Dreame L40 Ultra AE obiecuje świetną jakość sprzątania, inteligentną nawigację i funkcje premium w cenie, która nie odstrasza. Czy tak rzeczywiście jest? Czas to sprawdzić!
Spis treści
Dreame L40 Ultra AE szturmem wchodzi na polski rynek, obiecując rewolucję w domowym sprzątaniu. Pierwsze wrażenia są jednoznaczne: to sprzęt, który może namieszać w klasie średniej, oferując zaawansowane funkcje w zaskakująco przystępnej cenie.
To, co od razu rzuca się w oczy, to cena – 2499 zł za robota z tak bogatym zestawem funkcji, inteligentną nawigacją LiDAR wspieraną przez AI i zaawansowanym systemem mopowania to propozycja, obok której trudno przejść obojętnie.
Warto też od razu wspomnieć, że Dreame L40 Ultra AE to w rzeczywistości zmodyfikowana wersja niezwykle udanego modelu L40 Ultra. Producent postawił na pewne modyfikacje i ewolucję, zamiast na rewolucję, i to widać. Osobiście uważam, że właśnie takie podejście jest kluczem do sukcesu w tej branży.
Ile kosztuje Dreame L40 Ultra AE w Polsce?
Dreame L40 Ultra AE zadebiutował w oficjalnym sklepie internetowym marki, gdzie wyceniono go na 2999 zł, po czym przeceniono na chwilę do 2499 zł – obecnie właśnie za tyle możesz robota kupić w niektórych sklepach.
Wycena względem bazowego modelu L40 Ultra (obecnie poniżej 2600 zł) wydaje się rozsądną propozycją. Na ten moment urządzenie dostępne jest jedynie w wersji białej, choć według zapowiedzi producenta w przyszłości do sprzedaży ma trafić również wariant czarny.
Osobiście chętnie zobaczyłbym go właśnie w ciemniejszej odsłonie – to kolor, który w wielu wnętrzach prezentuje się bardziej neutralnie. Niemniej biały model wpisuje się w nowoczesne, minimalistyczne aranżacje, a przy okazji mniej na nim widać zabrudzenia, więc dla wielu użytkowników będzie zapewne najlepszą opcją.
Specyfikacja Dreame L40 Ultra AE
- Średnica robota: 35 cm
- Wysokość robota: 8.95 cm
- Wymiary stacji dokującej: 457 x 340 x 590 mm
- Nawigacja: LDS oraz Kamera z AI
- Siła ssąca: 19000 Pa
- Pokonywanie przeszkód: do 4 cm (40 mm)
- Podświetlenie LED
- Filtr: EPA (E11)
- Rozpoznawanie obiektów: Kamera z AI rozpoznaje do 120 obiektów
- System mopowania: Dwa obracające się pady
- Pad mopujący: Wysuwany (jednostronnie) do czyszczenia przy krawędziach
- Robot potrafi rozpoznać plamy i najpierw je mopuje, a następnie odkurza
- Detekcja dywanów: Automatyczne wykrywanie dywanów.
- Podnoszenie mopów: Automatyczne podnoszenie mopów na dywanach
- Pojemność zbiornika na wodę czystą w stacji dokującej: 4,5 l
- Pojemność zbiornika na wodę brudną w stacji dokującej: 4 l
- Automatyczne opróżnianie pojemnika na kurz (395 ml)
- Worek na kurz o pojemności 3.2 l
- Automatyczne mycie padów mopujących gorącą wodą (do 75°C)
- Mycie padów z detergentem
- Suszenie padów mopujących gorącym powietrzem (75°C)
- Tryb ponownego prania padów
- Komunikaty głosowe: W języku polskim (brak sterowania głosowego w języku polskim)
Co dostajemy w zestawie?
Kupując robota sprzątającego w tym segmencie cenowym, naturalnie oczekuję kompletnego i dobrze przemyślanego zestawu startowego. Dreame L40 Ultra AE nie zawodzi pod tym względem – w pudełku czeka niemal gotowy do pracy robot oraz stacja bazowa, czyli kluczowy element całego systemu.
Producent zadbał o to, by użytkownik mógł rozpocząć sprzątanie tuż po rozpakowaniu. W standardzie znalazły się wszystkie niezbędne akcesoria, a nawet kilka dodatków, które zwykle zarezerwowane są dla droższych modeli.
