Testujemy Dyson Clean+Wash Hygiene, czyli lekki mop elektryczny, którego największym atutem ma być świetna ergonomia. Jak jest w praktyce? Czas to sprawdzić!
Spis treści
W ubiegłym roku prezentowaliśmy najmocniejszy odkurzacz pionowy Dyson V16 Piston Submarine, a teraz przyszła pora na lekki mop elektryczny Dyson Clean+Wash Hygiene.
Brytyjski producent zapowiadał w 2025 roku kolejną generację odkurzacza myjącego WashG1, ale najpierw dostaliśmy sprzęt, którego największą zaletą ma być super lekka waga, bo na poziomie raptem ok. 3 kg.
Sprzęt ma też separacje elementów stałych od płynów, ale nie ma z kolei siły ssącej, więc według deklaracji Dysona ma latami działać tak samo dobrze, jak w pierwszych miesiącach po zakupie.
Sprawdziłem mopa na wiele sposobów – towarzyszył mi w codziennym sprzątaniu podłóg, więc zebrałem sporo spostrzeżeń. W recenzji znajdziesz też testy zbierania płynów, płatków owsianych, elementów stałych czy szorowania zaschniętych plam.
Zmierzyłem też realny poziom głośności i to, ile prądu zużywa, więc jeśli jesteś ciekaw/a, jak wypada w rzeczywistości, to zapraszam do lektury recenzji Dyson Clean+Wash Hygiene.
Ile zapłacisz za Dyson Clean+Wash Hygiene?
Nowy model mopa elektrycznego od Dysona wyceniono na 2099 zł, choć już w pierwszych dniach sprzedaży bywał nieco tańszy – cena spada często do okolic 1997 zł.
Mop ma dobrą dostępność, kupimy go zarówno w sklepie własnym marki Dyson, jak i w największych sieciach handlowych typu RTV Euro AGD, Media Expert czy Media Markt. Urządzenie objęte jest standardową gwarancją 2-letnią.
Warto wiedzieć, że kupując bezpośrednio od Dysona masz 30 dni testów – możesz więc bez ryzyka wtopy zakupowej bawić się prawie miesiąc tym mopem, a gdy jednak nie spełni oczekiwać, zwrócić na swój koszt do producenta, a ten zwróci pieniądze za zakup.
Co do akcesoriów i kosztów eksploatacji, butelkę 500 ml detergentu Dyson 02 Probiotic kupisz za 119 zł, a ceny wałka myjącego jeszcze nie znamy – pewnie pojawi się w dostępności w najbliższych miesiącach, a biorąc pod uwagę koszty wałków Submarine i WashG1, może kosztować 120-150 zł za sztukę. Nie ma tu żadnych filtrów, więc ten koszt odpada.
Specyfikacja techniczna i wyposażenie
W zestawie dostajemy (poza gotowym do pracy urządzeniem) stację ładowania z funkcją suszenia ciepłym powietrzem, ładowarkę i butelkę 500 ml probiotycznego płynu Dyson 02 do mycia podłóg o dużej wydajności – na 1 pełen zbiornik wody czystej potrzeba tylko 20 ml środka.
Parametry Dyson Clean+Wash Hygiene:
- Moc odkurzacza: 54 W (14,68 V);
- Moc stacji: 450 W;
- Obroty wałka: 250 obr./min.;
- Pojemność baterii: 2350 mAh (34,5 Wh, 14,68 V);
- 4 tryby pracy: Low, Med., High, MAX;
- Temperatury wody do samoczyszczenia: pokojowa;
- Temperatura suszenia: 85 stopni C;
- Mycie w stacji: 145 sekund;
- Suszenie: 30 minut;
- Opcja sprzątania na płasko: tak;
- Mieści się pod meblami z niszą powyżej 11,3 cm;
- Czas pracy: do 45 minut (realnie nawet dłużej);
- Maksymalna powierzchnia sprzątania 350 m2 (wydajność baterii);
- Czas ładowania: 4,5 h;
- Pojemność zbiornika na wodę czystą: 750 ml;
- Pojemność zbiornika na wodę brudną: 520 ml;
- Głośność pracy: do 78 dB;
- Waga: 3,82 kg według Dysona, 3,49 kg pomiar własny na pusto;
- Szerokość wałka myjącego: 26 cm;
- Wymiary odkurzacza: 24,4 cm głębokości, 28 cm szerokości i 109,6 cm wysokości;
- Wymiary stacji: 33,5 cm szerokości, 43 cm głębokości, ok. 19 cm wysokości;
- Zużycie prądu na 1 cykl ładowania: 22 W przez 4,5 h = 0,099 kWh, czyli ok. 0,1 zł;
- Zużycie prądu na 1 cykl suszenia: 30 minut z różnym poborem = 0,214 kWh, czyli ok. 0,25 zł;
- Komunikacja: aplikacja myDyson po BT;
- Miejsce produkcji: Chiny.
