MOVA Puris P10 / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Na końcówkę sezonu smogowego miałem okazję sprawdzić nowy oczyszczacz powietrza od MOVA. Tym razem jest to model Puris P10, dedykowany posiadaczom zwierzaków i mający specjalną platformę dla kotów na swojej górnej powierzchni.
Spis treści
Miałem niedawno okazję sprawdzić oczyszczacz Dreame AP10, czyli model typowo dla kociarzy, wyposażony w drapak i wędkę, ale to nie koniec ofensywy marek z Chin – teraz przyszedł czas na recenzję MOVA Puris P10, czyli w pewnym sensie podobnego oczyszczacza powietrza, także kierowanego do właścicieli kotów.
Jeśli ciekawi Cię, jak spisał się w ponad miesięcznym teście MOVA Puris P10, zapraszam do lektury!
W sklepie MOVA możemy zobaczyć, że cena sugerowana to 1699 zł, ale oczyszczacz można obecnie kupić już za mniej niż 1000 zł. W kwietniowej promocji cena spadła nawet do 899 zł, a dodatkowo można było ją obniżyć punktami z programu lojalnościowego. Za każdą wydaną złotówkę dostajemy 10 pkt, a te wymieniamy na rabaty lub nagrody.
Niestety, gdy wrzucaliśmy test w pierwszej połowie kwietnia nie można było zakupić filtrów HEPA, filtra wstępnego z bawełny, czy innych dekorów materiału okalającego obudowę, co nieco utrudnia ocenę samego urządzenia – koszt eksploatacji nie jest znany.
W zestawie dostajemy to, co potrzebne do pracy oczyszczacza, bez dodatków, czy zapasowych filtrów. Jest też czytelna instrukcja obsługi.
Parametry urządzenia są niezłe, choć spokojnie w okolicy 1000 zł jesteśmy w stanie znaleźć wydajniejsze oczyszczacze powietrza, które wyposażone są w bardziej zaawansowane czujniki, pokazujące liczbowo poziom zanieczyszczenia powietrza dla różnych wielkości pyłów.
Specyfikacja MOVA Puris P10:
Producent zaleca czyszczenie filtra wstępnego co 2-4 tygodnie dla wydłużenia jego żywotności. Filtry bawełniane nakładane na oba filtry są wymienne i ponoć mają mieć tę zaletę, że zamiast je czyścić możemy zakupić nowe, a stare wyrzucić – mało to ekologiczne.
Filtr główny ma mieć żywotność ok. 2000 godzin, czyli przy założeniu, że oczyszczacz pracuje 12 h dziennie, da nam to ok. pół roku pracy. Skuteczność filtracji jest tu oceniona na 99,98% wobec wirusów i 99,99% względem bakterii. Sam filtr HEPA H13 ma skuteczność 99,95% dla cząstek o wielkości 0,3 mikrona.
MOVA chwali się, że sprzęt nie generuje ozonu i przy okazji usuwa 95% sierści unoszącej się w powietrzu, choć realnie mowa tu o bliskiej odległości od sprzętu.
6 warstw filtra głównego: filtr wstępny z bawełny, warstwa antyzapachowa, warstwa antyalergiczna, HEPA H13, filtr z aktywnymi minerałami, filtr z węglem aktywnym. Filtry są dobrze uszczelnione – oba są dociskane przez specjalnie kulki sprężynowe, a główny ma porządne uszczelki na górze, jak i na dole.
Przewód zasilający jest wypinany, ma 180 cm długości. Ma być odporny na gryzienie, ale jeśli jakimś sposobem my lub zwierzak uszkodzimy go, będzie możliwa łatwa wymiana, bez lutowania i rozbierania urządzenia.
Sterować możemy z prostego panelu na urządzeniu – mamy czasowy wyłącznik, włącznik sprzętu i wybór jednego z czterech trybów pracy.
Apka pozwala na wybór obrotów w czterech trybach, ustawimy timer (na 1, 2, 4, 8 h), zablokujemy panel sterowania zdalnie, włączymy/wyłączymy sprzęt, a w ustawieniach możemy zresetować żywotność filtra po wymianie, udostępnić urządzenie innym domownikom, zmienić nazwę.