Robot fabrycznie wyposażony jest w gumową szczotkę główną, osłonę i zbiornik na kurz z filtrem. Do kompletu dołączono boczną szczotkę, dwa pady mopujące z uchwytami, dwa worki na kurz (jeden już zamontowany w stacji) oraz 200 ml dedykowanego płynu do mycia podłóg.
Wśród standardowych akcesoriów znalazło się też przedłużenie rampy do stacji bazowej. Wszystko jest posegregowane, solidnie zapakowane i od razu gotowe do montażu.
Miłym zaskoczeniem jest obecność dwóch różnych szczotek głównych – gumowej oraz TriCut 3.0. To nie tylko ukłon w stronę użytkowników, ale też realne zwiększenie funkcjonalności robota.
Gumowa świetnie radzi sobie z większymi drobinami, podczas gdy TriCut została zoptymalizowana pod kątem włosów i sierści. To drugie rozwiązanie, dzięki odpowiednio wyprofilowanej konstrukcji, ogranicza ryzyko zaplątywania się włókien, co znacznie ułatwia późniejsze czyszczenie. Szkoda tylko, że zabrakło w zestawie drugiego kompletu padów mopujących i klasycznego, wielofunkcyjnego narzędzia do czyszczenia – te drobiazgi zdecydowanie uzupełniłyby całość.
Mimo drobnych braków, widać, że Dreame celuje w świadomego użytkownika, który oczekuje jakości, ale jednocześnie chce mieć wybór. Obecność dwóch szczotek głównych daje realne możliwości dopasowania robota do konkretnych warunków domowych. Choć nie jest to zestaw perfekcyjny, robi bardzo dobre pierwsze wrażenie i przekonuje, że producent podchodzi do tematu bardziej świadomie niż wielu konkurentów w podobnym budżecie.
Budowa Dreame L40 Ultra AE
Patrząc na Dreame L40 Ultra AE łatwo odnieść wrażenie, że producent po raz kolejny postawił na sprawdzony szkielet. Kto zna produkty tej marki, od razu rozpozna tę charakterystyczną, okrągłą konstrukcję, która – choć minimalistyczna – nie jest nudna.
Nie ma tu krzykliwej stylistyki ani kontrowersyjnych rozwiązań, ale proporcje zostały zachowane, a całość wygląda solidnie i estetycznie. Obudowa sprawia wrażenie zwartej, przemyślanej i funkcjonalnej – to, co trzeba, jest na miejscu.
Na środku wciąż króluje LIDAR, ale tym razem bez ruchomej głowicy. Niektórzy mogą uznać to za krok wstecz, bo takie rozwiązanie ogranicza możliwość wjeżdżania pod niższe meble. Z mojego doświadczenia wynika, że brak elementów ruchomych przekłada się jednak na mniejszą awaryjność w dłuższej perspektywie – coś, za coś.
LIDAR działa sprawnie i dokładnie mapuje przestrzeń, a robot porusza się przewidywalnie, bez zbędnych zawahań. Na uwagę zasługuje przednia kamera AI. To niby detal, ale w praktyce zmienia sporo – szczególnie w mieszkaniach z większą liczbą przeszkód, wąskich przejść czy gorszym oświetleniu.
Robot zyskuje coś na kształt wzroku, dzięki czemu skuteczniej unika kapci, kabli czy misek pupila. Co ważne, kamera działa w tandemie z zespołem czujników i faktycznie daje poczucie, że urządzenie „rozumie”, gdzie się znajduje. W moim mieszkaniu poruszał się zaskakująco płynnie – bez zbędnych zatrzymań, nerwowych obrotów czy zderzeń z meblami.
Dreame zostawiło też sprawdzony system dwóch obrotowych padów mopujących, co w tej klasie sprzętu stało się już pewnym standardem. Jeden z padów – ten po prawej stronie – jest ruchomy, co przekłada się na lepsze sprzątanie przy krawędziach. Do tego dochodzi automatyczne unoszenie mopów przy wykryciu dywanu – na ponad centymetr – co chroni przed zawilgoceniem tekstyliów.
Nieco mniej entuzjazmu mam wobec bocznej szczotki. Niestety, nie jest wysuwana – i trzeba to powiedzieć wprost: to cięcie, które realnie wpływa na efektywność. Tam, gdzie inne modele Dreame potrafią dociągnąć brud spod krawędzi, tutaj efekt jest mniej zadowalający.