Parametry są typowe dla mopów elektrycznych. Nie ma tu siły ssącej, więc moc odkurzacza ogranicza się do silnika obracającego wałkiem, pompki odprowadzającej brudną wodę do zbiornika i zasilanie sterownika. Za to wysoka moc stacji jest potrzeba do suszenia gorącym powietrzem.
Budowa i jakość wykonania. Ergonomia w praktyce
Dyson w kategorii sprzętów do mycia podłóg idzie własną drogą, podobną do Hizero, czyli oferują mopy elektryczne, a nie odkurzacze myjące na mokro. Co prawda Dyson zarówno WashG1, jak i Clean+Wash promują jako sprzęt potrafiące prawie wszystko, to jednak mają one swoje specyficzne wady i zalety.
Brytyjska marka mocno podkreśla, że w ich modelach do pracy na mokro nie ma żadnych filtrów do czyszczenia czy wymieniania, mają być prostsze w utrzymaniu w czystości.
Bazowa zasada jest taka sama – zarówno dla mopów, jak i odkurzaczy myjących aktywnie: mamy obrotowe wałki, które od góry nasączane są czystą wodą (lub z dodatkiem detergentu), a przy każdym obrocie materiał wyżyma się z nadmiaru brudnej wody i elementów stałych, ocierając o zęby wyczesujące i/lub jakiś element z metalu, ewentualnie plastiku.
W odkurzaczach woda z całym brudem jest odsysana siłą ssącą silnika i wpada do zbiornika na wodę brudną ze wszystkim: włosami, elementami stałymi. Część z nich zostaje na separatorze, część zatrzymuje się na filtrze przed silnikowym, a płyny lądują na dnie.
W mopach, po wyżymaniu wałka woda z brudem trafia do separatora, który odsącza grawitacyjnie płyny, a zostawia w sobie elementy stałe. Woda brudna opada do tacki drenażowej i tam jest odsysana przez pompkę do zbiornika wody brudnej.
Ustawienie języka polskiego i stan wałka, Dyson Clean+Wash Hygiene / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Dyson chwali się, że takim sposobem separujemy elementy stałe od płynnych, mamy większą higienę w odkurzaczu i łatwiejsze czyszczenie. Realnie i tak, i nie – może i zabrudzenia są separowane, ale przez brak siły ssącej część dużych elementów ma w mopach problem z trafieniem z niszy wałka do separatora, więc do czyszczenia jest kolejny element.
W nowym Dysonie mamy aż dwa elementy dbające o wałek podczas każdego obrotu – zarówno wystający, metalowy płaskownik, jak i zęby wyczesujące, też z metalu. Cały element sprawia bardzo dobre wrażenie jakościowe.
Separator elementów stałych jest rozkładany. Czerwony element na dnie to filtry z siateczki, na których osadza się większość zabrudzeń, a czarny to właśnie te metalowe elementy wyżymające.
Całość jest wyjmowana – to jeden element ze zbiornikiem wody brudnej. Ten ma zakręcany korek i nie jest w pełni rozbieralny. Z jednej strony to zaleta, bo jest szczelniejszy, z drugiej trochę więcej czasu zajmuje jego dokładne przepłukanie.