Wskazania jakości powietrza są w postaci słownej, jak i kolorem – trzy stopnie ze zmianą koloru LED: dobra – zielona, umiarkowana – pomarańczowa i zła – czerwona, zero danych liczbowych. Realnie to nawet nie wiadomo, jakie czujniki ten sprzęt posiada.
Tryb automatyczny bazuje na czujniku stężenia pyłu PM 2.5 i normy jego oceny są takie:
Panel sterowania na urządzeniu ma możliwość włączenia blokady przed dziećmi – wystarczy nacisnąć i przytrzymać jednocześnie sensory zasilania oraz minutnika. W taki sam sposób dezaktywuje się blokadę.
Oczyszczacz ponoć ma dezynfekcję powietrza lampą UV, ale jej skuteczności nie da się w warunkach domowych sprawdzić – powszechnie jednak wiadomo, że światło UV musi padać na przedmiot przez określony czas, aby mieć właściwości zdrowotne.
Tak samo jest z jonizacją – ponoć jest tu jonizator plazmowy, ale w samej obudowie nie zlokalizowałem go (choć nie rozbierałem sprzętu). W apce nie ma możliwości włączenia, czy wyłączenia jonizacji i lampy UV, więc trzeba wierzyć producentowi na słowo, że te funkcje faktycznie istnieją w P10.
Po zakupie należy porządnie oczyszczacz rozpakować – każdy z filtrów jest szczelnie zamknięty w folii, instrukcja czytelnie pokazuje, jak wszystko złożyć i faktycznie nie jest to trudne.
Od spodu sprzęt ma cztery gumowane podkładki, więc podstawa nie porysuje nawet delikatnych podłóg. Urządzenie faktycznie jest stabilne i raczej żaden kot nie wywróci go skacząc na górną platformę. Niestety, nie mogłem tego sprawdzić. Niby mam 3 koty, ale to dzikusy, które siedzą tylko cały dzień pod drzwiami i czekają na jedzenie…
To, co zwraca uwagę to design. Górna platforma dla kota od razu daje się rozpoznać jako tani plastik kiepsko imitujący drewno, ale już materiał okalający sprzęt wydaje się bardzo wysokiej jakości.
MOVA chwali się, że jest on wymienny i można zakupić inne wzory, tak aby dopasować go do swojego domu czy mieszkania, ale na kwiecień 2026 niczego takiego nie da się kupić, podobnie jak filtrów wstępnych z elektrostatycznej bawełny oraz filtrów HEPA…
Urządzenie pracowało w moim domu grubo ponad miesiąc, częściowo w moim pokoju pomagając mi w okresie nasilonej alergii, a także w salonie. W teorii nadaje się do pomieszczeń o wielkości do 30 m2, choć to zależy też od wysokości ścian.
Sprawdziłem głośność MOVA Puris P10:
Na pierwszym biegu sprzęt MOVA jest cichy, choć szum jest słyszalny na tyle, że nie byłem w stanie przy nim spać. Do pracy czy oglądania filmów jest bezproblemowy. Za to gdy odpalimy maksymalną moc lub zrobi to sam tryb automatyczny, będzie już głośno, choć podobnie do większości konkurentów.
Test czułości czujnika pyłów PM 2.5 wypadł tak sobie. Zazwyczaj każdy oczyszczacz reaguje na dymek z zapalonej lub gaszonej zapałki i to szybko. Puris P10 nie podwyższył obrotów, dopiero przyłożenie odpalonego kadzidełka sprawiło, że mniej więcej po 10 sekundach machania nim przy czujniku, oczyszczacz odpalił maksymalną moc i zaczął świecić na czerwono. Pozostał w tym trybie 2 minuty i wrócił do biegu pierwszego, chwilowo przechodząc przez bieg 2.
Zużycie prądu jest na niskim poziomie:
12 h pracy w trybie automatycznym, czyli praktycznie tylko na pierwszym biegu pobierającym 4,5 W, da nam zużycie na poziomie 0,054 kWh i koszt w okolicy 6 groszy. Gdyby oczyszczacz pracował codziennie przez 12 h na 1 biegu, zużyłby 19,71 kWh prądu, czyli przy założeniu, że 1 kWh kosztuje 11,5 zł, jakieś 22,67 zł.