W narożnikach i przy listwach da się zauważyć niedosprzątane fragmenty – zwłaszcza przy drobniejszym kurzu i włosach. To decyzja, która dziwi, nawet biorąc pod uwagę niższą cenę względem wersji Pro Ultra. Zabrakło tu tej inżynieryjnej finezji, do której Dreame zdążyło mnie przyzwyczaić.
Deklarowana zdolność pokonywania progów do 4 cm również pozostaje bardziej teorią niż praktyką. W moim przypadku L40 Ultra AE nie dał rady z progiem o wysokości 20 mm – zaklinował się, obracał, ale ostatecznie się poddał. Robot za to porusza się pewnie po typowym mieszkaniu bez wysokich barier.
Jak działa nawigacja w Dreame L40 Ultra AE?
Dreame L40 Ultra AE już przy pierwszym przejeździe stworzył dokładną mapę mojego mieszkania i szybko ogarnął gdzie ma jechać, a czego unikać. Nie kręcił się bez sensu, nie zawracał w kółko. Przeszkody? Omija je spokojnie – niezależnie od tego, czy to zabawka, kabel czy coś mniej przyjemnego. Kamera z systemem AI wspiera LiDAR na tyle skutecznie, że nawet w ciemniejszym kącie robot się nie gubi.
To, co mi się szczególnie podoba, to sposób jazdy. L40 Ultra AE najpierw objeżdża krawędzie, potem systematycznie wypełnia środek pomieszczenia. Ruchy są spokojne i celowe, bez szarpania czy wpadania na meble. Co więcej – jeśli czegoś nie posprząta, pokaże zdjęcie i wyjaśni, dlaczego. To proste, ale naprawdę ułatwia życie.
W aplikacji można ustawić wszystko, co potrzeba: strefy zakazane, godziny sprzątania, a nawet miejsca, które wymagają delikatności – na przykład okolice miski dla psa. Jest też tryb AI, który sam decyduje, jak i gdzie sprzątać. I o dziwo, ten tryb ma sens – kilka razy robot pojechał dokładnie tam, gdzie było najwięcej kurzu, zanim sam zdążyłem to zauważyć.
Jedyna rzecz, na którą warto zwrócić uwagę, to wysokość mebli. LIDAR zamontowany na stałe na górze robota potrzebuje nieco mniej, niż 9 cm prześwitu. W praktyce oznacza to, że pod niskie kanapy raczej nie wjedzie. U mnie mieści się pod szafki IKEA (nie powinno to dziwić) – ale warto to sprawdzić przed zakupem.
Jak sprząta Dreame L40 Ultra AE?
Dreame L40 Ultra AE zapowiada się bardzo dobrze: 19000 Pa mocy, czujniki zabrudzeń, AI do rozpoznawania przeszkód. Tyle teorii. Zabrałem się za testy i po kilkunastu dniach użytkowania mogę powiedzieć jedno – tu naprawdę dzieje się coś ciekawego, choć nie bez zgrzytów.
Największe zaskoczenie? Szczotka boczna – ale niestety nie w pozytywnym sensie. W Dreame L40 Ultra AE jest tylko jedna, i co gorsza – niewysuwana. Efekt? Robot wyraźnie nie radzi sobie w narożnikach, bo fizycznie nie sięga tam, gdzie powinien.
W tej półce cenowej to wada, bo konkurencja już dawno rozwiązała ten problem mechanizmami wysuwania szczotki przy krawędziach. Tutaj tego zabrakło – i choć sam pomysł na precyzyjne czyszczenie brzmi dobrze, to bez wsparcia odpowiedniej konstrukcji po prostu się nie sprawdza. Widać, że to kompromis – być może po to, by zmieścić się w niższej cenie – ale to kompromis, który wpływa na jakość sprzątania.
Z drugiej strony mamy wykrywanie zabrudzeń – i tu Dreame błyszczy. Kiedy robot wjeżdża na mocno zabrudzoną strefę, od razu podnosi moc ssania i wykonuje dodatkowe przejazdy. Co ważne: to nie działa losowo. Testowałem to wielokrotnie w kuchni i przy wejściu do mieszkania. Efekty? Bardzo dobre. Widać, że system czujników nie jest tylko dekoracją do folderu reklamowego, ale realnie przekłada się na efekty.