Czyszczenie separatora, czy składanie jest super proste. Po zakończeniu mycia, wylanie brudnej wody, rozebranie i wyczyszczenie separatora zajmuje jakieś 20-30 sekund, mniej więcej zgodnie z deklaracjami producenta.
Zbiornik wody czystej znajduje się wyżej, ma realną pojemność 740 ml i można do niego dodawać detergent – Dyson ma swój o nazwie 02, butelkę 500 ml mamy w zestawie i zaleca dozowanie 20 ml na 1 zbiornik. Jest to środek probiotyczny, więc bezpieczny dla podłóg, dzieci i zwierzaków, nie ma w sobie żadnych paskudnych chemikaliów.
Bateria jest tu wyjmowana i wymienna, więc gdy po paru latach użytkowania przyjdzie pora na jej wymianę, zrobisz to samodzielnie, bez potrzeby odsyłania sprzętu do serwisu.
Nietypowo zaprojektowano sam wałek – na pierwszy rzut oka wygląda jak wałki z głowic Submarine 1.0 i 2.0, a także te podwójne z WashG1, lecz poza gęstym włosiem z 84 000 włókien ma też takie szorstkie wypustki, które mają polepszać efekty mycia podłóg, a zwłaszcza szorowania.
Zabezpieczenie przed rysowaniem podłóg to od spodu cztery małe kółka, z czego te bliższe wałka nieco go dystansują od podłoża – niestety wałek nie opiera się na podłodze, więc nie mamy typowego dla konkurencji efektu ciągnięcia odkurzacza do przodu czy mocniejszego szorowania.
Frontowe i narożnikowe plastiki nie są niczym zabezpieczone – to goły plastik. Niestety tak ma zdecydowana większość odkurzaczy myjących podłogi, więc przy meblach trzeba uważać.
Z tyłu mamy dodatkowe koło podporowe, ułatwiające pracę na płasko. Ten model ma wybitnie dobre zdolności odkurzania pod meblami – wystarczy mu nisza od 11,3 cm wysokości, gdzie większość konkurencji potrzebuje 12,5-15 cm.
Odkurzacz ma wygodny uchwyt, podobny do tego z WashG1, mały, okrągły i czytelny wyświetlacz kolorowy i trzy przyciski – od zmiany ilości dozowanej wody, włącznik samoczyszczenia i włącznik/wyłącznik pracy.
Sprzęt sam stoi w pionie, rozpoczęcie pracy wymaga odpięcia go z pozycji pionowej. W menu ustawimy sobie 1 z 3 poziomów dozowania wody, a także przyciskiem samoczyszczenia, trzymając go stale, odpalimy tryb MAX.
Co do użytych materiałów spasowania, mamy tu typowego Dysona – wszystko poskładano porządnie, plastiki są błyszczące, kolorowe, a jedyny element z metalu to rura. Trochę delikatnie wygląda mocowanie rolki z cienkiego, czarnego plastiku, ale to może tylko moje odczucia.
Dyson Clean+Wash prezentuje się nieźle, jak na mopa elektrycznego, a to, co jest tu najważniejszą cechą to waga – ten sprzęt waży na pusto ok. 3 kg, a z pełnym zbiornikiem wody ok. 3,8 kg, czyli to jeden z najlżejszych sprzętów elektrycznych do mycia podłóg.
Test sprzątania: jak odkurza i mopuje Dyson Clean+Wash Hygiene?
Zaraz po wyjęciu odkurzacza z pudełka spodobała mi się jego kolorystyka – nie jestem fanem wielokolorowych urządzeń czy pstrokatych kolorów, ale tu ograniczono się do 3 kolorów.
Mop jest od razu gotowy do pracy, wystarczy go dokładnie rozebrać z zabezpieczeń i folii, zalać zbiornik wody czystej wodą, dodać detergent Dyson 02 i gotowe – możemy jechać. Moja sztuka miała 80% stanu baterii.
Mop nie ma ssania, więc sterujemy głównie przepływem wody. Bazowo mamy 3 poziomy, ale gdy przytrzymamy przycisk samoczyszczenia, zużycie wody będzie maksymalne: do tego stopnia, że znika w kilka chwil. Sprawdziłem, jak wygląda temat wydajności mopowania na każdym z poziomów, podczas 3-minutowego mycia 20 m2 kafelków gresowych w kuchni.
