Jest nieduży i przypomina kubek termiczny Stanley, a to potrafi blendować – i to jak! Sprawdzamy, co jeszcze potrafi najnowszy mini blender Ninja BlendBoss.
Spis treści
Marka Ninja niedawno wprowadziła kolejny ciekawy produkt do oferty – blender kielichowy 2w1 Ninja BlendBoos DB351EUCY.
Z jednej strony mamy blender podróżny, gdyż naczynie, w który miksujemy to 650 ml kubek, ale z drugiej mamy na tyle dużą moc i dobrze zaprojektowane ostrza, że poradzi sobie nawet z najbardziej twardymi elementami.
Styl kubka z Ninja BlendBoss przypomina piekielnie popularne wśród młodzieży i pracowników korporacji duże kubki termiczne Stanley i ich klony dziesiątek innych producentów. Też mamy słomkę i zamykadełko, jedynie nieco różni się od nich pojemnością – jest mniej więcej o połowę mniejszy, więc i znacznie lżejszy, a przez to bardziej mobilny.
To, co zaskakuje to tryby pracy – ten sprzęt korzysta z technologii Auto-iQ, czyli cykli zaprojektowanych tak, aby zwiększyć efektywność. Czy to naprawdę działa? Sprawdźmy to!
Ile kosztuje Ninja BlendBoss?
Nowy blender wyceniono na 549,99 zł, ale w sklepie własnym Ninja nie dość, że możemy kupić sprzęt z 15% rabatem za zapisanie się do newslettera, to dostajemy aż 60 dni na testy sprzęty – jeśli nie spełni oczekiwań możesz go zwrócić, a producent odda pieniądze.
Urządzenie objęte jest 2-letnią gwarancją i występuje w pięciu kolorach: niebieska malina, kamień, lawenda lemoniada, cyberprzestrzeń i guma arbuzowa. Można więc wybrać kolorystykę, która najbardziej nam się podoba.
Parametry Ninja BlendBoss DB351EUCY
- Moc silnika: 1100 W;
- Tryby pracy: smoothie, blend, crush i pulse;
- Pojemność kubka podróżnego: 650 ml (710 całkowita);
- Wymiary: wys. 32 x szer. 18,3 x gł. 17,1 cm;
- Waga urządzenia: 2,6 kg całkowita.
Co warto wiedzieć o Ninja BlendBoss DB351EUCY?
Na testy otrzymałem wersję w kolorze cyberprzestrzeń. Od razu po wyjęciu z opakowania wrażenie zrobiła jakość użytych materiałów i spasowanie – plastiki są matowe, grube i mają słuszną wagę. Podstawa z silnikiem ma dwie przyssawki i trzy gumowane nóżki o dużej powierzchni – bez ryzyka przesunięcia, czy porysowania blatu.
Nakręcanie noży na kubek jest idealne – gwinty wchodzą w siebie jak w masło, nie trzeba przymierzać i się z tym męczyć, jak to często bywa w tego typu sprzętach.
Sterujemy za pomocą czterech przycisków, które są podświetlane i aktywne tylko, gdy odpowiednio umieścimy noże z kubkiem w pozycji bezpiecznej – w innym przypadku niczego nie odpalimy. Poza podstawą, nożami i kubkiem mamy też wygodną słomkę i pokrywkę z korkiem na klips.
Całość zaprojektowano tak, że słomka wystaje, gdy otworzymy klips, a zamykając go, cofa się do wnętrza – to cwane rozwiązanie.
Z tyłu urządzenia wychodzi przewód i mamy też otwory wentylacyjne. Gdy kubek postawimy dnem do dołu, stoi on bardzo stabilnie, mimo sporego przewężenia, a cały spód i część boków jest gumowana. Duży, głęboki uchwyt będzie wygodny nawet dla osób o bardzo dużych dłoniach.
Obojętnie czy mówimy o zamknięciu pokrywki, czy nożach, zakręcanie i odkręcanie nie wymaga siłowania się ze sprzętem, więc nawet osoby z małą siłą w dłoniach, czy po kontuzjach/urazach, poradzą sobie z tym blenderem.
Zespół noży CrushBlade składa się z dwóch noży ukierunkowanych w górę, dwóch na boki, dwóch do dołu i jednego centralnego. Sprawia to, że kręcący się nóż zaciąga składniki i radzi sobie nawet z dużymi kostkami lodu, zmieniając je w parę sekund w miękki puch.
To, co może się podobać, to projekt trzech programów automatycznych – do smoothie, blendowania i kruszenia. Każdy z nich ma inne interwały pracy, tak aby zaciągnąć całość składników na noże i dać pożądany efekt. Mój blender kielichowy marki własnej Media Expert tego nie potrafi – ma pokrętło z obrotami i tyle.
Dobrze, że dodatkowo jest też tryb pulsacyjny.
Ninja BlendBoss w praktyce
Skoro Ninja nawiązuje kształtem kubka do kultowego Stanley Quencher H2O FlowState Tumbler to sprawdzić trzeba, czy choć po części spełnia podobną funkcjonalność.
