb czyszczenia, zmienisz wysokość koszenia, czy tryb pracy. Jedynie przyczepić się można do jasności wyświetlacza i odbijania światła słonecznego – ledwo coś na nim widać, gdy padają na jego powierzchnię promienie słoneczne.
Napędu kół praktycznie nie słychać, jedynie pracę kosisk (samego cięcia). Zmierzyłem głośność miernikiem Voltcraft SL-100 z odległości 1 metra – wynik to 51,6 dB, a z 5 metrów głośność spada do 41,8 dB. Spokojnie można przy pracującym robocie odpoczywać, grillować, czy prowadzić rozmowę. Lekki szum jego pracy kompletnie mi nie przeszkadza.
Robot na jeden cykl ładowania baterii od 20% do 100% zużył 0,191 kWh, a maksymalny prąd ładowania, jaki zmierzył miernik to 184,8 W – sporo mniej niż deklarowane 224 W w opisach (tyle też ma mocy zasilacz).
Jak wspominałem wcześniej, X420 na skoszenie wszystkich trawników potrzebuje ok. 7 h, z czego nieco ponad 2 h to 2 cykle ładowania, na koniec zostaje my nieco ponad połowa baterii, więc całkowite zużycie prądu na skoszenie 1750 m2 trawników w ramach 4 stref to ok. 0,5 kWh.
Licząc 1 kWh po 1,15 zł, da to koszt ok. 58 groszy. Jeśli robot będzie kosić co trzeci dzień w okresie od 1 kwietnia do 30 października, to da nam 70 cykli koszenia i ok. 41 zł kosztu zużycia prądu na ładowanie baterii.
Do tego doliczyć trzeba zużycie prądu przez stację i robota, gdy ten jest w spoczynku – dobowo jest to ok. 0,2 kWh, jeśli robot pracuje od kwietnia do października (213 dni) to da nam zużycie 42,6 kWh i koszt ok. 49 zł. Sumując koszty – 90 zł na cały sezon. W moim przypadku odchodzi większość kosztów związanych z zużyciem prądu z uwagi na instalację fotowoltaiczną z magazynem.
Do kosztów zużycia prądu przez cały sezon – czyli ok. 90 zł, trzeba doliczyć koszt noży – te kosztują ok. 90 zł za 12 sztuk, czyli w X420 jest to jeden komplet. W sezonie zużyjemy przynajmniej dwa komplety, więc łączny koszt eksploatacji tego robota na 1 sezon to ok. 270 zł kupują ostrza oryginalne, a na zamiennikach po 30-40 zł, koszt spadnie do 150-170 zł.
X420 to robot na 2500 m2, więc porównywałbym go raczej z traktorkami ogrodowymi, a nie ze zwykłymi kosiarkami.
Mój traktor Solo by Alko T16-95.6 HD V2 zużywa ok. 3 litry benzyny na 1 koszenie całego terenu, co 2 tygodnie. Licząc paliwo po 6,3 zł, rocznie wydam na ok. 90 zł na benzynę do samego koszenia, do tego co roczna wymiana 1,8 l oleju 10W30 (ok. 60 zł) i zamienniki części oryginalnych: filtr paliwa (15 zł), filtr powietrza (ok. 30 zł), filtr oleju (60 zł) oraz ostrzenie i wyważenie 2 noży (50 zł). Łączny koszt paliwa, filtrów, oleju i ostrzenia to ponad 300 zł.
Ostatecznie robot pracował u mnie 21,6 h, przejechał w tym 7200 m2 w ramach kilkunastu cykli koszenia. Z dotychczas testowanych robotów, X420 jest zdecydowanie najlepszą maszyną – najbardziej wydajną, najszybciej koszącą, cichą, bezproblemową pod względem dopracowania softu.
Mimo wystarczającej ilości miejsca, robot nie kosi w narożniku strefy, Segway Navimow X420 / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
To, co mi się w nim nie podoba, to fakt, że nie można zmienić w ustawieniach czułości systemu omijania przeszkód – zawsze działa tak samo, a jak widać po narożnikach stref, mimo iż ma robot sporo miejsca, aby w nie wjechać (mimo stojącego drzewa), woli ściąć narożnik po skosie i zostawić trawę nieściętą. Podobnie przy huśtawce na czterech nogach – kosi tylko na środku pod samą ławą, ale od nóg trzyma się z dala, a ma tam naprawdę sporo miejsca.
Fajnie jakby producent poprawił dokładność koszenia przy przeszkodach, w narożnikach i dał użytkownikowi opcję ustawienia czułości omijania przeszkód, tak jak to zrobiono z koszeniem na krawędziach – w ustawieniu ekstremalnym, robot mógłby zbliżać się na centymetry do przeszkód i wciskać się w wąskie obszary.