Ograniczeniem każdego trybu nie jest pojemność zbiornika wody czystej, a brudnej – warto o tym pamiętać.
Poziom dozowania wody 1 z 3
W zbiorniku wody czystej zostało 660 ml z 750 ml, w zbiorniku brudnej znalazło się 60 ml wody, więc na podłodze zostało ok. 30 ml. Zużycie łącznie 90 ml na 20 m2 daje nam możliwość umycia ok. 115 m2 podłogi do zapełnienia zbiornika wody brudnej, choć realnie komunikat o potrzebie opróżnienia pojawia się nieco wcześniej – przy ok. 450 ml, więc można założyć, że damy radę umyć do 100 m2.
Poziom dozowania wody 2 z 3
W zbiorniku wody czystej zostało 620 ml z 750 ml, w zbiorniku brudnej znalazło się 60 ml wody, więc na podłodze zostało ok. 70 ml. Łącznie mamy zużycie 130 ml na 20 m2, więc do zapełniania zbiornika umyjemy nie więcej niż 80 m2 podłogi, choć lepiej brać pod uwagę komunikat zapełniania przy okolicy 450 ml, czyli maks. 70 m2.
Poziom dozowania wody 3 z 3
W zbiorniku wody czystej zostało 600 ml z 750 ml, w zbiorniku brudnej znalazło się 120 ml wody, więc na podłodze zostało ok. 30 ml. Łącznie zużywamy na 20 m2 150 ml wody, więc na zbiornik 520 ml wody brudnej umyjemy do 70 m2 podłogi, a do komunikatu o potrzebie wylania wody przy 450 ml zapełnieniu – maksymalnie 60 m2.
Poziom dozowania wody MAX
750 ml wody czystej wystarczyło na umycie jakiś 10 m2, zbiornik wody brudnej wymagał opróżnienia już po ok. 6 m2, a całość zebranej wody brudnej miała objętość 670 ml, więc na podłodze zostało jej ok. 80 ml. Umyjemy maksymalnie 6-7 metrów kwadratowych i zbiornik trzeba opróżnić. To też tryb do pracy punktowej lub intensywnego przemycia wałka w trakcie pracy, bez potrzeby powrotu do stacji.
Producent deklaruje, że temperatura suszenia to ok. 85 stopni C. Sprawdziłem pirometrem, do jakich temperatur nagrzewa się plastikowa osłona wałka w trakcie tego procesu (do 45 stopni C) i kratka wentylacyjna – 67,8 stopni C.
Powietrze faktycznie jest gorące, więc przy przysłoniętym układzie suszenia, gdy wałek wisi nad kratką, faktycznie temperatura może być jeszcze wyższa. Cykl suszenia trwa 30 minut i faktycznie jest skuteczny.
Kolejny sprawdzian to głośność pracy miernikiem Voltcraft SL-100. Mimo braku silnika ssącego mocno słychać silnik napędzający wałek i pompkę. Między poziomami, to praca pompki robi różnicę w głośności. Podczas pracy głośność jest umiarkowana – wypada głośniej od wszystkich generacji Hizero, ale podobnie lub ciszej do odkurzaczy myjących aktywnie.
Samoczyszczenie jest głośne, ale to normalne dla większości mopów elektrycznych i odkurzaczy myjących, za to zaskakująco głośno działa suszenie – 66,6 dB przez 30 minut może być procesem nieco przeszkadzającym w oglądaniu ulubionego serialu czy w rozmowie telefonicznej.
Głośność pracy:
- 1 poziom dozowania wody: 64,6 dB;
- 2 poziom dozowania wody: 65,2 dB;
- 3 poziom dozowania wody: 66,9 dB;
- 4 poziom dozowania wody MAX: dB;
- Samoczyszczenie w stacji: 70 dB z 50 cm, 64,5 dB z 3 metrów;
- Suszenie w stacji: 66,6 dB z 50 cm, 62 dB z 3 metrów.