Wykonany jest z grubego, wysokiej jakości plastiku wolnego od BPA, ale nie ma większych właściwości termicznych. Za to tak samo dobrze pasuje do uchwytów, cupholderów w samochodach, dzięki przewężeniu podstawy.
W stosunku do Stanley i jego klonów na pewno docenić trzeba pełną szczelność – pierwowzór ma z tym sporo problemów. Kolejna duża zaleta to waga, wynikająca z pojemności całkowitej 710 ml i praktycznej 650 ml – Stanley to 1,2 l, a klon od Xiaomi to ok. 1 l, więc są mniej mobilne i wygodne do przenoszenia od Ninja BlendBoss
Po pierwszym smoothie sprawdziłem, czy kubek z pokrywką i zamykadełkiem na klips są szczelne – nic nie wypływa, widać dobrze zostało to wszystko zaprojektowane. Fajnie, że mamy wybór formy picia – z dzióbka lub z pomocą słomki. Pojemność 650 ml to porządna porcja dla jednej osoby, do pracy, czy w plener.
W ramach testu zrobiłem trzy smoothie
Smoothie bananowo-truskawkowo-jogurtowe
Do jogurtu wrzuciłem mrożone, twarde truskawki i pokrojony w plastry banan, w ilości nieco mniejszej niż maksymalna według bocznej podziałki na kubku. Zamykamy kubek nożami, nakładamy na podstawę do pozycji blokady – jest to ładnie wyrysowane na biało. Przycisk do smoothie, kilkanaście sekund i wszystko mamy zblendowane.
Smoothie banan z czekoladą karmelową na jogurcie
Drugie podejście to znowu jogurt z pokrojonym bananem w plastry, ale tym razem dodałem czekoladę karmelową i też użyłem programu do smoothie – wyszło wybornie – nie za słodko, ale jednak z wyczuwalną nutą karmelu.
Koktajl warzywno-owocowy
Połączenie marchewek pociętych na plastry, szpinaku i jabłka – efekt to mocno zielone, gęste smoothie o pysznym smaku, w którym żaden ze składników nie jest osobno wyczuwalny. To chyba jedyna forma szpinaku, która przejdzie mi przez gardło – zblendowana i zamaskowana 😉.
Sprawdziłem też, jak blender radzi sobie z dużymi kostkami lodu – dodałem 5 sztuk, odpaliłem tryb do kruszenia lodu i za pomocą pulsacyjnej pracy, w parę sekund lód zamienił się w puch, wręcz śnieg. Porządna robota.
Na razie mamy same zalety i zachwyty, a to przecież nie jest wpis sponsorowany, więc przejdźmy do wad, a tak naprawdę wskazać mogę tylko jedną – głośność pracy.
Urządzenie generuje od 97 dB do 102 dB hałasu w trakcie blendowania. Nieco głośniej, czyli po 102 dB blenduje lód i inne twarde elementy, a miękkie owoce bliżej dolnej granicy 97 dB. Mój prywatny blender marki własnej Media Expert też jest piekielnie głośny – ok. 95 dB, ale przebicia 100 dB nie spodziewałem się po takim maluchu.
Dla mnie nie jest to problemem – jedynie trzeba zwrócić uwagę na godzinę, w której chce się go użyć. W nocy, czy bardzo wcześnie nad ranem na bank obudzimy innych domowników, a mieszkając w bloku można też pewnie postawić na równe nogi kilku sąsiadów.
Czy warto kupić Ninja BlendBoss DB351EUCY?
Ninja BlendBoos to porządny sprzęt. Dawno nie widziałem blendera wykonanego z tak dobrych materiałów, z dbałością o estetykę, spasowanie i kolorystykę – może się podobać.
Silnik ma sporą moc, zupełnie jak wielokrotnie większe i droższe blendery kielichowe, trzy tryby pracy zostały dobrze zaprojektowanie, a noże zaciągają składniki w dół, nie trzeba mieszać urządzeniem, czy poprawiać – wszystkie mieli na równomierną strukturę i radzi sobie z lodem.
Mam wrażenie, że ma lepszą zdolność do blendowania niż mój prywatny, dwa razy większy blender kielichowy wyposażony w silnik o tej samej mocy – to może być zasługa dużo lepszych noży wielokierunkowych.
Co prawda jest to głośne urządzenie, wręcz bardzo głośne, ale to praktycznie jedyna wada samego sprzętu, którą potrafię wskazać, a jednak blendery ogólnie należą do jednych z najgłośniejszych sprzętów kuchennych.
Druga nie dotyczy już urządzenia, a oferty dodatkowej – może warto wprowadzić możliwość dokupienia kubków? Jedna baza może przygotować smoothie, czy koktajl warzywny dla każdego członka rodziny, przykładowo dwójki dzieci wychodzących rano do szkoły i dwójki rodziców.
Jeśli szukasz mocarnego blendera, który poradzi sobie z blendowaniem zamrożonych truskawek czy kostek lodu, a do tego kielich jest jednocześnie kubkiem podróżnym, to Ninja BlendBoss warto umieścić na czele listy zakupowej.
|
ZALETY
|
WADY
|
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
















































Dodaj komentarz