Poza tym, robotem X420 jestem wręcz zachwycony – spełnił wszystkie oczekiwania i pokazał, że to maszyna dopracowana.
Robot X420 jest prosty w utrzymaniu w czystości i sprawności. Producent zaleca, aby wymieniać ostrza co 160 h pracy robota – to bazowe ustawienie przypomnienia o wymianie z apki i można je zmienić w zakresie 60-400 h.
Realnie należy regularnie sprawdzać ich stan i jeśli widać, że są postrzępione lub tępe, wymienić wcześniej niż co te 160 h. Sama procedura jest banalnie prosta – śrubokrętem odkręcamy maskownicę, potem 6 ostrzy, wstawiamy nowe, wszystko skręcamy i gotowe.
Co do czyszczenia, aplikacja zaleca, aby robić to co 80 h, ale tu też przypomnienie można edytować 20-500 h. Instrukcja czyszczenia: wyłącz robota, obróć, oczyść co się da szczotką, a następnie pozostałe zanieczyszczenia wężem ogrodowym z niezbyt dużym ciśnieniem i pozostaw do wyschnięcia.
Nie wolno myć robota myjkami wysokociśnieniowymi, a przed ponownym użyciem po czyszczeniu należy dokładnie osuszyć gniazdo ładowania i czujnik deszczu. Osobiście zalecam częściej przecierać sensory – naturalnie brudzą się, więc przechodząc obok warto zerknąć. Realnie to tyle, jeśli chodzi o konserwację robota.
Jedyne, do czego można się przyczepić, to do czarnego koloru obudowy. Co prawda jest w macie, ale jednak widać na niej wszystko – kurz, ślady po deszczu, czy pył z sosen. Możliwe, że sprzedawana wersja jasno szara z rynku amerykańskiego byłaby pod tym względem nieco lepsza. Na szczęście wystarczy zlać robota z węża ogrodowego i po temacie.
Producent aktualizuje oprogramowanie robota bardzo często – w trakcie miesięcznego testu średnio co 3-4 dni przychodziły powiadomienia, że jeden z robotów został zaktualizowany. Ostatecznie test kończyłem z apką Navimow w wersji 4.01.05, a wersje oprogramowania układowego robotów znajdziesz na zrzutach ekranów.
Jak już wcześniej wspomniałem, należy zacząć od połączenia robota z apką, a dopiero po tym zająć się instalacją – aplikacja ma świetny konfigurator, który prowadzi za rączkę przez cały proces.
Po włączeniu kosiarki, przed połączeniem, apka prosi o zatwierdzenie parowania przyciskiem OK na robocie. Ostatnie kroki są opcjonalne – jeśli robot jest w zasięgu domowej sieci Wi-Fi, możemy go podłączyć pod nią – u mnie wszystkie trzy roboty Segway łapy zasięg, więc zostały podłączone. Na koniec wybieramy język i aktywujemy robota.
Jeśli do zainstalowania są jakieś aktualizacje, apka w tym miejscu poprosi nas o ich zainstalowanie. Każdy moduł robota ma osobne aktualizacje – u mnie pojawiły się aktualizacje systemu, modułu BT, ECU i układu sterowania kosiarki.
Po wszystkim dostajemy powiadomienie, że parowanie się powiodło, a robot dodaje się do listy naszych urządzeń. Apka prosi o nadanie pinu, sprawdza, że jesteśmy w zasięgu usługi Navimow Connect+, czyli pozycjonowania sieciowego (praktycznie cały teren Polski jest w zasięgu), informuje, jakie to daje korzyści i od razu mamy podane, że to usługa darmowa na rok, a potem kosztuje 29,9 euro za każdy kolejny.
Dalej robot pyta nas, czy chcemy przejść przez przewodnik instalacji, jeśli potwierdzimy to przechodzimy do kolejnych kroków. Następnie jesteśmy proszeni o wyjęcie wszystkich elementów z pudełka i rozłożenie ich na trawniku.
Na ładnej grafice dostajemy info, jak należy zamontować stację, w jakich odległościach od przeszkód. Mamy dokładne instrukcje łączenia kabli zasilacza i przedłużacza, info o potrzebie zakotwiczenia przewodu w trawie, jeśli ten przechodzi przez obszar koszenia.
Po tych krokach przechodzimy już do samej apki. Ta składa się z trzech głównych modułów: start, czyli nasz wybrany robot, sklep, gdzie kupimy wszystko, co potrzeba i profil z ustawieniami ogólnymi, pomocą.