Sprawdziłem też zużycie prądu. Na cykl samoczyszczenia odkurzacz nie zużywa prądu z sieci – wykorzystuje w te 145 sekund ok. 10% własnej pojemności baterii.
Dopiero przejście do 30-minutowego cyklu suszenia w 85 stopniach C odpala samą stację. Maksymalny zmierzony pobór to 550 W, choć stacja ma na naklejce znamionowej 450 W – dziwne. Jeden cykl suszenia to zużycie 0,214 kWh prądu, czyli w zaokrągleniu 25 groszy zakładając 1 kWh po 1,15 zł.
Za to ładowanie baterii 2350 mAh od zera do pełna daje pobór ok. 21-22 W przez faktycznie 4,5 h, co przekłada się na zużycie 0,099 kWh prądu i koszt ok. 11 groszy. Jeśli założymy, że odkurzacz będzie codziennie wykonywać 1 cykl sprzątania do wyczerpania baterii, a następnie 1 samoczyszczenie i 1 suszenie na gorąco, to w rok zużyje ok. 115 kWh prądu, co daje koszt ok. 131 zł.
Na podstawie powyższych wyliczeń, każdy może na bazie własnych założeń, obliczyć ile będzie go kosztowało prądowe użytkowanie nowego Dysona.
Trzeba obiektywnie przyznać, że Clean+Wash jest oszczędnym mopem elektrycznym.
Zadania, w których nowy Dyson czuje się najlepiej to po prostu normalne mycie podłóg. Bez jakiś gigantycznych ilości brudu, ziemi, włosów, sierści, czy porozrzucanego jedzenia przez dziecko czy psa.
Na podłogach drewnianych czy niezbyt wodoodpornych panelach laminowanych, nawet tryb 1/3 dozowania wody jest wystarczający, ale raczej polecam od razu odpalić tryb 2/3 – to idealna wartość i faktycznie Dyson nie kłamie z tym deklarowanym 1 gramem wody na 1 m2 i suchą podłogą po 60 sekundach.
To ogromny plus dla podłóg mających problemy ze śladami z wody po mopowaniu czy ze smugami, zwłaszcza wszelkimi podłogami cementowymi. Poziom 3/3 odpalałem na kafelkach, był wystarczający, choć nie obraziłbym się, gdyby wody było tak z 20% więcej. Mop dawał radę zarówno z szorstkimi kafelkami gresowymi, jak i bardziej gładkimi i w połysku, kafelkami w łazience.
Wykonanie 4 cykli mycia 20 m2 kuchni, każdy w ok. 3 minuty, skutkowało spadkiem stanu baterii do 85%, więc faktycznie prądu w sprzęcie wystarczy na bardzo długie mopowanie.
Z uwagi na dystansowanie wałka kołami podporowymi i braku silnika ssącego, wody czy rozlanych płynów z głębokich fug nie wyciągniesz. To chyba największa wada tego projektu – gdyby wałek opiera się o podłoże, mógłby sięgnąć dalej.
Usuwanie zaschniętej plamy po 30 ml espresso, Dyson Clean+Wash Hygiene / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Standardowo, jak dla każdego testu odkurzacza myjącego, mopa elektrycznego i robota sprzątającego przygotowałem z 30 ml espresso plamę na kafelkach gresowych ze wzorkiem w strukturze. Plamę zostawiłem do wyschnięcia i kolejnego dnia zabrałem się za nią Dysonem w 3 z 3 poziomów dozowania wody.
Z uwagi na fakt, że wałek nie leży całym swoim ciężarem na podłodze, tylko jest dystansowany od niej kółkami podporowymi i muska ją samym włosiem, efekty ścierania nie są zbyt dobre.
Usunięcie powierzchniowe plamy wymagało kilkunastu przesunięć przód tył, a wyczyszczenie wklęsłych wzorków wręcz lekkiego dociśnięcia wałka nogą – końcowo udało się wyczyścić kafelek w 100%, ale wymagało to znacznie większej ilości ruchów i czasu niż w większości odkurzaczach myjących. Mogłoby być lepiej, ale tragedii też nie ma.
