MOVA Stellar X10 to nowy, „personalny” oczyszczacz powietrza. Czy takie urządzenie ma sens? Czas to sprawdzić!
Spis treści
Końcówka zimy to dobry czas na testy oczyszczaczy powietrza. Po sprawdzeniu nietypowego oczyszczacza Dreame AP10, który nie tylko zadowoli użytkowników czystością powietrza, ale przy okazji zabawi domowe kociaki, przyszła pora na test nowości od marki MOVA.
Z początkiem roku do sprzedaży trafiła seria MOVA Stellar, czyli dwa oczyszczacze X10 i X10 Plus różniące się wielkości i parametrami, promowane jako urządzenia personalne (do działania na biurku podczas pracy) lub w niedużej sypialni.
Już od razy mogę zdradzić, że spodobał mi się projekt tego modelu przypominający małego robota, a kolorystyka kremowo złota idealnie pasuje do pokoju, w którym pracuję zdalnie. Jak ten model spisuje się na co dzień? Miałem kilka tygodni, żeby to sprawdzić!
Ile kosztuje MOVA Stellar X10?
Cena sugerowana nowego modelu Stellar X10 to 899 zł, ale zdążył już się doczekać przeceny do 549 zł – zarówno w sklepie MOVA, jak i u partnerów marki.
W ofercie niebawem pojawi się też wersja Stellar X10 Plus o prawie dwa razy większej wydajności – możesz już ten model nieoficjalnie kupić w cenie 1270 zł, ale faktyczna premiera (a więc i niższe ceny) jest dopiero przed nami.
Filtry jeszcze nie są dostępne, więc ciężko oszacować koszty eksploatacji.
Warto wiedzieć, że kupując bezpośrednio w sklepie marki MOVA dostajemy nie 2, a 3 lata gwarancji i możemy skorzystać z dodatkowych rabatów z programu lojalnościowego. Zbierasz punkty, wymieniasz na rabaty lub nagrody rzeczowe, a często też można zyskać kod rabaty za zapisanie się do newslettera.
MOVA Stellar X10 w liczbach
W ramach serii Stellar X10 mamy dwa modele: zwykły i z plusem. Różnią się wydajności, przeznaczeniem na różne metraże, a co za tym też idzie, mocą, głośnością, wielkością i wagą.
X10, który dotarł do mnie na testy, to sprzęt typowo biurkowy – nie zajmuje dużo miejsca, nie wieje w twarz tylko pod kątem 45 stopni w górę pomieszczenia i jak na mój gust nawet nieźle wygląda – podobna mi się połączenie matowej, złotej podstawy perforowanej, którą zaciąga powietrze, z kremową resztą obudowy, także w macie.
Model Stellar X10 Plus nazywany jest przez producenta wersją sypialnianą, mającą poradzić sobie z typową powierzchnią miejsca do spania.
Specyfikacje MOVA Stellar X10 i X10 Plus według danych producenta:
| X10 biurkowy | X10 Plus sypialniany | |
| Wskaźnik PCADR | 120 m³/h | 220 m³/h |
| Moc | 22 W | 45 W |
| Zalecana powierzchnia | 10-15 m2 | 15-20 m2 |
| Głośność pracy | 27-45 dB | 29-46 dB |
| Tryby pracy | 3 biegi z płynną regulacją | |
| Wymiary | 200 x 200 x 430 mm | 244 x 244 x 544 mm |
| Waga | 2,3 kg | 3,7 kg |
Zestaw jest maksymalnie podstawowy i zawiera oczyszczacz, spakowany szczelnie filtr HEPA z warstwą węglową i filtrem wstępnym, zasilacz, instrukcja obsługi – to tyle.
Co warto wiedzieć o MOVA Stellar X10?
MOVA promuje serię Stellar jako oczyszczacz personalny, do tworzenia oczyszczonej strefy wokół użytkownika lub do pracy w małych pomieszczeniach, jak choćby w sypialniach współczesnych mieszkań 2-3 pokojowych, gdzie nasi kochani deweloperzy zabierają kolejne metry, tworząc przestrzeń do spania z kilku metrów kwadratowych – w takich warunkach nawet mała wersja X10 z wydajnością 120 m³/h sobie poradzi.
To, co w pierwszej kolejności rzuca się w oczy, to design – przypomina małego robocika rodem ze Star Warsów, baby R2D2 i nawet ma oczka. Od góry mamy pierścień perforowany w kolorze złotym, którym powietrze przefiltrowane oddawane jest do pomieszczenia, pod kątem 45 stopni.
MOVA sporą część opisu tego modelu poświęca właśnie temu, jak kierowane jest powietrze – ponoć tak jest najlepiej, gdyż oczyszczacz nie wieje w twarz jak wentylator, nie daje strumienia prosto w górę, co powoduje wolniejsze rozpraszanie powietrza, tylko tworzy strefę wokół nas, co producent nazywa „złotym przepływem”.