Moc 19000 Pa może wydawać się przesadzona – i w codziennym trybie faktycznie bywa niepotrzebna. Ale do sprzątania punktowego? Strzał w dziesiątkę. Po posiłku wystarczyło zaznaczyć obszar wokół stołu i puścić tryb Max+. Okruszki, włosy, sierść – znika wszystko. Trzeba tylko pamiętać, że to nie jest tryb do codziennego cyklu – mocno obciąża baterię. Za to do szybkiego ogarnięcia bałaganu sprawdza się świetnie.
Temat włosów potrafi być zmorą – zwłaszcza dla właścicieli zwierząt czy osób z długimi włosami. W Dreame L40 Ultra AE zastosowano jednak w miarę sensowne rozwiązanie: główna szczotka to klasyczny gumowy wałek, który dobrze radzi sobie z większymi zabrudzeniami, a do tego w zestawie producent dorzuca alternatywną szczotkę TriCut 3.0 z wbudowanym ostrzem do cięcia włosów.
I faktycznie – ten system działa. W trakcie testów praktycznie nie musiałem czyścić wałka z plątaniny włosów, co wcześniej bywało konieczne co kilka dni. Szkoda tylko, że te obie szczotki nie są założone na stałe i trzeba nimi żonglować.
No i progi – tu już nie jest tak różowo, o czym już wspominałem, ale warto to jeszcze raz podkreślić. To nie jest jego mocna strona. Producent deklaruje, że robot pokona 4 cm, ale u mnie 20 mm to już bariera nie do przejścia. Nie jest to dramat, ale warto mieć to na uwadze.
Poza tym – robot jeździ logicznie, nie kręci się bez celu, nie gubi orientacji.
Jak mopuje Dreame L40 Ultra AE?
Dreame L40 Ultra AE faktycznie myje podłogę, a nie tylko ją przeciera. Pomagają w tym dwa obrotowe pady mopujące, które przy lekkim docisku radzą sobie z typowymi domowymi zabrudzeniami – jak zaschnięte ślady po napojach czy plamy w kuchni. Co ważne, nie tylko na kaflach – także na panelach nie zostają smugi.
Wysuwany mop pozwala domyć krawędzie przy ścianach, co w praktyce oznacza mniej ręcznego poprawiania. Wiele robotów z tej półki cenowej wciąż omija te miejsca lub tylko je delikatnie muskają – tu jest inaczej.
Na plus zasługuje również sterowanie intensywnością mopowania. Producent daje możliwość regulacji poziomu dozowania wody aż w 32 stopniach – coś, co na pierwszy rzut oka może wyglądać jak marketing, ale w praktyce pozwala precyzyjnie dobrać tryb do rodzaju podłogi. Na gresie daję więcej wody, na panelach schodzę z poziomem – działa.
Tryby mopowania są cztery – szybki, standardowy, intensywny i głęboki – i faktycznie różnią się nie tylko czasem, ale też skutecznością. Do codziennego odświeżenia wystarcza tryb standardowy, ale gdy coś się rozleje albo zbierze się więcej brudu przy wejściu, uruchamiam tryb głęboki. Nie zastępuje to ręcznego szorowania, ale w codziennym scenariuszu – wystarcza.
Po każdym cyklu robot wraca do stacji, gdzie pady są myte ciepłą wodą (75°C) i suszone. To ważne – dzięki temu po kilku dniach w powietrzu nie unosi się zapach wilgoci. Gdy pady są naprawdę brudne, stacja potrafi sama uruchomić dodatkowe płukanie. W praktyce – nie musiałem niczego nadzorować.
Trzeba jednak pamiętać, że robot nie potrafi zostawić padów w stacji, gdy wyjeżdza tylko na odkurzanie – on zawsze ma je przy sobie, jakby obawiał się, że ktoś je zwędzi. 😀
Do mopowania można używać detergentu – specjalny płyn jest w zestawie, a stacja sama go dozuje. To niby detal, ale dobrze pokazuje, jak producent zadbał o wygodę. Przestałem myśleć o dolewaniu czegokolwiek – po prostu klikam „start” i wszystko dzieje się samo.