Usuwanie małej ilości rozlanego mleka z płatkami owsianymi, Dyson Clean+Wash Hygiene / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Zbieranie rozlanych płynów dla mopów elektrycznych nie jest super łatwym zdaniem z powodu braki silnika ssącego – płyny odprowadza siła obrotowa i wyżymanie wałka o metalowy płaskownik, więc jeśli płynu będzie zbyt wiele, sprzęt może nie nadążyć z jego odprowadzeniem i będzie trzeba wykonać kilka przejazdów.
Na pierwszy ogień poszło pół szklanki mleka z płatkami owsianymi – ok. 150 ml w całości, wylane na deski. Jak widać po paru powtórzeniach mop ładnie pochłonął 99% mleka, jedynie trzeba było zmienić kierunek ruchów, żeby usunął to, co zaciągał za siebie. Dosłownie 1 płatek owsiany nie chciał się dać usunąć. Tak samo, jak z plamą – ruchów trzeba wykonać znacznie więcej niż przy odkurzaczu myjącym aktywnie ze ssaniem, ale efekt końcowy będzie taki sam lub zbliżony.
Zbieranie rozlanych 400 ml zlewek kawowych z ekspresu, Dyson Clean+Wash Hygiene / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
400 ml zlewek z ekspresu wylałem na podłogę z kafelków gresowych w kuchni, z głębokimi fugami pomiędzy. Tak jak płyn z powierzchni w kilku przejazdach ładnie został usunięty, tak przez brak funkcji ssania, płynu z głębokich fug sprzęt nie jest w stanie usunąć, gdyż wałek nie sięga tak nisko. Co prawda można go lekko docisnąć i wtedy efekty są lepsze, ale ostatecznie i tak musiałem wyciągnąć mop, wiadro i porządnie przemyć ten kawałek podłogi ręcznie.
Pod tym względem jest już lepiej. Wysypałem ścieżkę z mąki, ryży, herbaty liściastej i kawy ziarnistej. Mop w jednym przejeździe do przodu i do tyłu pochłonął prawie wszystkie, lekko przesunął kilka ziaren kawy, ale wystarczyło najechać na nie ponownie. Ostatnie minimalne ilości pozostały w dwóch fugach z tego samego powodu co z płynami.
Mop od Dysona ma Bluetooth i możliwość połączenia z apką myDyson. Daje nam to dostęp do poradników i instrukcji, jak dbać o sprzęt i praktycznie tylko to – nie ma możliwości edycji ustawień mopa z poziomu apki, więc realnie można jej istnienie pominąć.
Po wielu cyklach mycia podłóg i paru testach z rozlanymi płynami, czy usuwaniem plam, mogę podsumować Dysona Clean&Wash Hygiene+. Do mycia płaskich, prostych podłóg, zarówno wymagających małych ilości wody, jak i większych nada się dobrze – wody zostawia bardzo mało, zbiera większość zabrudzeń, nie gubi zbytnio wody, nie zostawia smug, czy zacieków.
Gorzej za to radzi sobie z trudniejszymi zadaniami, jak pochłanianie rozlanych płynów – zwłaszcza tych gęstych i z wkładką elementów stałych. Trzeba nieźle się namachać, żeby wszystko usunąć, a dodatkowym ograniczeniem jest pojemność zbiornika wody brudnej – niby 520 ml, ale realnie czujnik zapełniania wyłącza nam sprzęt, gdy zapełni się do okolic 400-450 ml.
Do wad zaliczyłbym też głośny tryb suszenia przez 30 minut – jeszcze nie spotkałem sprzętu, który w procesie suszenia generowałbym taką głośność.
Pochwalić mopa trzeba za dostępność 3 trybów dozowania wody do mycia podłóg i czwarty dodatkowy MAX z tak ogromnym przepływem wody, że zbiornik wody brudnej zapełnia się po przemyciu 6-8 metrów. Taka ilość wody przydaje się do zmiękczenia zaschniętych plam, czy po prostu punktowych zadań specjalnych – to też ten sam tryb i zużycie wody, używane do cyklu samoczyszczenia.