Za to praca na maksymalnej mocy pobiera 35,1 W, co przy 12 h oczyszczania przełożyłoby się na 0,4212 kWh, czyli jakieś 48 groszy. Rok pracy na 3 biegu, codziennie przez 12 to zużycie 154 kWh prądu, czyli ok. 177 zł.
Realne zużycie prądu zależy od poziomu zanieczyszczenia powietrza – mieszkam w lesie, więc u mnie będzie to wartość bliższa stałem pracy na pierwszym biegu, więc pewnie poniżej 30 zł rocznie, a jeśli mieszkasz w dużym mieście mającym problemy ze smogiem, to spokojnie koszt prądu może przekroczyć 100 zł na rok.
Po miesiącu pracy Puris P10 zdjąłem do czyszczenia filtry wstępne z elektrostatycznej bawełny i wytrzepałem je nad stołem – jak widać na zdjęciu, wyleciało z nich sporo drobinek – kurzu, naskórka i krótkich włosów, co świadczy o skuteczności tego rozwiązania i dobrej ochronie filtrów głównych.
Same filtry po takim czasie wyglądają jak nowe, ale w mojej lokalizacji nie mają zbytnio czego filtrować.
Na co dzień nie używam sprzętów z kategorii oczyszczania czy nawilżania powietrza – nie ma to większego sensu pod kątem czystości powietrza. Mieszkam pod lasem, więc powietrze jest tu bardzo czyste, a sąsiedzi już od lat nie palą oponami czy opakowaniami po jogurtach 😉.
Za to MOVA Puris P10 pokazała, że oczyszczacz może być bardzo pomocny, gdy nasilają się objawy alergii – uczulony jestem na trawy i prawie wszystko, co kwitnie w lesie, a już na koniec lutego i przez cały marzec męczyła mnie leszczyna, której za płotem jest pełno.
Na to pytanie nie da się odpowiedzieć jednoznacznie. Z jednej strony jest to sprzęt kierowany do właścicieli kotów, z uwagi na specyfikę filtracji i platformę dla kota na górze urządzenia.
Z drugiej strony, jeśli pominiemy kwestie kocie, za podobne pieniądze kupimy wydajniejszy i cichszy oczyszczacz z wielu firm, gdzie koszty eksploatacji są znane, a filtry dostępne w sprzedaży.
Dziś kupując P10 nie wiemy, ile kosztować będą filtry, a te w zależności od marki potrafią być wyceniane od 100 do 450 zł. Przy żywotności 2000 h, wymiana może być potrzebna już po pół roku intensywnej pracy, zwłaszcza w mieście.
Trzeba natomiast przyznać, że zdolność filtracji całego 6-warstwowego, 2-filtrowego zespołu jest imponująca i może być przydatna nie tylko dla posiadaczy zwierzaków. Na dodatek urządzenie ma świetny design i jeśli w przyszłości pojawi się opcja zmiany okładziny zewnętrznej, będzie możliwa zmiana wykończenia sprzętu, gdy fabryczne się znudzi – o ile się pojawi takie rozwiązanie w ofercie.
|
ZALETY
|
WADY
|
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
Radzę, jak w 2026 roku zrobić warzywnik wygodny w obsłudze, bez wydawania fortuny. Podpowiem, co…
Za 200 zł można teraz w Lidlu kupić najlepszy z tanich odkurzaczy do pracy na…
Klasa premium "za grosze"? Sprawdzamy, czy warto kupić pralki Asko Classic, które wcale nie ustępują…
Jaki odkurzacz na lata wybrać? Najlepszy odkurzacz to nie tylko taki, który oferuje dużą moc. Trwały…
Szukasz dobrej zmywarki? Sprawdź nasz TOP-10 polecanych zmywarek, w którym wybieramy najlepsze urządzenia na polskim…
Jeszcze niedawno cieszyliśmy się, jak podstawowy model serii EQ700 od Siemensa spadał cenowo do 3200…