W środku pierścienia mamy kulę – gdy jest zamknięta ma kolor obudowy, czyli kremowy, z jednym przyciskiem służącym do włączania/wyłączania, a przy przytrzymaniu 3 sekundy, do aktywacji Wi-Fi.
Gdy włączymy sprzęt, pojawi się czarna kula z oczkami – informuje nas ona o stanie powietrza: oczka zadowolone to czyste powietrze, oczka kropki to średni stan, a oczka niezadowolone to kiepski. Na dodatek cały ten element pozwala na ręczne, płynne sterowanie prędkością wentylatora. Poruszamy kulką w górę – wydajność rośnie, w dół spada, a skrajne pozycje to moc maksymalna lub wyłączenie sprzętu.
Za filtrację odpowiada filtr 4-warstwowy 360 stopni – zasysa powietrze z każdego kierunku. Pierwsza warstwa to siateczka zabezpieczająca dalsze części przed kurzem, włosami i sierścią, potem jest filtr antyalergiczny, który rozkłada i neutralizuje alergeny, kolejna to warstwa HEPA wychwytująca pyły, a na końcu warstwa węglowa, absorbująca gazy i zapachy.
Filtr od góry i dołu ma uszczelkę, siedzi sztywno w swojej niszy, wydaje się nieźle uszczelniony.
MOVA chwali się, że oczyszczone powietrze jest przy okazji nieco schłodzone – faktycznie to, co wylatuje z oczyszczacza jest zimne, ale jednak luty to nie okres, w którym można to porządnie zweryfikować na własnej skórze.
Skuteczność filtracji to ponoć ponad 99,98%, a dla bakterii E.coli, S. aureus i C albicans nawet więcej niż 99,99% (raport nr 240428522 oraz raport nr WJ20233788 z „niezależnego laboratorium”).
MOVA Stellar X10 w praktyce
Sprawdziłem wymiary urządzenia i są zgodne z tym, co podaje producent na swojej stronie – 20 cm średnicy i 43 cm wysokości to naprawdę kompaktowy sprzęt i na biurku nie zajmuje dużo miejsca. Za to coś nie wyszło z kwestią mocy – strona MOVA, jak i sklepy podają 26 W, a instrukcja i naklejka znamionowa podają mniej – 22 W.
Zakładając, że urządzenie pracuje cały czas, zarówno w dzień, jak i w nocy, maksymalne możliwe zużycie prądu przy mocy 22 W i założeniu, że 1 kWh kosztuje 1 zł, da nam to 0,5280 kWh dziennie i 0,53 zł kosztu, a rocznie 192,72 kWh i 193 zł.
Taki poziom zużycia jest prawie niemożliwy, gdyż 22 W pobiera tylko na najwyższych obrotach – w trybie niskiej mocy pobór to tylko ok. 10 watów, a wtedy mamy dzienne zużycie 0,24 kWh, czyli 0,24 zł. Rocznie daje to 87,6 kWh zużycia prądu i 87,6 zł kosztu.
Realnie oczyszczacz raczej nie będzie pracował non stop, większość czasu będzie zasuwać na niskich obrotach, tylko okresowo odpalający wyższe obroty, więc założyłbym, że zużycie prądu w skali roku będzie kosztować nas od 70 do 140 zł.
Urządzenie ma tylko jeden przycisk – włącznik/wyłącznik, który przy 3-sekundowym przytrzymaniu robi też za aktywację modułu Wi-Fi, aby połączyć oczyszczacz z aplikacją MOVAhome. Apka zawiera tylko podstawowe funkcje, więc po wejściu w główny pulpit zobaczymy od góry: status łączności, edytowalną nazwę, stan pracy.
Dalej, na środku mamy jakość powietrza ocenianą słownie w 3-stopniowej skali, a poniżej procentowy wskaźnik stanu filtra. Niżej jest pasek z 4 trybami pracy: automatyczny, niski, średni i wysoki.
Dół to wyłącznik/włącznik, timer z ustawieniem od 1 do 12 h i tylko tu znalazły się jakieś chińskie krzaczki zamiast polskiego. Oświetlenie to możliwość wyłączenia świecącej buźki – realnie nie ma sensu jej wyłączać, nie świeci mocno, raczej nikomu nie będzie przeszkadzać, także w nocy.
Dalej mamy ustawienia, a w nich możliwość zmiany nazwy sprzęty, reset żywotności filtra po jego wymianie, sugestie produktów, czyli możliwość oceny urządzenia, udostępnianie oczyszczacza innym użytkownikom, wersję wtyczki, pomoc w użyciu i usunięcie sprzętu.
Szkoda, że nie ma oceny stanu powietrza w liczbach, nie mamy statystyk, czy wykresów jakości powietrza, zabrakło też statystyk zużycia prądu, czy stanu powietrza dla naszej lokalizacji na zewnątrz. Mamy tylko podstawowe funkcje – to sprzęt dla osób, które nie przepadają za grzebaniem w aplikacjach.