Wydajność pracy jest na dobrym poziomie, ergonomię i lekkość prowadzenia trzeba uznać na plus – to jeden z lżejszych modeli na rynku, a dzięki wysokości 11,3 cm mieści się w niskich niszach podmeblowych. Osobiście nadal jednak jestem większym fanem odkurzaczy myjących aktywnie niż mopów elektrycznych pozbawionych silnika ssącego.
Czyszczenie i utrzymanie w czystości
Stacja ładująco-susząca mopa ma bardzo kompaktowe wymiary – od podłogi do mocowania mopa ma niecałe 19 cm, na szerokość ma tyle, co głowica myjąca, czyli 28 cm, a na głębokość tylko 27,5 cm. Od spodu ma gumowane nóżki, zabrakło miejsca na nadmiar przewodu. Cała stacja to czarny plastik w połyski typu piano black, więc widać na niej każde zabrudzenie, kurz, odcisk, czy ryskę.
Rozbieranie zbiornika wody brudnej i separatora, Dyson Clean+Wash Hygiene / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Dyson w modelu WashG1 zapomniał o dodaniu funkcji suszenia wałków, ten model ma jedynie cykl samoczyszczenia zimną wodą w ok. 140 sekund. W Clean+Wash jest już dużo lepiej. Sam cykl samoczyszczenia trwa 145 sekund, wykorzystuje aż 400 ml wody ze zbiornika czystej i wykorzystuje prąd jedynie z baterii, więc jeśli rozładujesz go pracą do zera, to od razu po odłożeniu do stacji nie włączysz samoczyszczenia – trzeba poczekać na podładowanie.
Następnie urządzenie przechodzi do suszenia 30-minutowego gorącym powietrzem 85 stopni C. Jak wspominałem wcześniej, faktycznie temperatura jest wysoka, plastiki obudowy nagrzewają się do okolic 45 stopni C, a pirometr wykazał temperaturę kratki wylotowej gorącego powietrza na prawie 70 stopni C, więc przy domknięciu układu urządzeniem faktycznie temperatura może być jeszcze wyższa.
Odprowadzanie wody brudnej do zbiornika, Dyson Clean+Wash Hygiene / fot. K. Kulikowski, AGDmaniak.pl
Proces czyszczenia automatycznego jest faktycznie skuteczny dla samego wałka – niemal wszystkie zabrudzenia z niego znikają, czasem jakiś włos czy element stały znajdzie się po lewej stronie na mocowaniu wałka, ale ogólnie trzeba ocenić ten proces bardzo wysoko.
Tak samo proces suszenia 30 minut jest skuteczny, wałek jest na koniec prawie idealnie suchy.
Po tych dwóch procesach trwających łącznie 32 minuty i 25 sekund, należy wylać wodę ze zbiornika brudnej i przepłukać go. Czyszczenie separatora i niszy, w które obraca się wałek (aby nie pojawiły się nieprzyjemne zapachy) polecam wykonać po zakończonym mopowania, a przed cyklem samoczyszczenia – cały podzespół zostanie w tym procesie osuszony.
Przenoszenie zbiornika wody brudnej jest nie lada wyzwaniem – trzeba trzymać go w poziomie, a i tak zawsze trochę kropel wody wyleci z separatora na podłogę, więc po paru próbach w celu opróżnienia, brałem cały odkurzacz i stawiałem go na blacie obok zlewu.
Przyznać muszę, że projekt separatora elementów stałych i zbiornika wody brudnej jest szczelniejszy i dużo lepszy od tego co mamy w Submarine 1 i 2 generacji, a także w WashG1, ale nadal leci z nich woda przy przenoszeniu…
Szkoda jedynie, że Dyson nie zdecydował się na nieco inny projekt stacji. Jej zaletą jest kompaktowość, ale ma też wady – nie ma rantów, żadnego korytka, więc zdarzyło mi się kilka razy, że tak źle coś złożyłem przy opróżnianiu zbiornika wody brudnej i separatora, że woda z procesu samoczyszczenia zamiast trafić do zbiornika, leciała po stacji na podłogę, a nawet w otwory, z których w procesie suszenia leci gorące powietrze.