Od góry możemy wyświetlić listę naszych robotów – testowałem jednocześnie trzy, więc lista jest konkretna. Obok mamy skrót do powiadomień z podziałem na modele robotów, rodzaj powiadomień (ważne, status pracy, systemowe lub z urządzenia). Wszystko ładnie opisane po polsku z datą i godziną. Tu też jest skrót do ustawień.
Środek zajmuje mapa, można ją powiększać, pomniejszać i wybrać warstwy, jak na Google Maps – widok standardowej mapy, wygenerowane realne otoczenie jak na zdjęciach satelitarnych i zwykły teren.
Mamy też skrót do edycji mapy z pokazanym jej rozmiarem, opcją skasowania lub dodania elementów: granicy, stref zakazanych, kanały między strefami, strefy bez działania kamery i wzory koszenia. W edycji mapy znajdziemy też opcje dzielenia jej, łączenia, naprawy granic i wyboru kierunku koszenia.
Jeśli jesteśmy połączeni z robotem po BT, pojawi się też aktywna ikonka pada jak od konsoli do gier – możemy ręcznie sterować robotem, jak zabawką. Fajna funkcja do obszarów, w które robot nie chce wjechać. Ostatni przycisk obok mamy to powrót do wycentrowania mamy na środku ekranu.
Pod mapą mamy status robota i całą belkę ze statystykami: stan połączenia Wi-Fi, BT, naładowanie procentowe baterii, podsumowanie ilości metrów kwadratowych przejechanych w tym tygodniu, podsuwanie harmonogramów pracy, duży przycisk startu/pauzy koszenia lub w trakcie pracy – powrotu do stacji.
Ikonka z strzałkami pozwala ustawić scenariusze, jak urlop lub uśpienie, a obok jest ikona dziecka, czyli blokady panelu na robocie przed dziećmi.
W ustawieniach mamy naprawdę sporo opcji. Od góry jest sekcja koszenie, a w niej ustawienia zaawansowanych harmonogramów koszenia godzinowo w konkretne dni tygodnia, z wyborem strefy. Dalej wybierzemy tryb koszenia: ciche, standardowe, wydajne i każde jest ładnie opisane. Kolejne ustawienie to globalna wysokość cięcia od 20 do 95 mm co 5 mm.
Możemy włączyć koszenie po zmroku, ponownie mamy skrót do zarządzania mapą i fajne raporty koszenia z podsumowaniem pracy. X420 pracował u mnie 15,8 h, skosił w tym czasie 5200 m2 trawnika w ramach 11 cykli koszenia różnych stref.
W zaawansowanych funkcjach mamy EFLS nRTK, czyli włączenie pozycjonowania wspartego kamerą i wybór trybu pozycjonowania po sieci lub z lokalną anteną.
VisionFance to możliwość włączenia omijania przeszkód w kanale (na ścieżkach łączących strefy) i ochronę zwierząt. Adaptacja do warunków pogodowych pozwala włączyć jakie czynniki atmosferyczne ma robot brać pod uwagę do pracy: deszcz, śnieg, upał, przymrozek, silny wiatr, na podstawie danych z OpenWeather.
Super sprawą jest włączenie systemu kontroli trakcji – robot faktycznie potrafi wykaraskać się z trudnego terenu, mimo napędu na sam tył. W sekcji inteligentny dom możemy spiąć apkę i robota z asystentami: Google Assistant, Amazon Alexa i Hronbach.
Na końcu tej sekcji są funkcje laboratoryjne: Edge Sense, czyli bliższe koszenie rzeczywistych krawędzi. Bazowo robot jeździ tak jak mu wyznaczymy krawędź, ale w tym ustawieniu możemy wybrać trzy opcje: ostrożnie, standardowo lub ekstremalnie. Ostatnie ustawienie to najazd połowy szerokości robota na krawędź, o ile to możliwe – działa świetnie.
Sekcja ustawień bezpieczeństwo i główne funkcje zawiera opcje antykradzieżowe, czyli alarm po podniesieniu kosiarki, alarm wirtualnej granicy bazowo ustawiony na 20 m i funkcję lokalizacji kosiarki na mapie.
Tu też możemy edytować ustawienia blokady przed dziećmi i kod pin robota, a także włączyć odblokowanie robota po podejściu do niego z telefonem sparowanym po BT z apką – praktyczne.
W konserwacji i narzędziach mamy odliczanie w godzinach i procentach do wymiany ostrzy i czyszczenia podwozia oraz czujników, wraz ze skrótem do sklepu i sposoby czyszczenia. Tu też mamy funkcję zmiany lokalizacji stacji, gdy przykładowo chcemy ją przenieść, nie trzeba robić mapy od nowa.