Realnie jedyne, do czego przyda się aplikacja, to do łatwego resetu filtra po jego wymianie, a tak można o niej zapomnieć. Tryby pracy zmienimy za pomocą buźki i to ona pokazuje na 3 pozycjami, jaki jest aktualnie stan powietrza. Słychać to też przez wybrane obroty – oczka zadowolone to dobry stan, średnio zadowolone to stan średni, a niezadowolone to zły stan powietrza.
Sprawdziłem głośność pracy miernikiem Voltcraft SL-100 z odległości 30 cm od sprzętu. Na najniższych obrotach mamy 36-37 dB, więc faktycznie to bardzo cichy oczyszczacz, da się przy nim pracować i spać.
W trybie średniej mocy głośność wzrasta do 56,6 dB, a maksymalne obroty to 61,9 dB. Gdy oddalimy się od urządzenia o 2 metry, to głośność trybu niskich obrotów jest już prawie niesłyszalna, tryb średni spada do 48 dB, a maksymalny do 55 dB.
Jak widać w trybach z większymi obrotami nie jest to cichy sprzęt, ale tragedii też nie ma. Co ważne, z urządzenia nie wydobywają się żadne inne dźwięki niż przepływ powietrza – zero pisków, czy jakiś wysokich, nieprzyjemnych tonów.
Zauważyłem, że wokół urządzenia zniknął kurz – mniej więcej w promieniu 15-20 cm, na biurku nie miałem kurzu. Widać, że dolne zasysanie powietrza 360 stopni z każdego kierunku, zmniejsza też ilość kurzu wokół.
Z uwagi na fakt, że mieszkam na skraju lasu będącego parkiem krajobrazowym, większość sąsiadów ma w miarę nowoczesne źródła ogrzewania, a ci ze starszymi piecami przestali palić opakowaniami po jogurtach (był jeden taki gagatek w okolicy…) to i stan powietrza za oknem jest bardzo dobry – oczyszczacze powietrza nawet zimą nie mają u mnie dużo roboty.
Jedyne przypadki, w których wchodzą na wyższe obroty, to rozpalanie w kominku – wtedy faktycznie wchodzą na wysokie obroty i ewentualnie smażenie, gotowanie czegoś w kuchni.
MOVA Stellar X10 to sprzęt do małych pomieszczeń, więc umieściłem go na moim biurku – nie miał wielu okazji do intensywnej pracy.
Zauważyłem też, że czujnik pyłów w tym modelu nie należy do specjalnie czułych. Zazwyczaj zapalenie zapałki i ten pierwszy dymek z przesunięcia głowni po drasce odpala w sekundę wyższy bieg. Tu nic się nie zadziało, dopiero gdy zapałka zgasła i poszło z niej nieco dymu, to urządzenie odpaliło maksymalną moc, pokazało smutne oczka i mniej więcej tak pracowało 15 sekund, przeszło na 2 sekundy w tryb średniej mocy (oczka okrągłe) i wróciło do niskich obrotów.
Od spodu oczyszczacz powinien mieć 4 gumowane nóżki w postaci naklejek, niestety moja sztuka od wyjęcia z opakowania nie miała jednej z nich – widać w tym miejscu klej, więc prawdopodobnie musiała gdzieś odpaść na etapie pakowania, gdyż nie znalazłem jej w kartonie czy folii, a brak zauważyłem przy rozpakowywaniu. Mimo to stoi stabilnie i się nie buja na biurku, a z uwagi na kształt tej gumy, łatwo dobrać coś do podklejenia we własnym zakresie.
Czy warto kupić MOVA Stellar X10?
Jeśli potrzebujesz małego oczyszczacza do postawienia na biurku lub stoliczku nocnym, sprzętu, który ma być Twoim personalnym oczyszczaczem i lubisz urządzenia, które raz uruchamiasz i nie ingerujesz w ich pracę, to ten model będzie dobrym wyborem.
Jest kompaktowy, porządnie wykonany i spasowany, ma świetny design przypominający małego robota z Star Warsów, banalnie prostą obsługę i tak naprawdę nie wymaga łączenia z aplikacją – może być totalnie offline, więc nada się też dla osób, które nie są „smartfonowe”.
Na niskich obrotach to bardzo cichy oczyszczacz, ale gdy jednak wbije wyższe obroty, robi się już nieco głośniej. Fajnie, że mamy pochłanianie powietrza ze wszystkich kierunków – ułatwia to prawidłowe ustawnie urządzenia, a oddawanie powietrza jest pod kątem 45 stopni, więc nie wieje nam w twarz czy w sufit.
Jedynie szkoda, że apka jest tak biedna w dane i statystyki. Problem mam też z ceną tego modelu – ale to rozwiązała ostatnia promocja, w której oczyszczacz potaniał do 549 zł.
|
ZALETY
|
WADY
|
Ceny MOVA Stellar X10
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.




































Dodaj komentarz