To ewidentnie błąd projektowy i jak widać po opiniach w sieci, nie tylko ja miałem z tym problemy, więc jeśli miałby to być mój sprzęt to postawiłbym go na podłodze wodoodpornej, a jeśli miały stać na deskach, to wstawiłbym go w plastikową podstawkę z rantami, która pomieściłaby ewentualny wyciek 400 ml wody.
Druga kwestia związana ze stacją to brak podgrzewania wody do procesu samoczyszczenia – robi to już prawie cała konkurencja w podobnej cenie, tylko nie Dyson…
Dyson ma rację, że zaletą ich modelu jest brak kanału odprowadzającej brud z wodą z niszy wałka, przez przegub, do zbiornika wody brudnej, więc nie ma tu miejsca na osadzanie się brudu, nie trzeba używać raz na jakiś czas wyciora do przeczyszczenia takich elementów.
Samoczyszczenie, jak i suszenie jest skuteczne, choć potencjał do poprawy jest nadal spory – Dyson nie dorobił się systemu podgrzewania wody do przemywania wałka, dostaliśmy na razie tylko mycie zimną wodą i suszenie na gorąco.
Za to niewypałem jest projekt stacji dokującej. Nie rozumiem, jak można było zaprojektować ją tak, aby każdy wyciek wody wylatywał z niej na podłodze – wystarczyło zrobić choć 2 cm ranty jak u większości konkurentów i po problemie – zwiększyłoby to nieco wymiary stacji, ale to raczej ważniejsza kwestia.
Czy warto kupić nowy mop elektryczny od Dysona?
Mop elektryczny Dyson Clean&Wash Hygiene+ to dobry wybór, jeśli szukasz urządzenia do ogólnego i częstego mopowania podłóg, bez potrzeby wcześniejszego odkurzania podłogi.
Nada się na podłogi o niskiej wodoodporności, ma aż 4 poziomy dozowania wody, długi czas pracy, skuteczne cykle samoczyszczenia i suszenia, choć bez podgrzewania wody, trwające dłużej niż u konkurencji i generujące więcej hałasu.
Pod względem zużycia prądu przez sam mop mamy tu jeden z najoszczędniejszych sprzętów na rynku – 1 cykl naładowania kosztuje ok. 10 groszy, za to 30-minutowy proces suszenia wałka zużywa nieco więcej prądu – ok. 25 groszy.
Ergonomia jest tu świetna – mop prowadzi się lekko, ma odpowiednią wysokość nawet dla osób powyżej 190 cm wzrostu, może pracować na płasko, a mieszczenie się w niszach podmeblowych od 11,3 cm jest praktycznie rekordem rynkowym – większość konkurencji wymaga od 12,5 do 15 cm przestrzeni.
Wykonanie czy design można uznać na plus – nie jest to jakiś wybitny poziom, ale też ciężko się czepiać, czyli typowo dla marki Dyson.
|
ZALETY
|
WADY
|
A może szukasz odkurzacza?
Jeśli szukasz dobrego odkurzacza koniecznie sprawdź naszą listę najlepszych pionowych odkurzaczy bezprzewodowych.
Warto też zerknąć na nasz TOP-10 najlepszych odkurzaczy i mopów myjących aktywnie.
Ceny Dyson Clean+Wash Hygiene
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.


































































































Bardzo ale to bardzo dobry test! Zdecydowanie pomaga w podjęciu wyboru. Jednak szukam nadal – czegoś do płytek o dużej porowatości.
Jakieś propozycje?
Dzięki. Szukałbym czegoś co ma wałek leżący całą swoją masą na podłożu, taki, którego koła podporowe nie dystansują tak mocno jak w Philipsach AquaTrio, czy tutaj.
Mova X4 Pro , Roborock F25 Ace (i inne wersje), Tineco serii S6, S7 i S9, Dreame H15 Pro Heat .