Aplikacja Dreamehome
Aplikacja Dreamehome to dokładnie ten typ narzędzia, którego oczekuję. W przypadku Dreame L40 Ultra AE działa sprawnie, nie frustruje i pozwala naprawdę dobrze kontrolować, co i jak ma być posprzątane.
Lubię mieć wpływ na to, co dzieje się w moim domu – a nie tylko polegać na tym, że „robot wie lepiej”. Tu mam wszystko pod ręką: wybór trybu czyszczenia, zachowanie na dywanach, harmonogramy, nawet osobne ustawienia dla różnych pomieszczeń.
Interfejs jest prosty, czytelny, w pełni po polsku i nie trzeba się go uczyć – działa intuicyjnie. To szczególnie wygodne, jeśli z robota korzysta więcej osób. Nie trzeba się zastanawiać, gdzie kliknąć, żeby coś zmienić – po prostu wiadomo.
Jest też kilka przydatnych opcji, które nie są tylko na pokaz. Na przykład możliwość ustawienia, co robot ma robić z dywanem – czy go omijać, czy na niego wjeżdżać tylko podczas odkurzania, czy zwiększać tam moc. Albo funkcja MopExtend, która pozwala mu dojechać mopem bliżej ścian – i faktycznie to robi. To nie są jakieś sztuczki z animacji – w praktyce działa to lepiej niż w wielu droższych modelach.
Jest też tryb dla domów ze zwierzętami. Jeśli go włączysz, robot zwalnia przy legowiskach i nie rozjeżdża misek. To nie brzmi jak wielka rzecz, ale jak masz w domu psa albo kota, to szybko docenisz. Robot też potrafi zapamiętać przeszkody i wrócić później, jeśli coś pominął – i faktycznie wraca, nie trzeba go do tego zmuszać.
Mapy są dobrze zrobione – można je edytować, dzielić pomieszczenia, nadawać im nazwy, dodawać meble czy ustalać strefy zakazane. Używam tego regularnie, zwłaszcza przy harmonogramach. Przykład? Robot sprząta kuchnię po śniadaniu, a nie wtedy, gdy ktoś akurat robi obiad. Niby detal, ale robi różnicę.
Czy warto kupić Dreame L40 Ultra AE?
Jeśli szukasz robota, który w sposób zrównoważony łączy skuteczne odkurzanie z zaawansowanym mopowaniem i wygodną obsługą, Dreame L40 Ultra AE z pewnością należy rozważyć. To jeden z bardziej kompletnych modeli w swoim przedziale cenowym.
Dreame L40 Ultra AE sprząta skutecznie, cicho i z dbałością o szczegóły. Producent wyraźnie postawił na jakość wykonania i dopracowaną automatykę, co przekłada się na komfort użytkowania. Sprzęt nie wymaga stałej uwagi, a stacja dokująca z funkcją samooczyszczania, prania i suszenia mopów faktycznie ogranicza konieczność bieżącej obsługi.
To, co robi wrażenie, to spójność działania systemu. Mopowanie w narożnikach, czyszczenie wzdłuż ułożenia podłogi czy rozpoznawanie przeszkód takich jak legowiska i podkładki to nie tylko hasła marketingowe – te funkcje realnie działają. Aplikacja Dreamehome pozwala na dokładne zarządzanie każdą częścią procesu, bez konieczności przekopywania się przez dziesiątki zbędnych opcji.
Możliwość personalizacji trybów sprzątania w zależności od typu pomieszczenia, dokładna edycja mapy 2D i 3D, a także sensownie rozpisane harmonogramy sprawiają, że robot łatwo dopasowuje się do rytmu życia domowników. I choć nie każda funkcja będzie wykorzystywana na co dzień, dobrze mieć świadomość, że są dostępne, gdy zajdzie potrzeba.
|
ZALETY
|
WADY
|
To również warto przeczytać!
Jeśli szukasz robota sprzątającego, warto zerknąć na nasz TOP-10 najlepszych robotów sprzątających.
Szukając natomiast dobrego odkurzacza koniecznie sprawdź naszą listę najlepszych pionowych odkurzaczy bezprzewodowych.
Zachęcam również do zerknięcia na maniaKalny TOP-10 najlepszych odkurzaczy na polskim rynku oraz zestawienie najlepszych odkurzaczy piorących.
Ceny Dreame L40 Ultra AE
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.

