Dalej mamy sekcję Narzędzia, a w niej ograniczenie zakłóceń sygnału – system potrafi zablokować problematyczną częstotliwość 4G. Ostatnia sekcja to Moje urządzenia, czyli ustawienia sieci 4G i Wi-Fi wybór tego, po której ma się sprzęt łączyć – automatyczne, lub tylko po jednej z nich. Automat działa super.
Sekcja aktualizacji programowania pokazuje nam aktualizacje dla 5 modułów: ACU, ECU, wbudowanego układu sterowania kosiarki, układu wizyjnego, anteny głównej i modułu BT, a także skrót do opisu aktualizacji.
W personalizacji możemy przyciemnić jasność ledów robota w nocy w 2 zakresach, wyłączyć dźwięki lub ustawić efekty dźwiękowe lub komunikaty głosowe jednym z dwóch głosów. Tu też zmienimy język kosiarki i włączymy tryb ECO. Ostatnie sekcje to info o urządzeniu, udostępnianie, przełączanie i usuwanie sprzętu z apki oraz ustawienia akumulatora – można ograniczyć jego ładowanie.
Tak rozbudowanej i dopracowanej aplikacji nie widziałem w żadnej innej marce robotów koszących. Praktycznie wszystko działa, jak należy, a apka ani razu nie sprawiła mi problemów: mapy ładują się szybko, nawet gdy robot jest poza zasięgiem sieci domowej, szybko przełącza się na 4G.
Tak, jak w przypadku testu serii H, czyli robotów Segway Navimow H215 i H206, chciałbym, żeby ustawienie kierunku koszenia było gdzieś na wierzchu w ustawieniach, a nie zakopane głęboko w edycji mapy i fajnie, gdybyśmy mogli sami wybrać wzór koszenia, a nie tylko kształty, cyfry i litery z apki.
Poza tym nie mam uwag – apka Navimow jest po prostu genialnie pomyślana.
Masz większy ogród, sporo trawy do koszenia i chcesz, żeby robił to robot? Jeden z trzech modeli Segway Navimow serii X na pewno będzie dobrym wyborem.
Testowałem podstawową wersję X420 na 2000 m2, robot kosił w ramach czterech stref, zróżnicowanych trawnikach, jak i terenie. Ani razu nie utknął, nie wołał o pomoc, przejeżdżał między strefami po wąskich kanałach, mieszcząc się nawet w furtce o szerokości niecałych 70 cm.
Aplikacja jest dopracowana, zawiera mnóstwo funkcji do spersonalizowania. Mapowanie ręczne to wręcz zabawa, wszystko możemy ustawić pod siebie. Realnie instalacja, konfiguracja i mapowanie są banalnie proste i obstawiam, że 90% kupujących nie będzie potrzebowała pomocy, czy usługi instalacji.
X420 kosi równo, raz przy razie, bazowo zmienia co cykl kierunek pracy, ma praktyczne ustawienia pracy na rantach EdgeSense, a z bajerów mamy koszenie we wzory lub liczby i litery. Jakość wykonania i spasowania jest bardzo dobra, a potwierdza to waga wynosząca prawie 29 kg.
Przyznam, że gdybym miał dziś szukać robota koszącego dla siebie, na te 1750 m2 terenu z czterema strefami pracy, to Segway Navimow X420 byłby moim faworytem, choć konkurencja wśród robotów na duże powierzchnie i z napędem AWD robi się coraz większa.
Od razu po teście robotów Segway Navimow zacząłem sprawdzać Dreame A3 AWD Pro 2500, a na czerwiec zaplanowany jest test Roborock RockMow Z1 AWD – porównanie wrażeń z użytkowania tych trzech modeli może być naprawdę ciekawe!
Sprzęt na testy wypożyczyła firma Segway, ale nie miała żadnego wpływu na treść testu i ocenę końcową.
|
ZALETY
|
WADY
|
Na blogu testowaliśmy:
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
Za 200 zł można teraz w Lidlu kupić najlepszy z tanich odkurzaczy do pracy na…
Klasa premium "za grosze"? Sprawdzamy, czy warto kupić pralki Asko Classic, które wcale nie ustępują…
Jaki odkurzacz na lata wybrać? Najlepszy odkurzacz to nie tylko taki, który oferuje dużą moc. Trwały…
Szukasz dobrej zmywarki? Sprawdź nasz TOP-10 polecanych zmywarek, w którym wybieramy najlepsze urządzenia na polskim…
Jeszcze niedawno cieszyliśmy się, jak podstawowy model serii EQ700 od Siemensa spadał cenowo do 3200…
Cristiano Ronaldo został globalnym ambasadorem marki Dreame. Wraz z podjęciem współpracy startuje kampania „Dreame to…